Pan Ignacy Lajkonik ponownie nacisnął guzik dzwonka, posłuchał, jak za drzwiami wybrzmiewa ptasi świergot… i dalej stał, cierpliwie czekając. Obok niego pani Chandra poruszyła się niespokojnie, a kiedy na nią spojrzał, z zaniepokojeniem podniosła do góry brwi.
– Jesteś pewien, że się z nimi umawiałeś?
Pan Ignacy przyjaźnie się uśmiechnął.
– Stuprocentowo pewien. Nie dalej jak trzy dni temu dzwoniłem i potwierdzili, że to dzisiaj.
Stali więc i czekali, a czas dłużył im się niemiłosiernie… A właściwie nie dłużył im się wcale, bo stali razem, chociaż nie da się ukryć, że bycie razem jest przyjemniejsze w gościnnych objęciach miękkiej kanapy. Licząc na tę kanapę, pan Lajkonik ponownie użył przycisku dzwonka.
Tym razem za drzwiami dało się usłyszeć niespieszne człapanie, stuk odsuwanej zasuwy i oto w drzwiach ukazał się wysoki, chudy mężczyzna nieco podobny do agenta Coopera z serialu „Miasteczko Twin Peaks”, ale o całkiem niepodobnym do agenta nieobecnym wzroku za szkłami okularów. No i dzielnego agenta w serialu rzadko można było oglądać w szlafroku, w kapciach na bose nogi i z mokrą czupryną układającą się w imponujący czub. Popatrzył na pana Ignacego, potem na panią Chandrę, uśmiechnął się niepewnie i odchrząknął.
– Dzień dobry… – prawie szepnął, po czym przełknął z wysiłkiem i już głośniej powiedział – Dzień dobry! A to niespodzianka! –
Pan Lajkonik przejął inicjatywę. Rzucił serdeczne – Cześć, Antoś! – po czym już bardziej formalnie dokonał prezentacji – Poznajcie się, to mój przyjaciel ze studiów, Antoś, to znaczy Kazimierz Antoni Sanderski, a to… jest Chandra – dokończył tonem, który nie pozostawiał wątpliwości, kim jest w tym towarzystwie pani Chandra. Teraz dopiero pan Antoni wyciągnął dłoń w kierunku pani C. i wymamrotał – Miło mi… –
– Ale, Antoś, jak to niespodzianka? Przecież umawialiśmy się na dzisiaj, parę dni temu sam potwierdzałeś? – zdziwił się pan Lajkonik, kiedy zamknęły się za nimi drzwi. Pan Antoni niespokojnie pociągnął nosem – Hmmm… to przecież… miało być… za tydzień? Wybaczcie, doprowadzę się tylko do porządku, rozgośćcie się tymczasem – i zniknął za drzwiami łazienki, z której zaraz rozległ się szum suszarki.
– Kochanie, przecież pytałam, czy to na pewno miało być dzisiaj – szepnęła pani Chandra. Pan Ignacy skinął głową – Tak, na pewno. Po prostu Antoś ma swoje… No, jest już taki ekscentryczny.
Tymczasem w zamku wejściowych drzwi zachrobotał klucz, a po chwili ukazała się w nich nowa postać – średniego wzrostu blondynka w modnym wiosennym płaszczu, dzierżąca w dłoni siatkę z zakupami. Zamknęła za sobą drzwi, zrobiła dwa kroki w kierunku kuchni i zauważyła gości. Pan Lajkonik uśmiechnął się do niej, a ona najpierw podniosła brwi ze zdziwienia, a potem parsknęła śmiechem.
– Cześć, kochani! Antoś znowu namieszał, co? – wykrztusiła, kiedy już mogła mówić – Kaśka jestem, żona tego tam – machnęła ręką w kierunku łazienki. – A ty pewnie jesteś Chandra? Ignacy przy każdej okazji o tobie opowiada… – Pan Lajkonik kaszlnął, zakłopotany i dostał z tej okazji przyjacielskiego szturchańca – No, już nie bądź taki skromny!
Pani Chandra z rosnącym zdumieniem słuchała tego monologu, którego – wydawałoby się – nie mogło przerwać nic poza średnich rozmiarów kataklizmem. Fertyczna pani Kasia była tak inna od swojego introwertycznego męża, że wydawało się jakby pochodziła z innego wszechświata, a przynajmniej z innej planety, i nie żeby z Wenus. Szybkość, z jaką mówiła, ciskała spojrzeniami i śmiała się, wskazywała raczej na Merkurego. Jej bystre spojrzenie szybko wyłowiło minę pani C. i od razu posypały się wyjaśnienia: – Byłam pewna, że przychodzicie dzisiaj, ale Antoś kolejny raz wmówił mi, że dopiero o dwudziestej, i był tak granitowo pewny, że mu uwierzyłam – na chwilkę, maleńką chwileczkę, jej uśmiech stracił na intensywności, ale zaraz znowu przyjął formę od ucha do ucha – Już tak mam z tym chłopem, wiecie, takiego to albo utłuc, albo pokochać! – po czym pokazała im na sekundę język, robiąc minę mówiącą „ale i tak go kocham”.
– Ale, ale, ja tu was zagaduję, a kolacja sama się nie zrobi! Chodźcie na chwilę do kuchni, wszystko mam już prawie gotowe, wyskoczyłam tylko po ostatnie drobiazgi – rzuciła pani Kasia i nie dało się jej odmówić. Przeszli do dużej, jasno oświetlonej kuchni w stylu rustykalnym, w której pani Chandrze bardzo miło się siedziało, podczas kiedy pan Ignacy, najwyraźniej już rozkrochmalony, dotrzymywał gospodyni kroku w konwersacji, przerzucając się z nią żarcikami, ale nie wyłączając z rozmowy swojej towarzyszki. Pani Chandra ani się obejrzała, kiedy opowiedziała Kasi, skąd pochodzi, co robiła w kraju i w Indiach, oraz jak to się poznali z panem Ignacym – a wtedy pyszna złota sałatka, rozsiewająca wokół aromat czosnku i ananasa, wjechała na stół, razem z nią apetyczne kawałki puchatej bagietki, a jednocześnie za szybką piekarnika rumieniły się już miniaturowe hiszpańskie kiełbaski, każda owinięta wstążką francuskiego ciasta.
Razem zanieśli wszystkie te pyszności na stół, tymczasem pojawił się wśród nich również pan Antoś, jakże jednak odmieniony! Na jego obliczu gościł życzliwy uśmiech, a on sam nie dorównywał może małżonce w szybkości i celności żartów, ale trzeba przyznać, że starał się, jak mógł. Pani Chandra szybko wybaczyła mu początkowe zachowanie, tym bardziej, że wino, które wybrał z zakamuflowanej półki i nie bez trudności otworzył, okazało się znakomite!
Coś jednak nie dawało jej spokoju. Krążyło wokół nich, chowało się w zakamarkach swobodnej konwersacji, wysuwało czułki zza żartów – aż w końcu pani Chandra skojarzyła znaczące spojrzenia pana Lajkonika z dziwnymi wypowiedziami pana Antosia. Dziwnymi, bo niepasującymi do siebie nawzajem. Otóż pan Kazimierz Antoni dwojga imion w jednej chwili opowiadał z przejęciem o zeszłotygodniowym występie swojej córki Idylli w przedszkolnych jasełkach, żeby po kwadransie roztrząsać jej szanse podczas letniej sesji egzaminacyjnej na Uniwersytecie. Tu wtrąciła się delikatnie pani Kasia, uściślając, że chodzi o egzamin kończący gimnazjum, a stąd rozmowa sama zeskoczyła już na reformę edukacji. Pani C. poczuła się nieswojo również w chwili, kiedy gospodarz zapytał jej z uśmiechem: „I jakże też się bawiliście w tej Toskanii?”, a pani Katarzyna w tejże chwili wpadła mu w słowo: „W Indiach, miałeś na myśli Indie, PRAWDA?!?”
Chandra już, już miała zapytać, co tu właściwie jest grane, ale popatrzyła najpierw na pana Lajkonika, który leciutko – prawie niedostrzegalnie – pokręcił głową na boki, jakby sugerując, że nie pora na to, a potem to już on wszystko wyjaśni. A było co wyjaśniać, ponieważ kiedy kolacja się skończyła, a goście mieli się ku wyjściu, rozmowa zeszła na wspólnych znajomych. W pewnym momencie pan Antoś zagaił: – A co tam u Igora? Wyszedł już ze szpitala? Noga cała? Ale ten samochód to paskudnie rozwalił, co? – a pan Ignacy na sekundę zesztywniał, a potem pospiesznie potaknął i zmienił temat.
Wyszli z uroczej kamieniczki na starym mieście, pan Lajkonik odetchnął świeżym powietrzem i zaczął tłumaczyć pani Chandrze:
– że pan Antoś dzieckiem może nie w kolebce, ale w szkole podstawowej miał wypadek, który cudem przeżył;
– że od tamtej pory zdarza mu się mieszać sytuacje i czasy, i wcale nie gramatyczne, ale jak najbardziej rzeczywiste;
– że przeróżni ludzie już próbowali wykorzystać ten dar dla własnych – lub reprezentowanych przez siebie instytucji – korzyści, ale nic z tego;
– że pan Antoś sam nie potrafi tego kontrolować, ale w najmn
iej oczekiwanym momencie zdarza mu się powiedzieć coś, co dotyczy zamierzchłej przeszłości lub bliżej nieokreślonej przyszłości;
– ale poza tym jest przemiłym człowiekiem, a żonę to w ogóle ma dzielną kobietę i hoho…
I w tym momencie pani Chandra delikatnie uszczypnęła go w ucho za to „hoho”. Co sprawiło, że pan Ignacy przerwał wyjaśnienia i zajął się udowadnianiem, że „hoho” jest wyłącznie przyjacielskie, a uczucia mocniejsze i głębsze żywi wyłącznie względem pewnej przemiłej brunetki o egzotycznej urodzie. Skończył udowadniać i trzymał tę brunetkę w objęciach jeszcze przez chwilę, żeby nie było już żadnych wątpliwości. Pani Chandra otworzyła oczy, uśmiechnęła się tak, że powietrze wokół nich pojaśniało i jeszcze przez chwilę żadne z nich nic nie mówiło. Wreszcie pan Lajkonik coś sobie przypomniał, westchnął frasobliwie i dodał:
– Ale Igora to ja widziałem nie dalej niż wczoraj. Tryskał zdrowiem i energią, więc… chyba trzeba będzie do niego zadzwonić, i to szybko.
Pani Chandra przytaknęła i też sobie coś przypomniała.
– Masz jakieś plany na wakacje? Może, hmm, wybierzemy się razem gdzieś na południe?
________________
Tekst chroniony prawem autorskim (wszystkie części cyklu o p. Lajkoniku). Opublikowany w witrynie www.kontrowersje.net oraz na blogu www.madagaskar08.blog.onet.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora.

Dzień dobry! Wy pewnie też znacie takie małżeństwa, co? Przeciwności się przyciągają, a ich siła leży w uzupełnianiu się nawzajem.
Pierwsza!:))) A teraz zabieram się za czytanie.:)))
Dziękuję Quackie.:)) Warto było czekać, Pan Lajkonik pojawił się w sam raz na niepogodę.:)) Od razu cieplej się zrobiło, zwłaszcza w okolicy serducha.:))Takie pozornie niedobrane pary znam, jedną to nawet bardzo dobrze. Sytuacja podobna do tej Kasi i Antosia.:) Układ prawie idealny. Gwarantuje, że nie zamilczą się gubiąc w rzeczywistości na śmierć. Wzajemne zagadanie skutkuje tym samym. A jak jeszcze dojdzie do tego to COŚ…to…:))
Hehe, no właśnie: na czym polega „dobranie” albo „niedobranie”? Może na tym uzupełnianiu się? Bo ja małżonkowie to samo robią dobrze, to samo lubią (np.: to samo ciasto), to może się okazać, że czegoś w takim małżeństwie brakuje (np. ciasta ; )))
Zwłaszcza ciasta.:))) Chyba nie powinnam się na ten temat wypowiadać, bo nie mam męża.:)));)
Druga?…. podzielam z panem Ignacym podziw dla pani Kasi… hoho… 🙂
.. a dloegliwość pana Antosia … pasjonująca wprost i nawet nie zagraża mu spaleniem na stosie 🙂
…ale przyznasz, że dość nadnaturalna, żeby pasować do ostatniego trendu na Wyspie? A opowiadanie pisało się ze 2 tygodnie i to z przerwami! „Widmo krąży nad Madagaskarem, widmo rzeczy, o których się nie śniło naszym filozofom”.
Na szczęście Pan Antoś nie zdaje sobie z tej dolegliwości sprawy. Uwierz mi, że nie ma czego zazdrościć i, że takie, lub podobne sytuacje zdarzają się w życiu. Nie tylko filozofom, ale nawet fizjologom się o tym nie śniło…
.tak, Kwaku, zgadzam sie z Tobą, że ten klimat się udziela…. :))))
Jak tak dalej pójdzie Wiedźminko to może zdecyduję się na dalszy, choć nie koniecznie ciąg, opowieści dębowej?:))) Tylko, że moje za bardzo realistyczne.:)));)Na razie zachwycam się Rajem będąc pod nieodpartym wrażeniem Pana Ignacego.:)))
trochę realizmu bardzo dobrze nam zrobi…. :)))))
W takim razie Wiedźminko dam se spokój z ciągiem dalszym, bo ten mój realizm jest taki nie bardzo do przyjęcia dla realistów twardo stąpających po ziemi.:)))))
:))) realistycznie biorąc, to Ty, Jasminko, się wykręcasz…. :)))))
Dobra.. jeszcze się załapałam…Trzecia!!! Gapa:( Aaaaa dlaczego takie krótkie, ja chcę drugą stronę i… i… kolejne kartki:))))
Hmm, w edytorze ten tekst miał prawie trzy strony??? Krótkie? ; )
Taaaak?? No to wstawiaj kolejny odcinek:)))
Ja podziwiam bardziej ten związek p. Ignacego z p. Chandrą. Jest taki subtelny i harmonijny. Niby przez lata można się „dotrzeć”, ale nie zawsze się osiągnie taki ideał, bo różne różności stają na przeszkodzie. Przyznaj się Quacku – Wam się udało?
O tyle, o ile. Raczej przypominamy pod wieloma względami Kasię i Antosia niż Lajkonika. I są przypływy i odpływy – jak w oceanie ; )
..ale Lukrecjo…. to pan Ignacy sprawia, że związek z uroczą, acz nieco bierną panią Chandrą jest taki niezwykły … :))))
O, bardzo dziękuję za tę uwagę – jest niezwykle cenna i mam nadzieję, że przyczyni się do zbudowania następnego opowiadania… które już kiełkuje, ale kiedy wyrośnie – nie wiadomo!
Pani Chandra, taka jakby trochę bierna, to prawdziwa kobieta wschodu, marzenie panów:))Kasia nie jest bierna. To także marzenie panów :))I tu jeszcze marzenie panów:http://www.youtube.com/watch?v=A2V39Itlq28
Reklamacja! Czekałem całe 39 sekund i tej pani nie spadła góra, mimo że poruszała się tak, że nie miała prawa nie spaść!
Ale dół się ledwo trzymał.A dziewczyna urocza. Taki szczery uśmiech.
Mam pytanie.Co sie stało z cudzysłowem. Jest jakieś 8#822 czy coś takiego. Ta sprawa mnie przerasta.
Nie kopiowałaś czasem tekstu z Worda lub innej strony netu??
Pewnie tak. W zasadzie wszystko robię w Wordzie. Muszę zmienić zwyczaje?
Proponuję między Wordem a okienkiem przeglądarki przekopiować tekst jeszcze przez Notatnik (Notepad w angielskich Oknach). Niby uciążliwe, ale na dłuższą metę oszczędza czas, bo wywala większość formatowań Worda, zostawiając tekst, akapity, cudzysłowy, znaki diakrytyczne…
Ciekawe co to za sałatka…..czosnek z ananasem…..a reszta?
Hiszpańskie kiełbaski to pewnikiem chorizo…..ale owinięte ciastem francuskim? To będzie trzeszczeć w zębach…. Czego to ludzie nie wymyślą…, no, no!
Mogą być i chorizo, ale te akurat troszkę za suche. Nie pamiętam w tej chwili nazwy, one raczej przypominały nasze frankfurterki, z tym, że bardziej treściwe.
No właśnie, chorizo są twarde, przynajmniej ja przed laty na takie trafiłem. Nie lepiej, miast ciastem, owinąć kiełbaski plastrem wędzonego boczku. I przypiec na chrupiąco?? Cholera, zgłodniałem!! Zaraz wracam!!
… jeszcze wędzony kurczak i majonez ?:)))))
A nie, bez kurczaka. Majonez, owszem, ale poza tym jeszcze kukurydza z puszki i tarty żółty ser (NIE parmezan).
:)) bardzo dobry zestaw, ale spróbuj kiedyś zrobić i mój :)))))
Piękna, wieloplanowa wizja oceanu miłości będącego tłem dla subtelnego związku pp. Ignacego i Chandry, a w tle mającego jeszcze nadbałtyckie przypływy i odpływy!
A może to Ocean Indyjski? Tu przypływy i odpływy byłyby bardziej uzasadnione niż na Bałtyku.
Hmmm… to może uzasadnię tło tła:http://madagaskar08.blog.onet.pl/6632413,426804723,1,200,200,88441235,426810498,8009741,0,forum.html
:)) Tetryku, cóż za liryczna w Tobie dusza!!:)
Trenuj Senatorze, Tobie też się w końcu uda.:)));)
Mie liryka jest obca, mie bliski jest dramat! I tragedia, oczywiście!!:)
Etam Senatorze….. zrobiłeś, choćby ostatnio, bardzo liryczne i piękne tłumaczenia, więc się nie wypieraj…… 🙂
Liryczne…Ale to bez obmyłkie wyszło:(
Mam całkiem inne zdanie, bo pamiętam i wcześniejsze Twoje przekłady :))))))
Tiaaa:))) „Liryka, liryka tkliwa dynamika…angelologia i dal..” :)))
Nareszcie chociaż na internetowym Madagaskarze ciepło. Mam na myśli ludzką sympatię i uczucia bohaterów. Bo tego zawsze Autor kazał się domyślać albo ledwo ledwo szkicował. Dzisiaj lepiej. Nie pominę też ciepła buchającego z piekarnika. Ta sałatka czosnkowo – ananasowa nie ujdzie Autorowi na sucho. Proszę zapodać przepis tu albo na priv.
A proszę bardzo:Sałatka „złota”0,5 kg twardego sera (edamski lub emmentaler)3 ząbki czosnku1 puszka ananasa w krążkach (do własnoręcznego pocięcia, każdy krążek na 8 części)1 puszka konserwowej kukurydzy3 łyżki majonezupieprz do smakuSer zetrzeć na grubej tarce z dużymi oczkami;dodać pokrojone kawałki ananasa;odcedzić i dodać kukurydzę;wyciskaczem potraktować czosnek – dodać wyciśniętą esencję do majonezu i popieprzyć;sos z majonezu i czosnku dodać do reszty składników, całość porządnie wymieszać.
Uprzejme dzięki. Trzeba by sobie przyrządzić i spróbować , poeksperymentować z przyprawami.
Nie próbowałem eksperymentować w ten sposób, ale sugerowałbym do eksperymentów w tym zestawie imbir… i może nieco curry.
Wyczucie chwili i nie tylko.Irek z Włoszczowej zapragnal, jak co tydzień, odwiedzić swojego kolege z wojska.Dla tych, ktorzy interesuja sie sprawami wojskowości dodaje, ze obaj słuzyli w wojskach powietrzno desantowych. Nawyki z wojska pozostały i wizytu Irka z W. były nie zapowiedziane i nagłe. Jak nie przymierzając nagla cholera.Wspomniałem, że wizyty były cotygodniowe a to powinno Wam uświadomic, ze koledzy z wojska wyczerpali ten przebogaty repertuar wojskowych wspomnień.Zdarzały sie wprawdzie ineteresujące niusy w stylu „a wiesz temu Henrykowi co to mu petarda urwała dłoń i jadra przytrafiło sie kolejne dziecie”Nie mów, zwykle komentowal takie niusy gospodarz dorzucając z troska chlopak czy dziewczyna.Bez wzgledu na odpowiedz robil wrazenie ukontentowanego. Jak to był chlopiec to dorzucał stereotypowo ” byle nie bez jaj, jak ojciec”.Nie oszukujmy sie, takie niusy az tak czesto sie nie pojawiały i wtedy zapadało milczenie.Przyjaciele z wojska potrafia pieknie milczeć. Zwlaszcza przy piwie.Ale ja nie o tym, a takie odwlekanie istoty zdarzenia może w Was wywołać handre.I bylibyście równie wkurzeni jak gospodarz.Po tych zdawkowych grzecznościach Irek z Wloszczowej pytał kurtuazyjnie gospodarza czy może odwiedzic Irenke.Gospodarz z ulga ale i grzecznie odpowiadalOczywiscie, jest u siebie w sypialni i od pewnego czasu, sadząc po odglosach, czeka.Po takim przyzwoleniu Irek pedził do Irenki, u ktorej przebywał cirka 2 godziny. Stateczny, co nie. Nie naduzywał goscinności.Wychodzą rzucał gospodarzowie sakramentalne „nara” i wskazywał orientacyjne date i godzine kiedy przyjaciela odwiedzi ponownie.Gospodarz zwykle odpowiadał kulturalnie a wczesniej sie nie da?Tak było az do tej pamiętnej wizyty.Wszystko odbylo sie zgodnie z przepracowanym do znudzenia scenariuszem. Gadka, piwko pytanko czy mogę zajrzeć do Irenki.Akurat w tym przypadku gospodarz zachował powściągliwośc w zachecaniu, ograniczając sie jedynie do slowa „oczywiście”Po tych tradycyjnych 2 godzinacj Irek z Wloszczowej opuscił gościnne progi gospodarza ale przedtem nie bez pretensji oswiadczył, że ” twoja zona była dla mnie wyjatkowo zimna”Już na schodach dopadla Irka uwaga gospodarza”niec dziwnego od 3 dni lezy martwa”Wniosek”Spóżnił sie o 3 dni kiedy jeszcze była ciepłą kobieta
Obrzydliwe Markizie.:)))W szczególe, to mógłbyś zrobić z tego oddzielny wpis.:))) Trochę, no…powiedzmy, że trochę… brakuje mi Twoich tekstów.:)))
Nie wiem jak tu sie zapisać. To i nie pisze, a ponadto miałem troche kłopotów to i wygłupy nie w głowie.Gdyby ktoś mnie mylnie odczytał to dodaje, ze ów Irek wykazał sie wiernością, a i pożądaniem, az po grób. A może i dłużej o czym nie tylko informuję ale życzę kazdej niewiaście takiego chłopa.I ja bym takim chciał być, ale nie umieraja i nie moge sie wykazać.Za zwiazane z tym współczcucie z gory dziekuje.
Zgłoś się do Skowroneczka Markizie.:) Kłopoty, mam nadzieję minęły. Moje nie. a łatwiej je znieść gdy… Pisz, proszę.:):* Za bardzo osobiście? Mam to gdzieś, zresztą, tu można.Serdeczności.:)
Markizie…. po lewej stronie, u góry bloga jest niebieski napis ” Napisz do mnie ” … kliknij w to, napisz do All_i a Ona przyśle Ci zaproszenie, które przyjmiesz i zostaniesz legalnym Autorem…. z czerwoną czapeczką…. :)))) jak zechcesz oczywiście …
Markizie, o ile mnie pamięć nie myli, dwa razy wysyłałam zaproszenie do współtworzenia bloga:) Zaglądasz czasem na pocztę, której adres podałeś??
Markizie. Na takie dictum to ja umarłem – ze śmiechu. Uprzejmie proszę o więcej!
Bo wojsko wiąże ludzi na całe życie.Wniebowzięci, kwestia Himilsbacha.
Małżonka woła na proszoną kolację, przyszli Ignacy z… brlblblblbll wcale nie, zupełnie inni znajomi. Będę jeszcze wieczorkiem!
I po co było, drogi Quackie, przepis podawać?? Wszyscy, miast lirycznie dyskutować, trą ser na sałatkę:))
a nie….. :)))))
Dobranoc:))
Zanim Wiedźminka zapali lampkę, ode mnie dziś na Dobranoc…Kołysanka (op. 57) Fryderyka Chopinahttp://tnij.org/ll5xKolorowych snów i dobrej ostrości Kochani.:)))
No cóz, więc zapalam lampkę, bo kołysanka wzywa do snu :))) Dobranoc.
Dbry:)))
Cóż to za wstrzemięźliwość Senatorze?? :))) Dzień dobry:)))
Dzień dobry piątkowo. Zadziwiające ale nawet nie pada a tu weekend tuż, tuż.
Oooo jest!! Witaj nadzwyczajny:))) Kawkę??:)))Ha, a ja już weekenduję. Cholewcia, dlaczego tak zimnawo:))) Oki, oki, nie marudzę, bo jeszcze mi białe szaleństwo z niebios spadnie:)))
Dzień dobry Pani:))) Stateczek zawsze taki lakoniczny, postanowiłem go pobić:)
.
Tak też można:))) A`propos gdzie nasz Stateczek odpłynął??
Może znowu krem czekoladowy kręci??:)))
.. Witaj….. tak długo trzeba kręcić ów krem ?:(
Witam:)) Bo on tak – kręci, zwarzy mu się, znowu kręci, zwarzy mu się, znowu kręci, zwarzy mu się i tak to trwa, trwa, trwa twaaaaaaa … aaaaa!!!,,,,,:)))
Dzień dobry:))) Pan Ignacy lubi rano pospać??:)))
Dzień dobry! Pan Ignacy wstaje raczej rano – w przeciwieństwie do autora… ; ) A ile on zdąży rano załatwić!
… a Ty wstajesz na raty ! i to jest pewien fenomen :))))) *
Dzień dobry… juz naprawdę jest cieplej w dzień …. i dobrze, bo zdążyłam się jednak przeziębić 🙁
Dzień Dobry.:)))Totalny szok, jeszcze chyba nigdy nie było tu tak pusto. Wszystkich Was wywiała sprzed komputerów poprawa pogody?:))) Oby.:))) Na od jutra zapowiadają upały, znowu będzie na co narzekać, tym razem, że za gorąco.:)))
Jaśminko, zdaje się, że te ” upały” to lekka przesada:)))), ale, że dużo cieplej, to fakt :))))… wieczorem… nadal chłodno ….
Ciepełko rozleniwiło wszystkich ? :))))….
.. a mnie ogłuszył koncert na niezliczoną ilość kosów :)))) jakież to fajne było :))
A ja pożyczę gwintówkę od Senatora i powystrzelam wszystkie koty w okolicy.:))) Znowu marcują, jakby nie wiedziały, że „W MARCU koty, w Kwietniu my a Lenin w Październiku”.:))) Może jak im pokażę kalendarz to pomoże? Na razie jeden najbardziej rozamorowiony po moim stanowczym A PSIK!!! rozłożył się pod tarasem i ani myśli się przestraszyć.:))) Znowu nadaje! :))))
koty mają zimowe opóźnienie? :)) a co do gwintówki, to lepeij nie pisz, że to na koty, bo Senator gotów Ciebie ustrzelić …..zamiast. :))))
Wiem Wiedźminko.:))) Jestem bardzo groźna i nic dziwnego, że Senator broniłby przede mną swoje pieszczochy.:))) Po moim A PSIK!!! najprzystojniejszy, czarny, w białych skarpetkach i z krawatem, tylko się rozkosznie przeciągnął i zasnął.:)))
To bardzo mądre zwierzątko!:)))
Nie masz serca Senatorze.:((( Przez te kocie amory zasnąć nie mogłam.:((( Teraz będę wypisywać bzdury.:))) Że zawsze i nic dziwnego? Tym razem mam wytłumaczenie, bo jestem niewyspana.:)));p
Ja nie tylko serca nie mam, ja nie mam i płuca!!:)))
W dodatku okrutnyś dla ludzia, czyli mnie.:)))
Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta!:)
:)))) skąd my znamy ten cytat…….z Kiplinga,?:)))
Witaj Wiedźminko.:))):* Dlaczego Ty przede mną, choć o tej samej porze? Masz znajomości?:)));)
:))))))) ! tak, z Onetem…….. o ten ułamek sekundy :))))
… ciekawe czy i mnie pan Antoś wywróżyłby Toskanię ? … nie miałabym nic przeciwko :)))
Z serca życzę.:))):*
Jeszcze 10 zostało do ulubionych szóstek Senatora, ale czy się pojawi ? pewnie morduje robaki na haczykach :))))
Już tylko 8.:))) Jak się nie pośpieszy, to nie zdąży.:))) I dobrze Mu tak mordercy.:)));)
Nie morduję ich, po nałożeniu na haczyk każdy żyje!!
Spałam dwie godziny, mózg mi się zlasował i wlazłam na bloga gdzie było o teściowej (Nie posiadam). Tak mi się przy okazji „pomyślało”, że przecież Pan Lajkonik i Pani Chandra skądś się na tym najlepszym ze światów wzięli i zaciekawiło mnie jakie potencjalne mają teściowe.:)));)
zdaje się, że pani Chandrze świekra nie zagraża a panu Ignacemu teściowa……. bo niemozliwe, żeby się dotąd nie pojawili, nawet w tle ? :)))))
Może dlatego, że z założenia historia o Panu Lajkoniku to nie horror?:)))PS: Strasznie denerwujące to majowe kocie marcowanie.:)))
Mrrrraauuuuu!:)))
Oj, szczerze powiem, że nigdy o tym nie myślałem. Raczej przyjąłem milczące założenie, że pan Ignacy jest w swojej rodzinie najstarszym żyjącym pokoleniem, jakkolwiek smutno mogłoby to zabrzmieć (może stąd wrażenie u Czytelników, że jest emerytem i generalnie człowiekiem posuniętym już nieźle w latach). Ma siostrę, ma kuzynkę, ale starsze pokolenia pojawiają się tylko w „Sadze rodu Lajkoników”, i to bez konkretnego wskazywania, kto był czyim przodkiem i jakie są koligacje.
Jakoś nigdy nie odbierałam Pana Lajkonika jako staruszka.:)) Sama bym się w Nim…gdyby… Jego zachowanie sugeruje, że jest dżentelmenem, mam nadzieję, że w kwiecie wieku, co nie oznacza, że młokos.:))
Na moje oko i wyczucie, to on jest w wieku poprokreacyjnym:)
Sugerujesz Senatorze,że dopiero wtedy chłoptasie stają się mężczyznami?:))) Mam przechlapane.:((( Jedyny pozytyw, że teściowej też nie będę miała.:)));p
🙂 Raczej zaczynają mieć wtedy więcej spokoju:))
N U D A ?:(((
Raczej błogie lenistwo!:)))
tak też myslałam…. zważywszy, ze pan Ignacy jest znakomitą i w dodatku lubianą ” głową rodu „…..
Niektórzy to nie mają sumienia.:))) Telefon wyciąga mnie z domu. Na wszelki Dobranoc.:)))
Jaśminko, niewychowane te twoje koty… Znałem jednego kota-dżentelcata, który na „a psik” zawsze uprzejmie odmiaukiwał: „Na zdrowie!”. Po kociemu, rzecz jasna, ale szło zrozumieć 😉