Pan Ignacy Lajkonik zawiązał buty, naciągnął na uszy „peruwiańską” czapkę z nausznikami i wyszedł z mieszkania. Wybierał się do mieszkania pani Chandry, zobaczyć, na jakim etapie są końcowe roboty przy budowie oranżerii, a potem na zakupy. Tym razem jednak, zamiast iść na bazarek, na którym królował pan Modest, zdecydował, że przyjrzy się nowemu centrum handlowemu. Miało to swoją logikę – mieszkanie pani C. było położone po stronie dokładnie przeciwnej niż bazar, a niedaleko mieszkania, tuż za byłą główną przelotową drogą wyrosło w ciągu imponująco krótkiego czasu wielkie centrum pod nazwą „Rezonans SA”, zawierające kino, kręgielnię, basen, siłownię, kasyno, galerię handlową, stację obsługi samochodów i palmiarnię. Zapewne właśnie dlatego mieszkańcy osiedla, mówiąc o prezesie firmy zarządzającej centrum, nieodmiennie dochodzili do konstatacji, że odbiła mu palma. Zaś ceny w niektórych sklepach sprawiały, że pukali się w czoło, aż rezonowało.
Oprócz wszystkich wymienionych rewelacji w centrum mieściły się jednak również delikatesy sieci „Jan i Józef”, które pan Lajkonik planował spenetrować, zasłyszawszy, że mają tam w sprzedaży specjały z Indii i Dalekiego Wschodu. Szybko uwinął się w mieszkaniu, podlał wszystkie roślinki, przekazał im czułe słowo od właścicielki i ruszył w kierunku „Rezonansu”. Do przejścia miał jeszcze chodnik koło sporego trawnika pomiędzy blokami a wspomnianą ulicą, kiedy zauważył dziwne zjawisko. Mianowicie na środku trawnika widniała spora wypukłość, której wcześniej tam nie było. Pan Ignacy aż przystanął, żeby popatrzeć. – Czego to ci artyści od happeningów nie wymyślą! – powiedział sobie i poszedł dalej, do centrum, delikatesów i stoiska orientalnego.
Aliści kiedy za czas jakiś wracał tą samą trasą – z bardzo korzystnymi zakupami, dwa słoiczki sosu z mango w cenie jednego i do tego jeszcze opakowanie delikatnego, jaśminowego ryżu – na miejscu wypukłości wznosił się spory stożek, tak mniej więcej ze dwa piętra, z którego szczytu buchały kłęby pary i popiołu. Spomiędzy kawałków darni pod samym szczytem wyglądały smoliście czarne kawałki skały, a w szczelinach pomiędzy nimi przebłyskiwały żółte i pomarańczowe refleksy światła. Wokół pagórka, na balkonach i w oknach okolicznych bloków zgromadzili się przestraszeni i ciekawscy mieszkańcy, zaś samo wzniesienie odgradzał już żółto-czarną taśmą młody człowiek w uniformie.
Pan Ignacy podszedł do niego, spojrzał na mundur i zdębiał. Młodzieniec popatrzył na przybysza i – snadź przyzwyczajony do takich reakcji – dobrodusznie się uśmiechnął, a potem rzekł uspokajająco:
– Nie, proszę pana, to nie to, co pan myśli. Już tłumaczę, jesteśmy z kolegą z wydziału Sejsmologii Semantycznej, a skrót to…
– Właśnie widzę, jaki to skrót – odzyskał mowę pan Lajkonik – i pierwsze słyszę o takim wydziale!
– Nie dziwię się, szanowny panie. Powstaliśmy niedawno, jako interdyscyplinarna komórka pomiędzy Państwowym Instytutem Geologicznym, a Instytutem Badań Literackich.
– No dobrze, i co wy tu robicie? Pomagacie? Zapobiec jużeście nie zdążyli…
– Wie pan, robimy, co w naszej mocy – odezwał się towarzysz młodzieńca, niski grubasek o przyjemnej twarzy – na razie musimy izolować społeczeństwo…
– Tą taśmą? – zdziwił się pan Ignacy – od wulkanu?!? Jak to dalej tak potrwa, to wulkan się sam… zintegruje ze społeczeństwem!
– Dokumenty pana poproszę – zirytował się młody człowiek i zwracając się do towarzysza, rzucił: – Spisz go. Wie pan w ogóle – powiedział, zwracając się znowu do pana Lajkonika – co to za wulkan? I dlaczego to MY się nim zajmujemy, a nie inne służby?
– Właściwie to nie – przyznał pan Ignacy.
– A widzi pan, panie… – tu funkcjonariusz SS spojrzał koledze przez ramię – …Lajkonik. To, co możemy tu obserwować, to jest metaforyczny wulkan ludzkich namiętności! Teraz pan wie, co tu robi Sejsmologia Semantyczna?
– Zaczynam się domyślać… – zaczął pan Lajkonik – …ale ten wulkan wygląda na całkiem realny, niemetaforyczny, znaczy!
– Proszę pana – uśmiechnął się z wyraźnym politowaniem młodzieniec – kto tu wie lepiej? Pan, czy my, profesjonaliści po kursach zawodowych! To jest wulkan ludzkich namiętności, rozbudzonych ostatnimi wydarzeniami w kraju! Ilość i intensywność emocji przekroczyła masę krytyczną i bum!
– No, ale – zastanowił się pan Ignacy – jaki ten wulkan by nie był, dymi jak prawdziwy. I przeszkadza – po czym, widząc rodzinę w piżamach, objuczoną bagażami i wychodzącą w pośpiechu z jednego z bloków, dodał – i straszy, jak prawdziwy!
– Hm, taak – przyznał niechętnie starszy funkcjonariusz – i co by pan proponował w związku z tym?
– Ja?? – przeraził się pan Lajkonik – to panowie jesteście fachowcami! Co ja mam… Bo ja wiem, może by go zatkać?
– Aha. Zatkać. – uniósł brwi młodszy – No to od razu mogę panu powiedzieć, że można zatkać. Ale to spowoduje tylko jeszcze większy wybuch w przyszłości, i to całkiem bliskiej.
– No to może jakoś ugasić? – zaproponował pan Ignacy.
– Ale jak? – skrzywił się starszy – A poza tym, nikomu na tym nie zależy…
– Jak to, nikomu? – pan Lajkonik był już coraz bardziej zirytowany tą rozmową oraz faktem, że raz wymienia się go po imieniu, a raz po nazwisku – Tym na przykład zależy – wskazał na balkon, na którym trwały prace budowlane; to lokatorzy usiłowali zamurować okna i drzwi od strony wulkanu. – I tym też – dodał, dostrzegając pikietę mieszkańców z transparentem „Weźcie sobie ten wulkan!!!”, usiłującą podpalić starą samochodową oponę.
Młodszy mundurowy spoważniał. – Obywatelu! Czy wie pan, ile stanowisk pracy istnieje dzięki temu wulkanowi? Sama Sejsmologia Semantyczna to jest ponad dwieście etatów! A jeszcze dochodzą do tego przedsiębiorcy prywatni: firmy przewozowe – tu wskazał taksówkę, zabierającą następną grupę uciekinierów – hurtownie materiałów budowlanych – machnął dłonią w kierunku zamurowywanego balkonu – czy wreszcie sprzedawcy opon – pociągnął nosem, bo pikiecie z transparentem udało się zapalić ognisko. – A media? Czemu chce pan odebrać im chleb? – i rzeczywiście, od strony ulicy zajechała duża furgonetka z anteną na dachu, a z drzwi samochodu natychmiast wyskoczyła ekipa z kamerą.
Pan Ignacy poczuł się całkiem zrezygnowany. – To co, czekać aż samo wygaśnie? – zapytał bezradnie. – Na to bym nie liczył! – powiedział raźno starszy funkcjonariusz i dodał półgłosem, ledwie słyszalnym w zgiełku naokoło – Chyba widziałem, jak do tej studzienki tam dalej wchodziła właśnie grupa górników z kanistrami…
I rzeczywiście, erupcja przybrała na sile, wulkan wyraźnie urósł o kolejny metr. Do ekipy z kamerą dołączyła druga i kolejne, tym razem z samymi tylko mikrofonami. Tempo prac na balkonie wyraźnie przyspieszyło, a demonstracja z transparentem powiększyła się o siedem osób, z czego trzy powiewające flagami państwowymi. Tylko z boku dwójka nastolatków w
harcerskich mundurach dźwigała wiadra z wodą i chlustała nimi na zbocze wulkanu. Pan Lajkonik szybkim krokiem podszedł, odstawił na bok siatkę z zakupami i złapał za wiadro. – Skąd bierzecie wodę? – zapytał i uśmiechnął się do nich. Wulkan zawahał się… i zaczął jakby przygasać.
Za panem Ignacym spieszyli do chłopaków z wiadrami kolejni ludzie.
________________
Tekst chroniony prawem autorskim (wszystkie części cyklu o p. Lajkoniku). Opublikowany w witrynie www.kontrowersje.net oraz na blogu www.madagaskar08.blog.onet.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora.

Dzień dobry. Słowo się rzekło, (Laj)konik u płota. Teraz będzie pewna przerwa, ponieważ w trakcie długiego weekendu z czasem może być u mnie różnie. Zapraszam do wybuchowej lektury!
Ugasić wulkan ludzkiej namiętności!! No, Panie wszelkiej maści i różnego temperamentu Ignacemu Lajkonikowi nigdy tego nie darują! Tu się zaraz zacznie masakra!!
A zobaczymy… Namiętności, przypominam, związanych z ostatnimi wydarzeniami w kraju : )
Mnie tu politycznie nie kołuje, dobrze?? Wulkan namiętności to jest postawny brunet wieczorową porą i żadne opony niczego tu nie zmienią!:)
Senatorze! Czyżbyś był ognistym brunetem i obawiał się ugaszenia lawy swoich uczuć? Pamiętaj, że nasz naród jak lawa, etc. etc. Nie obawiajmy się prawdziwych namiętności! Plwajmy na ugaszoną skorupę i zstąpmy do głębi!…ale opon lepiej nie palmy, od tego w nosie kręci i w gardle drapie.
Jestem byłym ognistym brunetem i do końca życia zapamiętam słowa pewnej pani, która stwierdziła, że brunet pasuje do każdej sukienki…no, może za wyjątkiem czarnej. Do tej lepszy jest blondyn. Ale tylko do tej:)
Tak, mój miły Autorze – my rządzim światem, a nami kobiety! Skoro już cytujemy vice-wieszczów:)
Jako organiczny, od urodzenia i do szpiku kości blondyn, muszę sobie to zapamiętać, w razie gdyby Pani Q. jeszcze kiedykolwiek poprosiła mnie o poradę w kwestii doboru koloru sukienki na wspólne wyjście.
To Ci jeszcze coś podpowiem – gdyby kiedyś poczęła dawać do zrozumienia, że cierpi na brak dodatków do tej masy kiecek , wiesz, do tych co to nie ma w co się ubrać – powiedz jej, że najlepszym dodatkiem do wieczorowej sukni jest dobrze ubrany mężczyzna. Ryzykujesz wprawdzie, że Pani Q. uda się na raut z nieznanym Ci galantem, a Ty nieletnią progeniturę w domciu piastować będziesz musiał, ale może i tak być, że Ci grzbiet piękny frak ozdobi:))
Frak, powiadasz? Otóż, Senatorze, od czasu do czasu można, ale generalnie jestem osobą przedkładającą raczej wygodę nad urodę stroju. Wszelkie garnitury, krawaty, muchy, smokingi, fraki… tak, kiedy okazja, ale kiedy tylko można się ich pozbyć – robię to z ulgą wielką jak Ocean Atlantycki. Coś w tym jest, że podobna ulga towarzyszy zdjęciu używanych przez pół dnia butów narciarskich…
Frak francuski piękna rzecz:) Rozumiem Cię dobrze, sam wielokrotnie przeżywałem chwile szczęścia pozbywszy się garnituru, szczególnie latem. Przyznam się wszakże do pewnej słabości – ja lubię ładne krawaty:)
Wiesz.. Byłoby Ci do twarzy w… różowym:)))) Wszak ostatnio modny, widziałam na własne oczy, w ostatniej kolekcji męskiej odzieży :)))))
Łoooomatkoooo!! Tego to sobie nie wyobrażam!! I jeszcze może w rajstopach ecru??
z białym łatwiej byś się pogodził ?:))))
Kiedyś, dawno dawno temu, ubrałem się krugom na biało, taki Belfegor na odwrót byłem. Rany, jak to głupio wyglądało!!:(
Niemożliwe …. to MUSIAŁO wyglądać wspaniale :))))
Trafiłam:)))) a to taki śliczny, ciepły kolor:)))) Nie przesadzajmy, noo, ale spodnie… czemu nie:)))))*
Się tylko zapytowuję czy Ci, którzy okna i balkony murem obronnym obstawiali, to zgodę spółdzielni, tudzież wspólnoty mieli?? :))) O ile dobrze pamiętam na pewnym Przedmieściu w oknie pewnej kamienicy wulkan namiętności również można było oglądnąć.:))))
Dobry wieczór:))) Mie przybliży!!
Dobry wieczór Brunecie:)))) Nie mogę, bo.. oczy moje zarejestrowały, a kamery brak:))) Dzieweczka faktycznie była niczym „Kuba wyspa gorąca”, albo jak u Autora – wulkan namiętności:))))
…i to jest doskonały przykład dla Senatora na różnicę pomiędzy wulkanem a wulkanem – jak sądzę, jej nie próbował nikt zamurowywać?
Nie, nie próbował, gawiedź na ulicy brawo biła:))) No cóż, przyznać trzeba, iż wdzięki niczego sobie miała:))))
Swego czasu taki wulkan widziałem w oknie Zamku Czocha. Erupcja była krótka, acz intensywna, co prawda nikt nie bił brawa, ale państwo w oknie bynajmniej sobie nie krzywdowali. I wyglądali na żywych ludzi, nie na zamkowe duchy : )
Że mnie się coś takiego widzieć nie przytrafi:(
Stanowczo za mało Senatorze z domu wieczorem wychodzisz:)))))Nie wszyscy okna zasłaniają:)))
To była sytuacja nadzwyczajna, o pozwolenia to oni planowali wystąpić po wykonaniu robót, ale w związku z tym, że wulkan jednak udało się ugasić, doprowadzili okna i drzwi do stanu uprzedniego i nikt ich za to nie ścigał : )
W zasadzie, powinni wystąpić o odszkodowanie i to z wielu § :))) Ale to już działka prawnika:)))
” Venire contra factum proprium nemini licet.” – Nie wolno występować przeciw następstwom własnych czynów, o!!
Zasadę pamiętałem, ale nie co do słowa. Posłużyłem się ściągawką:((
to znaczy, że zdarzył sie cud :)))))
DobryWieczór:)) Gdzieś, kiedyś przeczytałem, iż najlepszym lekarstwem na wszelkie nadmierne namiętności są ciasne buty! Podobno przechodzi nawet prawdziwym „patryjotom”:)))
Dobry wieczór:)) A jak delikwent ma jeszcze odciski!!:)
Ha! Gdybyż to człowiek tak wiedział z wyprzedzeniem, żeby sprzedać konkretnym ludziom za ciasne buty!
Dobry wieczór, się zapomniałam:))) I proszę o miseczkę jaśminowego ryżu, tego z Tajlandii :))) Ech ten p.Ignacy, wszystko delikatne:)
Dobry wieczór. Na pewno delikatne podniebienie : ) ryż z wieprzowinką marynowaną, w paski pokrojoną, w sosie mango – może być?
I ze śledziem?
Ze śledziem nie próbowałem tego zestawiać. Myślisz, że to by było wkusne?
Śledź do wszystkiego padchadiaszczyj:)
Racja, szczególnie do takiego białego, dobrze schłodzonego. Śledź nie może mieć wrażenia, iż go świnka zjadła. Te wszystkie wschodnie, dalekowschodnie, śródziemnomorskie, południowo-amerykańskie potrawynadają się wyłącznie do torturowania „białego” człowieka:)))
O to to to!! A tak diorniesz, dzwonkiem „katolika” zakąsisz i drugiego nalać ochota przychodzi!:)
Panie Quackie, nie dość, że Pan dobrze i ciekawie potrafisz pisać, to proszę nie mówić, że równie dobrze potrafisz Pan gotować(?) 🙂 Się można obwiesić, jak to nasz Senator mówi:))) Sos mango? Pewnie pyszny, nie miałam przyjemności skosztować, niestety, zatem… Bardzo proszę:)))
Mam nieodparte wrażenie, że Autor sam się przyznał, iż docenia dobre jedzonko, a nawet gotów był poekserymentować z zupą pomidorową :))))
Dobry wieczór:)))
A Dobry ! :)))) dziecię nieletnie mnie właśnie opuściło :))))
No to odetchnęłaś z ulgą, jak sądzę?:))
:))) nienajgorzej było… wyjąwszy fakt, że dziecię chciało mnie osiodłać :))))mam za swoje, chodziłam z nią na jazdę kucykiem:))))
Kto jak kto, ale Senator powinien to świetnie rozumieć. Jako Rumak, ma się rozumieć.
o tak… też nie lubi uzdy i wędzidła :))))
No tak:))) Skoro jasny cel do Świąt sobie wyznaczył:)))
otóż to…. :))))
Jak mam okazję, to gotuję, aczkolwiek rzadko mam. Zwłaszcza, że Juniorzy nie doceniają, mając gust wyrobiony na poziomie restauracji innej niż wszystkie : (
… przejdzie im z czasem…. :))) docenią prawdziwe jadło :)))
Przeważnie wszystkie dzieciaki mają gust na poziomie tej co masz na myśli:))) Z wiekiem na szczęście się zmienia:) Wiem, że pociechą to żadną..:)
…aczkolwiek byłbym niesprawiedliwy, nie wspominając, że Junior Młodszy ma duszę eksperymentatora i nawet jak mu coś nie smakuje, to najpierw spróbuje, żeby się upewnić. I to spróbuje nie widelczyk, ale tak, żeby mieć pewność – pół porcji.
:))) ma to w genach :))))… zawsze mówię, że to, czego się w domu nauczymy…. powraca, naturalnie po okresie kontestowania wszystkiegi i wszystkich :))))
Na oponkę bacz!:)))
Ależ.. Senatorze!!! Żabcia też miała, a buzi dałbyś jej:)))))
Ale jedno oko bym zamknął!:))
A nie oba :))))
Co z Unem?? Pojawiło się już?? :)))))
:))) Uno ciągle w projektach :))
Znaczy, wszystko przed nami, wszak 9 miesięcy z hakiem minęło:))))
My tu gadu gadu, a mnie gonią już na boleści łoże:( Dobranoc, spijcie dobrze, bez snów:))
Śpij dobrze Senatorze i niech Cię nic nie budzi, a zwłaszcza kaszel :)*
Spokojnych snów – i dotlenionych!
No proszę…. harcerze mają wyrobiony zmysł społeczny….oby nie wyszli na Porfirona:)
O to to! Doskonały trop! Ale raczej proszę porównać „Studenci czescy ratują”!
:))) Pofirion tez był normalny, a bęcki dostał ::(
Czasem niebezpiecznie jest być głównym bohaterem. Albo chociaż jednym z.
Pan Lajkonik jest rzadkim ptakiem… normalny, myślący, zyczliwy ludziom i z poczuciem humoru :)))) jak go nie wielbić :)))
Ale i on bywa wodzony na pokuszenie… [diaboliczny śmiech Autora]
I dobrze miły Autorze, z diabolicznym uśmiechem:))) wszak pikanterii należy dodać, coby z krwi i kości p.Ignacy, prawdziwym Adamem był:))))
i tu popieram All_ę….. cóz to za nuda być doskonałością w każdym calu :))))
Dziękuję.:))Wszystko jaśminowe jest dobre, potwierdzam, bo może ktoś nie wie.:))Serdeczności dla Wszystkich.:)) Oby się przedarły, bo taka wielka mgła…
Ciekawe, czy jutro rano też będzie – jadziem w Polskę : (
Jutro to…:)Opadły mgły i miasto ze snu się budzi,Górą czmycha już noc…http://tnij.org/iy3w
U nas mgły nie ma, sprawdziłam:))) W którą stronę się wybierasz, daleko?:)
Bydgoszcz, Toruń i okolice. Ale najpierw obwodnica 3miasta, gdzie mgła jest prawie pewna rano : (
Wyjechał szczęśliwie i mgła zbyt dokuczliwa nie była. Nadzieję mam:)
Witaj Jasminko:))) może jaśminowej herbaty?? /Stan wybacz, wiem, to nie herbata, tylko napar, tak??/ :)))
.. ostatnio piłam „Noteckie” niepasteryzowane i …. to było całkiem, całkiem…. bursztynowy napój; moze jeszcze polubię . Stan… jak to piwo oceniasz ?:)
Witaj Skowroneczku.:)):***Też uważam, że jaśminowa, to jednak nie jest herbata.:)), ale napoju jaśminowego chętnie się z Tobą napiję.:))Serdeczności.:))
Jeśli już o mgle mowa, to pozwolę sobie wkleić Wołodię Wysockiego, który kiedyś często na Wyspie naszej gościł:) MgłaPopatrz na mgłę, ileż cudów ukrywa mgła!Chcesz do nich dojść, lecz niewiele masz szans,mgła cię pochłonie, ale wiedz – kiedy przegrasz z nią,zęby zaciśnij i idź jeszcze raz! Zawsze i wszędzie, nawet we śnie,pamiętaj, że wygrać potrafisz,byle we mgle wiary nie stracić,byle we mgle odnaleźć się!Przez tysiąclecia mgła pomagała nam,w jej mleczną toń nie śmiał wejść żaden wróg,dzięki ci, mgło, ale czas dziś już nie ten sam:tajgę nam daj, daj nam klucz do jej wrót.Więc wszystko na nic, wszystko zostać ma tak jak jest?Mgła będzie górą i radę nam da?Nigdy, bo wiem, że od ciepła człowieczych serctopnieje mgła, i coś więcej niż mgła..Spokojnej nocy, szczęśliwej podróży Quackie.. Dobranoc Wszystkim:))
Dobranoc Skowroneczku.:))Znacie? To posłuchajcie.:)http://tnij.org/iy39
Z przyjemnością posłuchałam, nie tylko tej:) Dzień dobry o poranku, bez mgły, za to z deszczem, niestety, ale i tak się cieszę, o!:)))
Dziękuję wszystkim za życzenia dotyczące podróży i za obecność. Następny Lajkonik depcze po piętach obecnemu i zobaczymy, jak szybko się pojawi, nie omieszkam zapowiedzieć, a jak będzie z obecnością tutaj podczas wyjazdu – się zobaczy.Dobranoc (chyba że jeszcze bym dał radę dzisiaj wpaść tutaj?).
Szerokiej drogi Kwaku…i pięknych wrażenń, choć pora raku mało podróży sprzyjająca :))
No niech się pojawi jak najszybciej:))) p.Ignacy z Autorem:)))
A ja zanim powiem Dobranoc Wszystkim….. zapalę tradycyjnie lampkę ….. :)))
„.. Deszcz za oknami szron i deszcz i noc w jesiennej stoi mgle. Nie mówmy nic wszystko będzie tak jak chcesz. Brak słów zastąpi wiatru szept. Przeciw wróżbom złym przeciw magii kart starą bajkę nam podpowiada wiatr… Wiec kiedy czasem jest ci źle w tę baśń jak w lustro dobre spójrz ..” :))) Dzień dobry Wiedźminko :)))
DzieńDobry Dziewczęta:)) Wbrew wierszowi u mnie słońce świeci, rzeźwy chłodek i bardzo przyjemna pogoda, w sam raz na Święto:)))
Dzień dobry Stateczku, miło Cię spotkać o poranku:))) Kotylion przypiąłeś??:)))
Owszem, pół wieku temu na szkolnej zabawie:)))
:)))) Pamiętam, jak mama siostrze prześliczne robiła. I jak ja tej dorosłości jej zazdrościłam:))) Podtrzymujące na dziecięcej duszy było to, że rano gdy się obudzę, na pewno kilka czekolad na stoliku leżeć będzie:))) Jakiż cudowny smak miała tamta czekolada… mniaaam. Iiii nikt mnie przyrostem oponek nie straszył:))))
Dzień dobry:))) Piękne jest to zdjęcie:) Lecz znaleźć się w oparach /opałach/ .. Nie wiem czy chciałabym… Tym bardziej lecieć żelaznym ptakiem, pomiędzy:)))
Senatorze; spokojniejszą miałeś noc?? Nie podduszało..Oby:)*
Popi(s)łowawszy dzioba z rana się oddalam.. Godnie uczcić(!) dzisiejsze święto!:))) Drobnymi pracami domowymi…, np. pranie ręczne:))) Papa?! Nie, nie liczcie na to, że się przymknę na dłużej, o nie:))) Już Kochani z błędu wyprowadzam.. Tych z nadzieją w sercu, również:))))