Jest tam marmurowy nagrobek
na niej koń maści księżycowej
lub bohaterskiej
Z rogiem u boku
pełnym wojennych gromów.
Stoisz na nagrobku jak na księżycu
rumaku w marmurowej uprzęży
słow kulbaką – nietknięty
I tylko w głębi fary
nakrapiana sinym deszczem
zacieków
marmurowa kukułka narzeka
Że koń zgubił w borach rycerza
Rozsypał jego kości
po wąwozie dzikim
I wbiegł do kościoła
I ukazał mu się
Pan jego z szablą i szkaplerzem
zakrawawiony na stropie
i stała się
postac konia marmurowa
zastygła w galopie
Jerzy Harasymowicz – Broniuszyc

Legenda …… czekając na pana Ignacego i panią Chandrę :))
…. jakaś dwuznaczna ta legenda… ten koń za karę czy w nagrodę zmarmurowiał ?:))))
.. i proszę, Tetryk sie wybrał w Pieniny, a mnie poniosło dalej….. ładny ten Biecz, ciekawie usytuowany :))
Ojej… ale tak poważnie to nie będzie…
… i bardzo dobrze… kontrast podkreśli urok Twojego opowiadania ( każdy westchnie z ulgą, że WRESZCIE pan Ignacy )…:)))))
Harasymowicz ” wyszedł z mody”…. nikt go juz nie wspomina…. 🙁
Ha, ciekawa sprawa z tym rycerzem : ) Ze strony http://fara.biecz.pl/?cat=6 Opis, rzekłbym, wyczerpujący, ale nic nt. skąd ten koń, czy jakoś szczególnie się zasłużył, czy co? „Obok ołtarza znajduje się pomnik Mikołaja Ligęzy, starosty bieckiego, wystawiony przez niego w 1578 r. z alabastru, natomiast gzymsy, obramienia i listwy pilastrów wykonane są z ciemnego marmuru, z białym żyłkowaniem,. Pomnik składa się z wysokiego, dwukondygnacyjnego cokołu, częściowo boniowanego, na narożach którego wsparte pilastry podtrzymują wydatne belkowanie. Wnęka z sarkofagiem, na którym skośna płyta z wypukło rzeźbioną, leżącą postacią rycerza w zbroi. Głowa rycerza wsparta na prawej ręce opartej o poduszkę. U prawego boku miecz a w głębi ponad nogami hełm. Na ścianie sarkofagu dwa putta podtrzymujące tablicę z napisem. W środkowej części górnej kondygnacji cokołu rzeźba stającego osiodłanego konia. Całość nagrobka wieńczy płyta, ujęta w obramienia architektoniczne, ponad którymi ozdobne woluty. Na płycie dwie, płaskorzeźbione, postacie chłopięce w strojach polskich podtrzymujące ozdobny kartusz z herbami Półkozic, Leliwa, Nieczuja i Sulima.”Również przy okazji samego Mikołaja Ligęzy RIP Wikipedia nic nie wspomina o koniu, poza tym, że jest – http://pl.wikipedia.org/wiki/Mikołaj_Ligęza
napisałam wyżej, że to jest jakoś dwuznaczne…… pamiętam, z pobytu w Bieczu, że o tym koniu się mówiło…. ale co ? Co to ja miałam takiego dobrego….. pamięć ?:))))
„Koń obok miecza, był najważniejszym atrybutem rycerza. Miał on dla niego największą wartość. To on wyróżniał rycerza spośród innych ludzi, to on dawał mu przewagę na polu walki, a zdarzało się, że ratował też życie.Konie były bardzo drogie. W X wieku za jednego konia trzeba było dać 4 do 10 wołów lub 40 do 100 owiec. W Hiszpanii, w XIII wieku zwykły koń wart był 40 krów! Koń bojowy używany przez rycerstwo w walce, był jeszcze droższy. Pod koniec XIV wieku, w Zakonie Krzyżackim cena dobrego konia bojowego wahała się od 12 do 15 marek, bardzo dobry koń kosztował nawet 18 marek! Zdarzały się też rumaki za które płacono niebotyczne sumy, nawet 70 marek. Zwykły koń służący do transportu sprzętu, łupów i prowiantu kosztował od 3 do 6 marek.We Francji w połowie XIII wieku średnia cena bojowego konia wynosiła 85 liwrów, w XIV wieku 25 do 100 liwrów. W tym czasie pozłacana i bogato malowana, zdobiona zbroja oraz hełm kosztowały 25-50 liwrów. Konie bojowe templariuszy kosztowały 100 bezantów, podczas gdy ówczesny miesięczny żołd francuskiego, czy angielskiego rycerza wynosił od 3 do 5 bezantów.W Polsce koń chłopski kosztował tylko 12 groszy. Jednak już rycerski koń bojowy kosztował od 2 do 6 grzywien. Zdarzały się też konie, które kosztowały 26 i 30 grzywien.’Na podstawie: F. Kusiak, Rycerze średniowiecza
Zgoda Senatorze…. koń bojowy był naprawdę cenny, ale to nam nie wyjaśnia dlaczego akurat koń Mikołaja Ligęzy ma pomnik w bieckiej farze :))))
….. a to jest dość niezwykłe, prawda ?:)))
Pewien hrabia, który kovchał kobiety i konie – ze wskazaniem na te drugie- miał 2 siwki, w jednym wieku i oba jwednakowo piekne i racze. I ten trudny wybór sprawił, że nie mogąc podjąć decyzji, którego dosiąść, nie dosiadł żadnego. Oba siwki zaprzegniete w karawan odwiozły hrabiego na cmentarz a w kondukcie żałobnym szlochało liczne grono nałoznic. Z wyborem tych hrabia nie miał problemu. Byc może gdyby trafiły mu sie blizniaczki, jednakowo urodziwe, to by umarł prawiczkiem. No ale mu sie nie trafiły.I tego sobie panowie życzmy.I tego życzcie nam drogie Panie.
:))) przychylamy się do zyczeń, ale tylko w przypadku bliźniaczek jednojajowych :)))))
Ależ wyjaśnia! Skoro Paryż, zasmrodzony, brudny, obfajdany łajnem płynącym rynsztokami wart był mszy, to bojowy rumak wart był nie tylko pomnika, ale i całej katedry!!
A ja się już dzisiaj dobranoc z Państwem Wyspiarstwem : ) Do tumorou!
„..W górach jest wszystko co kocham.. Kraina wiecznej łagodności..” (?) A ten koń zdecydowanie za karę zmarmurowiał:))) Nie mam zielonego pojęcia na temat onego rumaka, więc życzę dobrej nocy:)))
I owszem, tak właśnie pisał Poeta:) Dobrej nocy Skowronku :))
Skojarzyło mi się z Rozpuszczony jak dziadowski bicz. Mało kto wie skąd się wzięło to powiedzenie. Dziady w średniowiecznym Bieczu miały się całkiem dobrze.:)
Ode mnie dziś na Dobranoc Dom o zielonych progach. Znacie? To posłuchajcie…http://www.youtube.com/watch?v=IcHoe9EvzFIDo jutra Kochani.:)))
nie znałam tej piosenki, więc uroczyście mianuję ją dzisiejszą piosenką na dobranoc :))))
I jak tu Cię nie kochać Wiedźminko?:))) Z nogą wszystko dobrze?:)
Trasę rowerową przełomem Dunajca zawdzięczamy… no, komu- czemu? no? …Unii Europejskiej oczywiście. Po wypożyczeniu rowerów pod kolejką jedziemy pięknie wykończonym (z funduszy UE) bulwarem wzdłuż Grajcarka. Po dojechaniu do Dunajca u wylotu przełomu skręcamy w lewo i elegancką (patrz wyżej!) ścieżką a raczej szerokim chodnikiem jedziemy prawym (orograficznie) brzegiem Dunajca „pod prąd”. Po drodze mijamy porzucony przez WOP budynek strażnicy na dawnym przejściu granicznym i jedziemy dalej, już przez Słowację asfaltową drogą, którą wracały pod górę słowackie dłubanki. Kawałek dalej asfalt odchodzi od Dunajca, a nam pozostaje żwirowa, lecz równa i twarda droga wzdłuż brzegu przez cały przełom. Po drodze oglądamy spływające tratwy, pontony (rafting – nowa modna atrakcja) oraz kajaki. Spokojnie pedałując po ok. godzinie dojeżdżamy do zabytkowego Czerwonego Klasztoru. Po zwiedzeniu muzeum, vycapu i krcmy (kolejność dowolna) można kładką kawałek powyżej klasztoru przejechać w Polsko – do Sromowiec. Ambitni mogą wracać przez piękny wąwóz Sobczański, ale że z rowerami pod górę trochę ciężko, prościej z powrotem pod klasztor i – tym razem w dół – łagodnie wracamy przez przełom. I docieramy do Szczownic, bardzo zadowoleni z wycieczki.
I teraz już wiem ! :)))) Dziękuję Tetryku… po polskiej stronie raczej trudno byłoby poprowadzić taką trasę…. ;)))..a Dunajec jak chce, to ostro rwie….:)
o tak, Szczawnica przez ostatnie lata bardzo zyskała na urodzie, z powodu Unii i z powodu powrotu właścicieli :)))… pamiętam czasy, gdy Grajcarek raczej nie pachniał …..
Żeby docenić unijne fundusze Tetryku, nie trzeba udawać się aż nad Dunajec.:)) Wystarczyło wczoraj przespacerować się ze mną na pocztę, tylko kilometr, żeby się dziwić i zachwycić jak bardzo zmieniła się, na lepsze, moja wieś.:))
Lampka wesolutko mruga….. dobranoc, jutro znów będzie lato :))))
Dzień dobry Wiedźminko:))) Wstaje, wstaje.. już :)))