|
||||||
|
W obiecywany nie wierzyłem raj,
W świetlaną przyszłość, w zbawczą moc imperium, – Autorytety szybko pożarł kraj, Żeby je później wypluć na Syberii. Choć o filistrach zdanie miałem złe, Byłem odważny w życiu i na scenie. Rzeczywistości strasznej, oszalałej – Bez przerwy trwoga w sercach naszych rosła, W. Wysocki W obiecywany nie wierzyłem raj,
W świetlaną przyszłość, w zbawczą moc imperium, – Autorytety szybko pożarł kraj, Żeby je później wypluć na Syberii. Choć o filistrach zdanie miałem złe, Byłem odważny w życiu i na scenie. Rzeczywistości strasznej, oszalałej – Bez przerwy trwoga w sercach naszych rosła, W. Wysocki Autor: Icitatus Oczy czarne, oczy twe Wciąż nade mną dawną mają moc. Każdej nocy widzę je. Lśnią nade mną w każdą ciemną noc. Daleki sen kołuje niby ćma, Wieki trudna noc bezsenna trwa, Żal wciąż mi duszę mroczy, Wciąż widzę twoje oczy, . Noc cała oczy twoje ma. Oczy czarne, rozwarte i ogromne, Oczy czarne, z rozkoszy nieprzytomne Oczy czarne przymglone, Najłaskawsze, szalone, Już na zawsze stracone oczy twe Nadaremnie się bronię i w rozterce Patrzą na mnie i płonie biedne serce I miłuję i czekam, i całuję z daleka Oczy czarne najdroższe oczy twe. Świt przychodzi pełen drżeń Znów na chwilę żal w mej duszy ścichł Próżno patrzę w śnieżny cień, Nie ma już nade mną czarnych oczu twych I wiem, że już nie będę mógł, Znaleźć ich na żadnej z moich dróg. Wiem, że mi już nie wrócą Sen jeno mi zakłócą. Snem mi zakłócą serca stuk. Oczy czarne, rozwarte i ogromne, Oczy czarne, z miłości nieprzytomne, Oczy czarne przymglone, Najłaskawsze, szalone, Już na zawsze stracone oczy twe. Już mi was nie miłować całowanych Już mi was nie całować ukochanych. Nim ode mnie uciekły, Już na śmierć mnie urzekły. Oczy czarne najdroższe oczy twe. Domowik, po japońsku Fukurokoju, bardzo pożyteczny, gdy jest w zgodzie z człowiekiem. Lubi mieć co dzień na noc w ciemnym kącie pokoju dnem odwrócony spodek ze struclą i mlekiem.
Siedzi cicho przeważnie, z nikim się nie czubi, kaftan sobie wyszywa paciorkami i złotem, – a gdy szczęście chce uciec, jak to ono lubi, to je zaraz za uszy przyprowadza z powrotem.
M.P-J.
Wiedziała, jak w poezji działa Czystego iękna wzniosła siła. Zamiast więc beczeć – cicho łkała, Nie spała, ale słodko śnił
Nigdy nie jadła – czasem jeno To śniadać, to wieczerzać zwykła. Z fauny : ptak, a nie szakal z hieną, Z flory : kwiat polny, nigdy ćwi
Kwiaty! Zaświaty…. aromaty…. Rósł schludny rząd rymowych kupek. W płatków wczuwała się dramaty, W to, co śni pręcik, a co słupek.
O brzasku mknęła hen, do gaju, Naturze nucąc wzniosłe hasła – Aż nekrologi w całym kraju Miast ” zmarła” napisały ” zgasła”.
John Updike
|
||||||
|
Copyright © 2026 Madagaskar08… - All Rights Reserved Powered by WordPress & Atahualpa |
||||||
Najnowsze komentarze