|
||||||
|
* „Cogito, ergo sum”, czyli „Myślę, więc jestem !” Tak powiedział Kartezujsz….
A ja tu z protestem ! Bo biorąc pod uwagę wymienione schema, Znaczyłoby; „Nie myślę – czyli, że mnie nie ma!” Co istotnym jest błędem, gdyż w takowy sposób Nie byłoby na świecie bardzo wielu osób:
Producenta żarówki takiej, co nie świeci, Pewnej pani, co pisze książeczki dla dzieci, I szewca, co mi uszyła dwa lewe buciki, Autora pewnej dla mnie niechętnej krytyki, Kierownika wytwórni nielepkiego lepu, I kierownika sklepu co to wziął do sklepu I pewnegp oety z sasiedniej parafii (Który rzekł, że satyrę – to on też potrafi! ) I tego maralisty, co go miłość drażni, Tych, co myślą, że mądrzy – no bo są poważni, Tego, co skradł mi portfel – wesól, że się odkuł, Satyryka, co pisze: „Hej, zniszczmy w zarodku „!, Kolegi, co dla sławy powiesić się gotów I kilku tym podobnych znajomych idiotów…..
Ci wszyscy wymienieni – wbrew Kartezjuszowi – Nie myślą, a istnieją żyją i sa zdrowi !
Marian Załucki Pan Ignacy Lajkonik z przyjemnością wciągnął przez nos świeże wiosenne powietrze. Po efektownej burzy poprzedniego dnia trochę się ochłodziło, dokuczliwy majowy upał (!) zelżał więc, ale były też i złowrogie następstwa nawałnicy: deszcz i wiatr połamały kilka kwiatków w skrzynkach na balkonie pana Ignacego. Nie był ci on (pan Ignacy, nie balkon) specjalnym zwolennikiem kwiatków na balkonie, bo to i podlewać trzeba, i gołębie gonić, i chwasty – samosiejki wyrywać… No ale skoro pani Chandrze kwiatki się podobały, to kwiatki mają być. W celu uzupełnienia braków po burzy pan Lajkonik musiał udać się na znany już stałym Czytelnikom bazarek, gdzie nie brakowało straganów z nasionami, sadzonkami, ziemią i w ogóle wszystkim, co potrzebne na grządce czy balkonie. Najpierw załatwił zakupy spożywcze, wymienił kilka uwag o pogodzie z panem Modestem, sceptycznym jak zwykle („No, panie kochany, najpierw wymroziło, potem wywiało, a teraz zaleje! Guzik będzie w tym roku, a nie morele!”), nabył od niego młodą marchewkę do pochrupania, włoszczyznę na zupę, pęczek koperku (specjalnie dla siostrzeńca Karola) i na deser najlepsze na świecie jabłuszka, takie jak pan Modest zawsze dla pana Ignacego odkładał. Kiedy podszedł do właściwego, czyli ogrodniczego straganu, lekko się zdziwił. Na pyzatym, pogodnym licu sprzedawcy najpierw pojawiło się zaskoczenie, potem niedowierzanie, a wreszcie rozpoznanie i szeroki uśmiech radości. A pan Lajkonik miał ten problem, że nawet kiedy kojarzył czyjeś szlachetne oblicze, to nie zawsze potrafił z tym obliczem połączyć imię, nazwisko czy choćby okoliczności, w których je poznał (oblicze i resztę danych osobowych). Tym razem jednak niedługo się zastanawiał, z pomocą przyszedł mu sam zainteresowany. – Ależ dzień dobry panu! Czy goleń już nie dokucza? – odezwał się dziarskim głosem straganiarz, w którym pan Ignacy drogą błyskawicznego skojarzenia z potłuczoną golenią rozpoznał jednego z trzech ogrodników, którym rok temu pomógł… Stop. Którym rok temu pani Chandra pomogła rozprawić się ze złowrogą kierowniczką. Jak to bolesne wspomnienia pomagają w odświeżeniu pamięci, prawda? Ale też i pan Lajkonik natychmiast zrozumiał, dlaczego wcześniej nie poznał pana Bonifacego – on to bowiem stał za straganem. Z neurotycznego, wychudzonego, bojaźliwie wciskającego głowę w ramiona chudzielca zmienił się w kawał chłopa, z dużą przewagą chłopa. Małorolnego raczej, ponieważ – jak wyjaśnił panu Ignacemu – zainwestował w spory ogród koło domu i rozwinął go w sprawnie działające gospodarstwo ogrodnicze. – Mamy nawet sadzonki przechery zjadliwej, jako jedyni w kraju! – pochwalił się panu Lajkonikowi, który pogratulował mu, ale zarazem delikatnie przyznał się do niewiedzy w kwestii zastosowania rośliny. – Aaa, proszę pana, to ostatnia zdobycz nauki! – uradował się pan Bonifacy. – Jakby miał pan wiśnię albo czereśnię, to by pan wiedział. Normalnie obsiądą ją szpaki, całe stado, dwa-trzy dni i po owocach. Ale sadzi pan te przecherę koło drzewka i proszę, ma pan święty spokój. Pan Ignacy zapewnił go, że nie ma nic wspólnego z angielskim lekarzem i że to w ogóle inna bajka, po czym, żeby zmienić temat rozmowy, zapytał o kolegów pana Bonifacego sprzed roku – jak im się powodzi, czy również mają gospodarstwa i stragany? – A trzeci kolega? – zapytał pan Lajkonik, zaciekawiony nagłym awansem prostego ogrodnika. Pan Ignacy uniósł brwi. – Ale jak to? Przecież mówi pan, że zrezygnował z ogrodnictwa? Panu Ignacemu przeszedł po plecach zimny dreszcz. ___________ Tekst chroniony prawem autorskim (wszystkie części cyklu o p. Lajkoniku). Opublikowany w witrynie www.kontrowersje.net oraz na blogu www.madagaskar08.blog.onet.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora. |
||||||
|
Copyright © 2026 Madagaskar08… - All Rights Reserved Powered by WordPress & Atahualpa |
||||||
Najnowsze komentarze