|
||||||
|
…Czasem odchodzą nasze anioły Moim największym w życiu osiągnięciem okazuje się niepisanie. W zamian za to czytam, słucham. Agata Budzyńska. Narysuję dla Ciebie Aniołka… Mieszkaliśmy w raju Pójdę – gdzie ty pójdziesz Ale kiedy byłam głodna Pójdę – gdzie cię nie będzie A napisali w księdze: Twój dom będzie moim domem „Choćbyś mówił językami ludzi i Aniołów Kolejny szufladowy szort – właściwie wprawka stylistyczna z postapokaliptycznej SF, przekornie złamana na pół. Chyba najstarszy z prezentowanych w cyklu tekstów; sprzed dobrych 20 lat! Jak spojrzę, w co się bawią obecnie Juniorzy, to wydaje mi się, że niedaleko trafiłem… Było to długo, długo po wyginięciu wszystkich Mad Maxów, w czasach, kiedy chaos i zniszczenie nie dawały się już tak mocno we znaki. Zbrojne bandy rozmaitych Książąt Pustyni i Cesarzy Równin przeniosły się w bogatsze okolice albo rozproszyły, tworząc takie właśnie społeczności, jak ta, która budziła się za snu po zimnej nocy. Półpustynny, sawannowy krajobraz z ruinami miasta w tle wyglądał równie kiepsko, jak sklecone z drewna, tektury i papy budy na jego pierwszym planie. Tuż za nimi zaczynały się nędzne poletka dziczejącej rzepy i zdziczałej kukurydzy. Smętne kępki trawy służyły za pożywienie stadku zdegenerowanych kóz, nie na tyle jednak zdegenerowanych, aby ich mięso i mleko nie nadawały się do jedzenia. Teraz kozy stały zbite w ciasną gromadkę wewnątrz zagrody równie solidnej, jak otaczające ją lepianki. Szara szmata, pełniąca w jednej z bud rolę drzwi, odsunęła się i załopotała na wietrze. Młoda kobieta wysunęła się na zimną, wydeptaną ścieżkę; chude dziecko wymknęło się w ślad za nią. Uniosło brzeg worka, służącego mu za okrycie, i każdy mógł od razu stwierdzić, że to chłopiec. Młody obywatel osady z widoczną ulgą wypróżniał pęcherz, kobieta po drugiej stronie chaty robiła to samo. Nagle oboje podnieśli głowy i zastygli. Z największej lepianki wytoczył się niepewnym krokiem wysoki starzec, okutany w chusty, szmaty i kawałki futra. Uniósł ramiona w górę i wydobył z siebie jękliwy skowyt. Bezludna osada w mgnieniu oka zaroiła się od mieszkańców. Ziewający, brodaci mężczyźni, ich milczące, posępne kobiety i wszędobylskie dzieciaki wysypywali się na wioskowy placyk. Gromadzili się wokół starca – on był ich szamanem, przywódcą, a w takich momentach jak ten – również prorokiem. Stanęli wielkim kołem, z wodzem pośrodku. Jego przekrwione oczy rzucały dzikie błyski, długa, siwa broda poruszała się niespokojnie na wietrze. Chude nogi uginały się, lecz dzielnie trzymały pion, a ręce gorączkowo gestykulowały. Zaczekał, aż wszystkie znane mu twarze pojawią się w kręgu i zaczął przemawiać: „Widziałem… Daleko stąd, poza równiną i niebem, poza dniem i nocą, poza żywym i martwym… Setki, tysiace ludzkich szkieletów – ich kości klekotały w jednym rytmie…”. Przez tłum przetoczył się ni to poszum, ni to pomruk. „Ich głowy – czaszki poruszały się tak, jak gałęzie drzewa na wietrze. A każdy z nich siedział okrakiem na przedziwnej machinie i poruszał nogami z obu boków, jakby biegnąc; same jednak machiny stały bez ruchu, wszystkie w jednym miejscu… A miejsce to było otoczone wysokimi ścianami, które odbierały całe światło, jakie próbowało tam wejść… I panował w owym miejscu odrażający półmrok!”. Kilkoro młodszych dzieci schowało buzie w fałdach spódnic swoich matek. „Lecz gdy tak patrzyłem na owe szkielety, raptem wielka kula jaśniejąca objawiła się niczym słońce. I stało się, że mroczna szarość ustąpiła… Radujcie się, albowiem ujrzałem owych przedziwnych jeźdźców jakoby na zielonym kobiercu!” Rozległy się dziękczynne pienia. Cała wioska upadła na kolana, a sam starzec obrócił się i pokłonił wschodzącemu słońcu… – Robert, co z tobą? Wołam cię już od kwadransa! – Pryszczaty nastolatek odwrócił głowę od monitora i niechętnie zmierzwił bujną czarną czuprynę. – Tato, daj mi dokończyć! Tekst chroniony prawem autorskim. Opublikowany w witrynie www.kontrowersje.net i na blogu www.madagaskar08.blog.onet.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora. Niech mi kto wreszcie powi – Diabłów kroć sto tysięcy! – Czemu się tak nerwowi Stajemy coraz więcej?
Długom to zgłębiał, przecie Doszedłem do kwintesencji: W tym zło, że na tym świecie Nic nie ma konsekwencji.
Rzecz jedna sama w sobie Nie ciągle jest jednaka, Lecz bywa w różnej dobie To taka, to owaka.
Bywają dni, że człowiek Strasznie jest siebie pewny, Rad, od otwarcia powiek, Jak prosię w deszcz ulewny.
Przed lustrem wówczas staje I sam jest z siebie dumny, I sam sie sobie zdaje Przystojny i rozumny.
Na drugi dzień przeciwnie: Ta sama ot, osoba, A wszystko się w niej dziwnie Znów człeku nie podoba.
Pysk mu się widzi krzywy, Wiersze haniebnie głupie I bardzo jest zgryźliwy, I sam ma siebie w.. pogardzie.
Nie macie wprost pojęcia, Jak to jest źle na nerwy, Bez chwili odpoczęcia Tak huśtać się bez przerwy.
Ba, gdyby sie to dało ( To byłoby najprościej) Wprowadzić jakąś stałą Podstawę wszechwartości !
Tak głowę dręczę biedną, Gdy myśl się jakaś czepi : Ach czyż to tylko jedno Mogłoby tu być lepiej…..
Boy Jest to szlachetny,inteligentny człowiek, mający upodobania filozoficzne i lubiący wszystko copostępowe. Jest zwolennikiem argumentów, dowodzenia, sportów i dyskusji – przezto nieraz stwarza sobie wrogów. Jego chęć zwalczania wszystkiego co przestarzałei nieracjonalne – jest niezwykle silna. Zdecydowany, gorliwy – wbrew wszelkimopozycjom i przeszkodom potrafi przeprowadzić swe plany i osiągnąć swe celeżyciowe. Dowcipny, wesoły, jest bardzo rozmowny, towarzyski i bystro wszystkoobserwuje, orientując się niezwykle trafnie w sytuacjach życiowych. Potrafizawsze skierować konwersację na nowe tory niezwykle interesujące i niezabraknie mu nigdy tematu; lubi bawić towarzystwo. Niespokojny – nieustannieznajduje się w ruchu. W życiu czekają go liczne zmiany, a jego pozycja nieraznie może się ustalić ostatecznie – mimo wszelkie wysiłki jakie przedsiębierze wtym celu. Wierny, prawy – ma gest szeroki. Lubi piękno, porządek, harmonię ieleganckie otoczenie. Interesuje się lotnictwem(???~!!!), lubi polowanie oraz wszelkiesporty (???) Prawda to szczera:))) Najszczersze, najserdeczniejsze życzenia kochana Jubilatko ****:)))
Znowu cisza i mrok do świtania Zgasły okna nie ozwą się drzwi Tylko słychać jak gdzieś ulicami, Nocą błądzi harmonia po wsi. Tylko słychać jak gdzieś ulicami Nocą błądzi harmonia po wsi.
To za wrota na pole odchodzi To zawraca i skarży się w głos Jakby kogoś szukała w ciemności I nie mogła odnaleźć w tę noc.
Nocnym chłodem od pola zawiewa Kwiat jabłoni się sypie po pniach Harmonisto mój kogo ci trzeba Chłopcze przyznaj się czego ci brak.
Może radość twa czeka gdzieś w oknie Tylko nie wie, że szukasz bez tchu Czemu błądzisz po nocy samotnie Czemu budzisz dziewczęta ze snu. Incitatus |
||||||
|
Copyright © 2026 Madagaskar08… - All Rights Reserved Powered by WordPress & Atahualpa |
||||||
Najnowsze komentarze