Odwiedziło nas

  • 1
  • 187,286
  • 82,895

Kalendarz

październik 2026
P W Ś C P S N
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

ZIMA NAS KOCHA…

 
Czy wiosna ma takie serce??

Za czym kolejka ta stoi…:)))

Z szuflady: Epidemia

Dzień dobry

Tym tekstem zaczynam cykl „z szuflady”, zawierający, jak sama nazwa wskazuje, teksty sprzed lat wielu – albo niewielu – z różnych względów wcześniej niepublikowane. Poniżej krótkie opowiadanie, próba Quackowej realizacji gatunku „short story”. Co do treści – jest to odprysk rozważań na temat języka, komunikowania się i wpływu tychże na ludzi; ostatnio te same rozważania doprowadziły do powstania tekstu Rec#23623487. Jednak mimo dość poważnego tematu forma jest, hmm, zabawowa. Aha, całość została przed publikacją lekko odkurzona i przeszlifowana.

Zapraszam.
___________

Epidemia

Około roku 3000 Ziemię nawiedziła kolejna epidemia. Objawy były  podobne do dotychczasowych AIDS (wiek XX), SARS (XXI), FITS (XXV) i OOPS (XXVII), z jedną różnicą. Mianowicie oprócz wysokiej gorączki, gwałtownych krwotoków i zwyrodnieniowych zmian w płucach chorzy głośno krzyczeli, wyli i jęczeli z bólu. Objawów tych nie usuwały nawet najsilniejsze środki przeciwbólowe, a ofiary infekcji wydawały przeraźliwe dźwięki również przez sen.
    
Epidemia rozwijała się w najlepsze i nikt nie potrafił określić mechanizmu zarażania. Wykluczono kolejno zakażenie za pośrednictwem krwi i innych płynów ustrojowych, odchodów, drogę kropelkową i nosicieli zewnętrznych – pasożyty i szkodniki; co więcej, trudno było ustalić przyczynę choroby. Objawy wydawały się typowe dla infekcji wirusowej, ale który z tysięcy wirusów ją wywoływał ? Tego nie mogli ustalić medycy z najlepszych laboratoriów. Media ukuły dla choroby nazwę MOSS (Morbid Overactive Shouting Syndrome), a tymczasem na świecie notowano dalsze przypadki. Chorowali nawet najlepiej zabezpieczeni lekarze w maskach i kombinezonach chroniących przed zagrożeniem biologicznym.

Minęło sporo czasu i blisko połowa ludzkości skręcała się w mękach, zanim na właściwy trop wpadł nie lekarz, nie analityk, ba ! Nawet nie biolog, lecz skromny doktor… psycholingwistyki porównawczej jednego ze środkowoeuropejskich uniwersytetów. Na krótko przedtem, zanim sam zachorował na MOSS, zauważył on, że – mimo przynależności do różnych grup językowych – ludzie z odległych krajów krzyczeli i jęczeli w nader podobny sposób.

Dość szybko połączono ten fakt z okolicznością, że na chorobę zapadali również ludzie, którzy rozmawiali z chorymi przez telefon lub komunikator, nie mając z nimi fizycznego kontaktu. Przerażenie sięgnęło zenitu. Okazało się, że po eonach mutacji wirusy zyskały swoistą inteligencję. Całe ich kolonie, zadomowione w ludzkich ciałach, trwały w uśpieniu, nie powodując żadnych objawów – przynajmniej  dopóki nie zetknęły się z przekazem od wirusów “rozbudzonych”. Wycia, krzyki i jęki były wywoływane działaniem wirusów na układ nerwowy i stanowiły język, jakim się one porozumiewały. To był koniec epidemii.
        
Lekarze błyskawicznie zidentyfikowali wirusa – miejsce skupienia jego kolonii i sposób oddziaływania na ludzki mózg były wystarczającą podpowiedzią. A kiedy znaleźli, szybko dobrali też odpowiednie lekarstwo, precyzyjnie usuwające wirusa z organizmu.

Doktor psycholingwistyki został kanonizowany w tempie ekspresowym.

Naukowcy z Centrum Poszukiwania Cywilizacji Pozaziemskich podsumowali sytuację w smutnym komunikacie: “W ten sposób ludzkość straciła okazję porozumienia z obcą inteligencją”.

A producenci zatyczek do uszu oszaleli ze szczęścia!
___________

Tekst chroniony prawem autorskim. Opublikowany w witrynie www.kontrowersje.net i na blogu www.madagaskar08.blog.onet.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora.

Kuplety z nóżkami

 hehehe 

Już w dzieciństwie miewał Kocio

do niewieścich nóżek pociąg –

na kolanka ( ach !)

na kolanka ( ach !)

siadał chętniej ładnym ciociom !

Cha ! Cha ! Cha ! Cha !

Cha! Cha !

Siadał chętniej –  ładnym ciociom !

 

A gdy już męskości wiosna

pierwszy wąsik mu przyniosła,

to na widok ( ach !)

to na widok ( ach !)

damskiej nóżki  – stawał  w pąsach!

Cha ! Cha ! Cha ! Cha !

Cha Cha ! Cha !

Na ten widok stawał w pąsach !

 

Aż kuknęła raz kukułka

i dwóch nóżek pięknych spółka

wiodła Kocia  ( ach !)

wiodła Kocia ( ach !)

wiodła Kocia do kościółka !

Cha ! Cha ! Cha ! Cha !

Cha !  Cha ! Cha !

Wiodła Kocia do kościółka !

 

Teraz Kocio jest na diecie,

pod powieką łezkę gniecie,

konsumując ( ach!)

konsumując (ach!)

zimne nóżki w galarecie….

 

W dzień powszedni i w niedzielę

pamiętajcie przyjaciele:

lekka nóżka (ach!)

lekka nóżka (ach!)

miewa ciężki pantofelek

Cha! Cha ! Cha ! Cha !

Cha ! Cha ! Cha !

Miewa ciężki pantofelek !

 

:))) J. Przybora

 

http://voix.wrzuta.pl/audio/0jFn4tHKlzs/kuplety_z_nozkami_-_edward_dziewonski

PAMIĘTAJ, ŻEM MĘŻCZYZNA!

 

Od zarania dziejów
Twardo, choć pomału
Ludzkość do swojego zdąża ideału,
Lecz ten świat idealny
Ciągle nie jest gotów,
Bo każde pokolenie
Swoich ma idiotów.
Jak jasno z powyższego
wynika stwierdzenia,
Jest jednak coś, co łączy
Wszystkie pokolenia!

„Gdyby przyszłość wiedziała, co ją czeka, nigdy by nie nadeszła”

….Nie oczekuję już… serca nagłych burz…

Wystarczy jeden Twój uśmiech, gest i cały świat – miłością jest…

"Gdyby przyszłość wiedziała, co ją czeka, nigdy by nie nadeszła"

….Nie oczekuję już… serca nagłych burz…

Wystarczy jeden Twój uśmiech, gest i cały świat – miłością jest…

Lew afrykański

Przegryźć chłopcem niegrzecznym gdzieś w pustynnych

               wydm cieniu –

   To zachcianka nigdy nie obca;

Lecz stanowcze obiekcje budzi w dumnym stworzeniu

               Obrzydliwy smak grzecznego chłopca.

 

Gdy kawałek takiego lew odgryzie chłopięcia.

            Kęs natychmiast wypluwa

I, wydając wzgardliwe, zniechęcone prychnięcia,

          Za najbliższą sie wydmę usuwa.

 

Chłopiec grzeczny jest zatem niejadalny, lecz za to

         Nie ogarnia go popłoch nerwowy:

Wie, że lwu ujdzie cały, co najwyżej ze stratą

         Ręki, nogi, posladka lub głowy.

 hehehe 

 

A.E. Housman

 

 

 

 

 

 

 

 

Uniwersytet z o.o.

Onet co pewien czasepatuje nas życiem płciowym małp. Pewnie dla zdopingowania, kwestią otwartąpozostaje – czytelników czy siebie. Co by nie mówić, pogłowie u nas spada a to podobnobardzo źle rokuje. Jest i dobra wiadomość – uporczywość w propagowaniu małpichzachowań odniosła skutek.

Zarówno komitety rodzicielskie,jak i dyrekcje pod dyktando kuratoriów nałożyły na grona pedagogiczne obowiązekorganizowania wycieczek do ZOO. Edukacyjnych.

Dzieciaki zachwycone,a przed klatkami rozmaitych gatunków małp można spotkać znanych seksuologów,którzy przybyli zaczerpnąć haust natchnienia do swoich publikacji, mądrychodczytów i porad publikowanych w prasie tak zwanej kobiecej.

Rodzice mają wygodę –dzieciaki się napatrzą i już nie zadają głupich pytań. Wyedukowane.

Istnieje jednakdrobna niedogodność mogąca mieć destrukcyjny wpływ na rodzicielski autorytet,bo co bardziej pyskaci smarkacze zaczynają przebąkiwać, że uprawiany przezdorosłych seks nie dorównuje małpiemu. Wstyd, ale też i argument, żeby siępodciągnąć.

A my pielgrzymujemyod ZOO do ZOO koncentrując uwagę na klatkach z małpami.

Dobrodziejstwo tegoobcowania raczyli docenić nawet nauczyciele matematyki. Ale, jak to oni, nawetprzy tych klatkach uprawiają tylko dodawanie:

policz Kasieńko, ileto będzie. Małpka A kopulował z małpką B pięć razy, a następnie małpka Ckopulował z małpką B trzy razy. Oblicz, ile stosunków odbyła małpka B.

IKasieńka liczy na paluszkach.                                

Poloniści preferująćwiczenia redakcyjne, bo nawet uczniowie naznaczeni przez bogów wyjątkowymantytalentem do klecenia sensownych zdań z zapałem smarują w wymiętolonych notatnikachbarwne opisy sytuacji. Grafomani muszą robić streszczenia streszczeń swoichwypracowań.

W czasie, gdy drogiedzieciaczki bacznie obserwują przebogate życie płciowe małp, grono pedagogicznespłonione, ale i rozpalone widokiem, robi dyskretnie notatki i cyka fotki, żebypo powrocie temat dopracować i rozwinąć, już w zaciszu klasy. Oraz, co śmielsi,ogniska domowego.

Co by na ten tematnie mówić, była to edukacja przekonywająca i dawała niezłe wyniki. Dawała doczasu, aż na wycieczki nie pojechali katecheci.

Podnieśli larum izaczęto ubierać biedne małpy w ciuchy, bo w trosce o morale należało ustrzecniewinne ludzkie istoty przed widokiem bezwstydnie nagich małpich dup.

Wiadomo, że każde ZOOśmierdzi wszystkim oprócz grosza, więc dla oszczędności zakupiono dresy wSalonie Taniej Odzieży Zachodniej. Ubrano zwierzaki w te dresy, a po pewnymczasie zaobserwowano z ulgą, że zainteresowanie seksem zaczęło u małp zanikać.Nim to nastąpiło definitywnie, zdarzały się liczne przypadki pomyłek. Zaczynałyzanikać naturalne związki samca z samicą na rzecz parad miłości. Świadczyło too pewnej racjonalizacji zachowań w sytuacji dla małp ekstremalnej. No bo wkońcu jak już się dwa osobniki pozbyły dresów, a stwierdziły, że są tej samejpłci, to dla świętego spokoju jakoś sobie radziły. Może się mylę, ale u ludziobserwuję podobny racjonalizm.

Dyrekcje ZOO doszłydo wniosku, że dresy są mało eleganckie stąd ta niepokojąca oziębłość.

Zaczęto wypożyczaćkostiumy z teatrów, najchętniej te wykorzystywane w „Ożenku” Gogola.I też nic. Eksperymentowano nawet z białymi kozaczkami i lateksowymi body,niestety z podobnym skutkiem. Małpom się odechciało. Bardziej tym faktemzdegustowane były samice i to one pierwsze sięgnęły po botox i silikon.Pomogło. Samce powolutku zaczynały reagować na te korzystne zmiany, niestetysamica to stworzenie, któremu pojęcie umiaru jest obce. Niektóre tyle tego wsiebie napakowały, ze zaczęły sie składać z piersi i reszty, a to jednak niebyło to, o czym marzyły młode małpy.

Pomysłowość samic niezna granic,
byle samca skusić na mityczne jabłko. Pojawiły się koronkowestringi i te z małp, które zdecydowały sie na ten, nomen omen, krok, odnotowałyniejakie zainteresowanie samców.

Analizując opisanepowyżej dzieje aktywności, jej zaniku i powolnego odżywania pociągu płciowegodochodzę do wniosku, że powinniśmy zażądać od naszych posłów zrzuceniafatałaszków. Może wtedy nie zobaczymy ich już w tivi drzemiących w ławachposelskich, a odpowiednio ożywionych i aktywnych?

A i matematyk będziesię mógł wykazać.

Policz Kasieńko. Jeżeliposeł Kalisz… Razem…

I tyle słów moichprzeznaczonych na weekend najbliższy, zostańcie w pokoju.

Siostra lzis

Dopóki….


…..Póki radość jest w nas
Słońca dłoń gładzi twarz
Warto żyć, warto śnic, warto być
Póki wciąż śpiewa ptak
Rzeka ma źródła smak
Warto śmiać, cieszyć się
Warto kochać
Gdzieś w każdym z nas
Jest dziecka ślad
Małe szczęścia
I ich smak…