– Jak już będę tam, na górze, to czasem tu do was na ziemię zejdę.
– A jak to zrobisz? – zapytał Seweryn Krajewski.
Agnieszka, wskazując na świetlistą pręgę na niebie, odpowiedziała:
– A po takiej ścieżce…
|
||||||
|
– Jak już będę tam, na górze, to czasem tu do was na ziemię zejdę. – A jak to zrobisz? – zapytał Seweryn Krajewski. Agnieszka, wskazując na świetlistą pręgę na niebie, odpowiedziała: – A po takiej ścieżce… Tradycyjnie: dedykowane Markizowi i Quackowiriposta 🙂 Skaranie boskie z tymi chłopami. Wybrzydzają.Jak masz małe piersi – to im się zachciewa monumentalnych, masz okazałe – pochwilowej euforii zaczynają twierdzić, że duży biust ich odpycha. Jak się kobieta przyczai przy jednym facecie,to może coś pokombinować, dopasować do wymagań. Ale co robić, gdy się trafi kilku i to niekonieczniejeden po drugim, ale równolegle, a każdy z zalotników ma inne wymagania. Wtakich sytuacjach stajemy sie bezbronne, wszystkim nie dogodzisz, przynajmniej niepiersiami. Jeśli niewiasta jest pełna pokory, to zbierate niezasłużone razy. A bywa, że i odmężczyzn, którzy nie gustują w piersiach typu exposłanki Jakubowskiej. Emancypacja kobiet spowodowała, że już takpotulnie nie przyjmujemy wymagań naszych facetów. Przynajmniej ja. No bo jak się trafi taki model, który zamiastpieścić zaczyna krytykować? A to, że za mało fałdek na brzuchu (a na karku tojuż w ogóle), a to, że mogłabym mieć cellulitis jak redaktorka Olejnik i biodrajak Noemi( hamak). I co ztakim palantem zrobić? Mnie tam tytuły szlacheckie nie rajcują. Niepodoba ci się, że jestem śliczna to idź na casting modelek charakterystycznych,podrywaj posłanki albo zrób sobie ćwoku taką wymarzoną. Ponieważ na medycynie znamy sie wszyscy, nietylko admin, to nie rozwijam tematu, rzucam gołe hasło – klonowanie. W skrócie- z byle czego robimy owieczkę. Ludzkie ucho na grzbiecie myszy i takie tam różne. Pragnę zauważyć, ze klonowanie to zabieg znanyod wieków, w zasadzie pod początku świata. Już wtedy księgi odnotowały takieprzypadki. Wprawdzie ówczesna wiedza na temat klonowania nie była takugruntowana jak teraz i żeby osiągnąć efekt trzeba było posłużyć sie sporądawką materiału wyjściowego, ale rezultaty były. Naukowcy twierdzą, że tamten pierwszy zabieg odbyłsię spontanicznie, a klon nie odzwierciedlał w pełni oczekiwań dawcy materiałuwyjściowego. Można powiedzieć, że na skutek błędu genetycznego zamiast drugiegoAdama powstał twór chłopopodobny, czyli moja babcia. I wiecie, ja, jako spadkobierczyni tegobłędu, czuję jego skutki na sobie. Ile razy ja bym tego herbowego wystrzelałapo pysku, skopała po…wszędzie i utytułowała debilem, a na skutek błędugenetycznego muszę się zachowywać odmiennie. Kulturalnie. I kończy mi sięagresja na słowach „Masz rację kochanie”. Tylko że moja cierpliwość jest na wyczerpaniu,a jego pomysłowość w pretensjach i oczekiwaniach nieograniczona. Przyrzekłam sobie, że kiedy zapędzi się woczekiwaniach do żądania szczytowania już na sam jego widok (brrrrr), to powiem:schluss, klonuj się Słonko. Banuję cię na wieki wieków a_ment. I co ten exksiążę może zrobić? Wyklonuje sobie z żebra może nie drugiegoAndrzeja, ale Piotr II jest pewny. I wreszcie będzie miał to, o czym marzy. Odrana do rana będą się kłócić, wyzywać, dowodzić sobie nawzajem że są idiotami (coim akurat powinno się udać), zapewniać o własnym geniuszu. I pewnie będąkontynuowali klonowanie, to wchodzi w nawyk. W wolnych chwilach, o ile takiebędą mieć, mogą poszukać w sobie inklinacji duszpasterskich. W ogólnym tegosłowa znaczeniu. I jak przystało na osobników o tych właściwościach, będąprzelatywać wszystko, co sie rusza. A co my, drogie Koleżanki? Spoko, też sobie poklonujemy. W podręczniku do geografii syna widziałamzdjęcie Masaja. Wysoki, szczupły mężczyzna o chmurnym spojrzeniu i łagodnym uśmiechu.Ustaliłam adres pastwisk, które dozoruje. Jeżeli tylko uda mi sie dotrzeć do jegokomórek, już mnie tu nie zobaczycie. Nie ma głupich. Takiego sobie klonawyszykuję, że padniecie z zazdrości patrząc na jego nos. PS. Czy to prawda, że kobieta obcująca zMurzynem staje sie Mulatką? Lubię śniadą cerę. Markiz taką ma. Gdyby był Masajem, niemusiałabym biegać po pastwiskach Afryki. Jego strata. dedykowane Markizowi i lzis, do podziału ; ) Turniej Czterech Skoczni w sezonie 2012-2013 rozpoczął się od pozornie niewinnego incydentu. Otóż estońskiemu skoczkowi, debiutującemu w tym sezonie Posti Laapalou, podczas lotu w Garmisch-Partenkirchen rozpiął się i zsunął kombinezon, tak że zawodnik ten lądował nie tylko w klasycznym telemarku, ale także w całkiem nieklasycznym topless. Śmiechu na trybunach i stanowiskach dziennikarskich było co niemiara, dopóki świetlna tablica nad stanowiskiem sędziów nie wyświetliła wyniku. Estończyk pobił rekord skoczni, co więcej, taki wynik pozwalał mu bezapelacyjnie wygrać zawody! Rechot zamarł widzom i komentatorom na ustach. W środowisku skoczków zawrzało. Trenerzy czołowych ekip zażądali dyskwalifikacji i mieli słuszność, ale sympatia publiczności była po stronie Laapalou. Estończyk został zmuszony do powtórzenia skoku w kombinezonie i tym razem nie pobił żadnego rekordu, skoczył, ot, przeciętnie, jak można się spodziewać po debiutancie. Organizatorzy TCS postanowili jednak przeprowadzić eksperyment i przed następnym konkursem w Innsbrucku wszyscy przedskoczkowie (lokalni zawodnicy niższych lotów) skakali w samych spodniach. Wyniki były o tyle lepsze od zawodników „konkursowych”, że sędziowie musieli uciekać przed rozwścieczonym tłumem austriackich kibiców, żądających uznania osiągów przedskoczków i zaliczenia ich wyników do punktacji. Korelacja między nagim torsem a osiągami stała się oczywista. Laboratoria sportowe zajmujące się przygotowaniami do skoków rzuciły się w wir pracy i błyskawicznie potwierdziły to, co udowodniono już wcześniej w praktyce: powietrze opływające odsłoniętą ludzką skórę zachowywało się zgoła inaczej niż w przypadku kombinezonu – mikrodrgania mięśni automatycznie wygaszały turbulencje wokół ciała i skoczek bez kombinezonu przeciskał się przez powietrze dużo sprawniej niż ten w kombinezonie. Ze swojej strony federacje narciarskie rozpoczęły zakulisowe negocjacje w celu zmiany przepisów. I dopięły swego, w końcu wszystkim zależało na tym, żeby skoki były dłuższe i bardziej widowiskowe. Następny sezon rozpoczął się od plotek i sensacji. Wierne fanki każdego z czempionów tłoczyły się na skoczniach z lornetkami, żeby wreszcie zobaczyć, czy to prawda, że ich idol ma tatuaż na piersi lub ramieniu, a jeżeli tak – to jaki. Tatuaże to był zresztą pikuś, dość szybko okazało się, że skoczkowie w celu osiągnięcia płynności lotu zmuszeni są do depilacji klaty! W ten sposób zakończyło karierę kilku twardzieli, którzy odmówili dokonania tego zabiegu, w tym wyjątkowo obficie owłosiony Fin Miha Kotulu. Zawodnikom nie było jednak dość. Podczas zawodów w lotach narciarskich w Planicy pomysłowy Austriak Josef Prettzel wystąpił w spodniach, których nogawki oderwał jednym pociągnięciem tuż przed wybiciem, jeszcze na rozbiegu. Nie muszę chyba dodawać, że poleciał najdalej ze wszystkich? Został zdyskwalifikowany, ale jednocześnie padła kolejna granica. Skoczkowie poszli za ciosem i podczas kończących sezon Mistrzostw Świata w Oslo w ramach protestu przeciw wykluczeniu kolegi skakali ubrani od góry jedynie w kaski, a od dołu – w buty. Narciarskie, oczywiście. I to jak skakali! Kolejnej zimy FIS nie miał innego wyboru poza akceptacją faktu dokonanego – zgodą na skoki w całkowitym negliżu. Zarazem z telewizji zniknęły bezpośrednie transmisje przed godziną 22:00, a na zawody wpuszczano wyłącznie widzów pełnoletnich. Prawdziwa bomba gruchnęła jednak, kiedy po kilku tygodniach stosowania nowego regulaminu odkryto, że w skoku znacznie pomaga odpowiednio rozrośnięty organ. Naukowcy rzucili się do tuneli aerodynamicznych i doszli do wniosku, że ma to coś wspólnego z przeciwwagą oraz sterowaniem w locie. No i już wkrótce przy skoczniach zaroiło się od asystentek, dbających o odpowiedni stan skoczka tuż przed startem. Kamery Eurosportu i innych stacji na stałe zagościły w pomieszczeniu, w którym zawodnicy oczekiwali wejścia na belkę. Dopieszczanie i wygładzanie z użyciem odpowiednich środków nawilżających i ujędrniających – tak, aby podczas lotu skoczek znajdował się w optymalnej formie – było stawiane za przykład milionom telewidzów. Początkowe obawy organizatorów, którzy zastanawiali się, czy ograniczenia czasowe nie zmniejszą widowni, rozwiały się jak sen jaki złoty; oglądalność skoków narciarskich nigdy przedtem nie była tak wysoka! Oczywiście grupą zawodową, która najbardziej zyskała na nowej formule, były kosmetyczki. Dlaczego właśnie one? A kto inny był lepiej predestynowany, żeby zajmować się przed startem zawodnikami? Aplikować najnowsze osiągnięcia z laboratoriów, kremy i żele, tak, by każdy ze skoczków wyczuwał w trakcie lotu najdrobniejsze drgnienia wiatru i mógł stosownie sterować? W końcu jednym z najbardziej pożądanych atrybutów narciarza tej dyscypliny stał się długi, dziarsko sterczący, starannie utrzymany nos. Co? Tak, nos. A skąd to pytanie? No chyba nikt z Czytelników nie przypuszczał inaczej??? _________ Tekst chroniony prawem autorskim. Opublikowany w witrynie www.kontrowersje.net oraz na blogu www.madagaskar08.blog.onet.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora. Są dwie rzeczy, których mój umysł dotąd nie zgłębił;pierwsza: dlaczego ” mucha tse-tse” nie ma liczby mnogiej ” muchy tsą -tsą „. A druga: dlaczego niektórzy ludzie, którzy powinni być nudni, bynajmniej nudni nie są, a znowuż inni, którzy nie powinni, są. Mam znajomego, który nie jest pewny, czy Spinoza to nazwa choroby wynikłej z przejedzenia szpinakiem czy może prehistorycznej agrafki. I nie miał w ręku książki, odkąd utknął na trudnym czterosylabowym słowie w drugim rozdziale dzieła pt.”Wesołe sprawki małej Żyrafki” Jego największym życiowym triumfem było wydarcie śmieciarzom wyrzuconej przez pomyłkę do kubła pamiątkowej popielniczki z napisem „Międzynarodowy Zjazd Pszczelarzy”. A jedyną opinią, jaką kiedykolwiek powziął na własny temat – przekonanie, że z wąsami mimo wszystko nie jest mu do twarzy. Mózg tego osobnika jest naprawdę zupełnym ugorem ( bo nawet nie rżyskiem), I co ? – facet odnosi szalone sukcesy w życiu towarzyskiem. Inny mój znajomy natomiast jest ekspertem we wszystkim od czarnej magiii demonologii poprzez teatr elżbietański aż do metodyki wywabiania z krawata tłustej plamy, Był raz zaproszony na weekend jako osobisty gość Dalajlamy, Innym razem zastąpił niedysponowanego ichneumona w walce z kobrą, a jeszcze kiedy indziej przeprowadził pierwszą w historii udaną podwodną operację trzustki, I co ? – każda jego opowieść pozostawia mnie w stanie nieopisanej nudy, czczości i pustki. Co do mnie samego, tak się składa, że los pobłogosławił mnie wyjątkowym darem snucia refleksji w sposób, który wprawia słuchaczy w fascynację i głębokie przejęcie , I z pewnością moi liczni przyjaciele mieliby więcej okazji rozkoszowania się tym moim darem, gdyby pilne sprawy, wzywające ich do domu zawsze w chwili, kiedy wkraczam na jakieś przyjęcie
Ogden Nash….
Żółty jesienny liść Ponieważ ostatnie opowiadanie o panu Lajkoniku powstawało tak długo (od deklaracji „zaczynam pisać” do efektu), winienem jestem Czytelnikom słowo wyjaśnienia. Otóż ogólne ramy opowiadania przyszły mi do głowy błyskawicznie, natomiast nad tym, jak zakończyć wizytę pana Ignacego w wielkim biurowcu – głowiłem się naprawdę długo. Ostateczny kształt opowiadania, w jakim (mam nadzieję) mieliście przyjemność je przeczytać, jest efektem kilku poważnych i kilku niepoważnych przymiarek i koncepcji. Trwało to tyle czasu, że aż mnie samego naszła refleksja „jak to możliwe?”. Refleksja znalazła ujście w formie wiersza, dość jednak nietypowego. W ramach świątecznego relaksu wróciłem do „Fioletowej Krowy” – zapewne znanego wielu z Was zbioru przekładów wierszy poetów anglojęzycznych, przekładów autorstwa Stanisława Barańczaka. w tym zbiorze swoją szczególną urodą zachwyciły mnie utwory Ogdena Nasha (wydane również w Barańczakowej monografii amerykańskiego poety „W świecie mułów nie ma regułów”), o dość dowolnym metrum i niespodziewanych rymach, a w dodatku zawierające właśnie przemyślenia autora na tematy przeróżne. Ta forma tak mi się spodobała, że postanowiłem ją naśladować. Z jakim skutkiem – niech ocenią ci Czytelnicy, którzy dysponują materiałem do porównania. ROZWAŻANIA NA TEMAT PUENTY W FABULE
WZOROWANE NA ROZWAŻANIACH OGDENA NASHA PRZEŁOŻONYCH PRZEZ STANISŁAWA BARAŃCZAKA Nic nie sprawia bardziej, że pisarz jest pogięty, zmięty i niekontenty Tekst chroniony prawem autorskim. Opublikowany w witrynie www.kontrowersje.net oraz na blogu www.madagaskar08.blog.onet.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora. Pan Ignacy Lajkonik zaraz po Nowym Roku zmuszony był wybrać się do wielkiego biurowca. Z powodu wielu zmian w przepisach, następujących równolegle od pierwszego stycznia, musiał wyjaśnić to i owo z odpowiednimi paniami (dlaczego zawsze paniami? Panów było jak na lekarstwo, nie licząc ochroniarzy, którzy z kolei robili wrażenie, że nie są w stanie ochronić nawet siebie). Dlatego też pan Lajkonik zaparkował swój (nieco porysowany przez pewnego bałwana) samochód w odległości zaledwie dwóch przecznic od celu podróży. Poczytał to sobie za dobry omen i raźno przetuptał odległość, dzielącą go od biurowca. Do środka wszedł już nie tak raźno. Nie żeby go onieśmielała powaga urzędu, co to, to nie, w końcu miał swoje lata i byle przerwa śniadaniowa czy też imieniny kierowniczki nie były w stanie go przestraszyć. Jednak w wyniku ostatnich decyzji na najwyższym szczeblu, że urzędy mają oszczędzać, a w związku z tym przenieść się do wspólnych siedzib, olbrzymi biurowy budynek został zasiedlony zgodnie (?) przez mnóstwo urzędów, agencji, delegatur, oddziałów… Słowem, sama tablica informacyjna miała rozmiary nowoczesnej instalacji pewnego znajomego plastyka, który jakiejś bezsennej nocy wyobraził sobie, że przygląda się mu wieżowiec z naprzeciwka, i stworzył dzieło, wielokrotnie potem nagradzane, a zatytułowane „Argos, czyli Stuoki”. Na sążnistej tablicy sąsiadowały więc między innymi: Urząd ds. Opluskwiania I Odpluskwiania, Instytut Upiększania Rzeczywistości, lokalny oddział Agencji Parzenia Kawy Oraz Herbaty, czy też Samodzielny Referat Obrachunków Wet Za Wet. Trzeci Urząd Skarbowy, do którego kierował się pan Ignacy, też gdzieś tam miał swoją tabliczkę, ale gdyby ktokolwiek próbował ją znaleźć, skończyłby zapewne dawno po godzinach pracy tej instytucji (i innych też). Dlatego lokalny Urząd Pracy w ramach walki z bezrobociem wykształcił i zatrudnił kilka osób, które cały biurowiec znały jak własną kieszeń i były w stanie doprowadzić interesantów w każdy zakątek. Fama głosiła, że od przyszłego roku przewodnicy wyposażeni zostaną w urządzenia GPS i maczety do torowania sobie drogi przez nazbyt bujnie rozrośnięte paprotki. Póki co jednak, pana Ignacego poprowadziła uprzejma młoda kobieta w granatowym uniformie, która chętnie udzielała mu informacji na temat mijanych instytucji, ale niedługo to trwało – już po dwóch przejazdach windami i trzykrotnej zmianie klatek schodowych byli na miejscu. Pan Lajkonik podziękował przewodniczce i grzecznie ustawił się w kolejce podobnie jak on zaaferowanych interesantów, którzy umilali sobie czekanie wymianą informacji. Dzięki temu na połowę pytań znał odpowiedzi jeszcze przed wejściem do pokoju pań z Urzędu Skarbowego, a co do drugiej połowy – łatwiej mu było wyjaśnić, o co chodzi. Dlatego mimo kolejki załatwił wszystko szybko i sprawnie, a pani Zosia tylko raz musiała dzwonić do koleżanki po wyjaśnienie. Pan Lajkonik pożegnał się więc i wyszedł z pokoju. I wtedy okazało się, że nie ma pojęcia, jak trafić do wyjścia! Pamiętał, że przyszedł korytarzem, wyłożonym burym chodnikiem w zielony szlaczek, ale co było przedtem? Winda czy schody? A jeżeli schody, to które? Te z lewej strony windy, czy te z prawej i nieco dalej? Pan Ignacy wybrał tak, jak mu się wydawało, że będzie dobrze. Niestety, szybko okazało się, że nie jest dobrze. Na próżno wypatrywał Lajkonik kogoś w granatowym uniformie! Co więcej w pewnym momencie zniknęli również inni interesanci i pan Ignacy został sam na korytarzu w gamie brązowo-buraczkowej, nie mając pod ręką żywej duszy, której mógłby zapytać o drogę. Żywej duszy? No, chyba że za którymiś drzwiami… Pan Lajkonik zatrzymał się niepewnie przed drogowskazem. Dwie strzałki wskazywały w dwóch przeciwnych kierunkach. Na jednej z nich widniał napis „Urząd Celny”, a na drugiej… „Urząd Niecelny”. Pan Ignacy przeczytał obie i nie powiem – zaciekawiła go ta druga. Urzędy celne znał, a jednego celnika nawet osobiście, ale NIEcelny? Zdecydował, że poszuka informacji w drzwiach na prawo. Zapukał, nacisnął klamkę – było otwarte – i wszedł. Sam nie wiedział, czego się spodziewać po tak nietypowej nazwie – a widok był zaskakujący. Obszerny wspólny pokój wyglądał bardziej jak sala odpraw lotników z drugiej wojny światowej, z tym że między odprawami. No i zamiast rzędów krzeseł stały tam rzędy biurek z komputerami, ustawione koncentrycznie wokół urządzenia, które było dokładną kopią słupa zjazdowego w remizie Straży Pożarnej. Mimo tak nietypowego wystroju urzędnicy wewnątrz nie sprawiali wrażenia specjalnie przejętych. Siedzieli przed komputerami, rozwaleni leniwie w swoich fotelikach. Jeden z nich podniósł oczy i najwyraźniej miło się zdziwił. – Dzień dobry! Pan tutaj nowy? Mężczyzna ożywił się, rad z towarzystwa kogoś nowego, dla kogo wszystko w tym miejscu jest świeże i nadzwyczajne. Ignacy Lajkonik niepewnie ogarnął wzrokiem pomieszczenie. – I co, tak sobie siedzicie? Przecież to musi być straszne, taka niepewność, w każdej chwili możecie zostać powołani… do odwołania? Pan Lajkonik nie odpowiedział. Wstał i uśmiechnął się jeszcze szerzej. Czystym przypadkiem znalazł drogę, którą szybko i sprawnie mógł się wydostać z biurowca. Wyjątkowo – Post Scriptum _________ Tekst chroniony prawem autorskim (wszystkie części cyklu o p. Lajkoniku). Opublikowany w witrynie www.kontrowersje.net oraz na blogu www.madagaskar08.blog.onet.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora. Żył Matysek, nie znał biedy, Zazdrścili mu ludziska. Nikt nie myślał, żeby kiedy Przyszła kryska na Matyska. ( bis)
Czarnobrewa cud – dziewoja Zakochała się w nim skrycie .Mój Matysku, będę twoja. Będę twoja cłe życie ( bis)
Wtem ktoś inny sypnie grosza I dziewoi miłość zyska. A Matysek wziął odkosza. Przyszła kryska na Matyska ( bis)
Ze zgryzoty i frasunku Zachorował tejże doby. Przybył lekarz dla ratunku I napędził trzy choroby( bis)
Za recepty i za leki Wziął ze stajni dwa koniska. I pojechał w świat daleki. Przyszła kryska na Matyska ( bis)
Na cmentarzu nad kurhanem Modrzewiowy krzyżyk błyska A na krzyżu napisane : Przyszła kryska na Matyska( bis) Pani Agnieszka Osiecka Warszawa 33
Lakoniczna moja ! Uroczo Ty piszesz, ale króciuteńko, może dlatego, że przeważnie na odwrotach.Odwrót z Twoją buzią uśmiechniętą przyprawił mnie o zawrót. Trochę się zawstydziłem, że zalewam Cię pisaniną niekontrolowaną, i zaopatrzyłem się w papeterię, która ogranicza moja grafmanię Zupełnie się nie martwię, że możemy się znaleźć sami w pokoju, bo mam dokładnie przemyślane każde posunięcie – jestem doskonale przygotowany w domu.Natomiast martwię się o to, czy kiedykolwiek znajdziemy się sami w pokoju. Moje poczucie humoru zupełnie nie koliduje z bardzo powaznym zapotrzebowaniem na Ciebie nie tylko jako na poetkę.. Myślę, ze i Ty nie będziesz cały czas pękać ze smiechu , ze jesteśmy sami w pokoju. Przeżartowałem sobie ten liścik, anie chce mi się żartować Paryż to bardzo smutne miasto, Agnieszko bardzo Daleka ! Jeremi
….Nowe życie na śniadanie Pozwól że Cię nim nakarmię Szczęściem nie bój się nakruszyć Wypełnijmy nim poduszki… |
||||||
|
Copyright © 2026 Madagaskar08… - All Rights Reserved Powered by WordPress & Atahualpa |
||||||
Najnowsze komentarze