Odwiedziło nas

  • 9
  • 187,295
  • 82,895

Kalendarz

październik 2026
P W Ś C P S N
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

Sens klęski…

……My   
Nie tacy znowu mądrzy, lecz 
Nie tacy głupi, żeby za ziarno 
Ktoś nam wciskał plewy….. 

TYLKO ANNA GERMAN DO WIERSZA TYLKO LERMONTOWA…


Idę sam, bez celu pustą drogą
 Ciemne mgły się snują raz po raz,
 Cicha noc nie spotkam tu nikogo,
W górze roje migotliwych gwiazd…
Jakże cudnie, uroczyście w niebie,
Cała ziemia pogrążona w śnie.
Zapatrzony w przestrzeń pytam siebie
– Czemu dziś tak smutno mi i źle….
Cóż mi jeszcze niesie życie moje,
Nie żałuję utraconych lat,
Pragnę tylko ciszy i spokoju
Niech beze mnie naprzód zdąża świat…
Usnąć chcę, lecz nie tym snem mogiły
Co obróci w nicość wszystkich nas,
Niechaj w piersi drzemią życia siły
I niech oczu nie zagaśnie blask…
Dniem i nocą niech z oddali słyszę
O miłości czarujący śpiew
A nade mną niechaj się kołysze
I niech szumi wieczna zieleń drzew…

Piękne… :))))

Popołudnie z młodością…:)

Długie te nasze jesienie…

WIEDŹMINCE DLA PRZYPOMNIENIA…:)))

MOŁDAWIANKA…..

Kiedyś latem w blasku ranka
Zobaczyłem pośród drzew,
Jak czarnulka Mołdawianka
Obierała winny krzew.
    Pokraśniałem i pobladłem
 I za chwilę rzekłem już
-Pójdźmy nad rzeczułkę
Patrzeć w barwę letnich zórz.
     Rozwichrzony klon zielony szumny liść,
 Kocham ciebie, jakże mi bez ciebie żyć,
 Rozwichrzony, hej klon zielony,
 W wichurze gubi się liść.
Lecz czarnulka Mołdawianka
Tajną dróżką poszła w las,
 Obraziła mnie bogdanka,
Nie zabrała z sobą wraz
O czarnulce Mołdawiance
 Rozmyślałem często w noc
 Wreszcie w partyzantce
 Znowu złączył się nasz los.
    Rozwichrzony klon zielony, szumny liść,
Kocham ciebie…...

 

Szczęśliwej drogi…

WŁODZIMIERZ WYSOCKI… .c.d.


Po urwisku, nad przepaścią, wzdłuż samego brzegu,
konie swe popędzam batem, smagam raz po raz.
Już powietrza mi za mało, wiatr połykam w biegu,
Wiem już, że to szybko minie, że już czas, na mnie czas!

Bez pośpiechu, moje konie! Wolniej, bo tchu brak!
Na cóż słuchać wam bata, co tak nagli was gdzieś?
Ale te konie nazbyt dzikie, pędzą niczym wiatr,
Tak umyka mój czas, w pół urywa się pieśń!

Ja konie napoję, głos mój w pieśń przestroję,
Choć tak krótko mi trwać, nad przepaścią się chwiać…

Wkrótce porwie mnie śnieżyca, jak pył z otwartej dłoni,
I nad ranem mnie powloką, martwego, w tych saniach.
Czemuż tak galopujecie, rącze moje konie?
Choć o chwilę mi przedłużcie czas mojego trwania!

Bez pośpiechu, moje konie! Wolniej, bo tchu brak!
Nie są dla was panami ani bat, ani kij!
Ale te konie nazbyt dzikie, pędzą niczym wiatr,
Tak bym chciał skończyć pieśń, nim opadnę już z sił!

Ja konie napoję, głos mój w pieśń przestroję,
Choć tak krótko mi trwać, nad przepaścią się chwiać…

Już jesteśmy, u drzwi Boga, spóźnić się nie sposób,
Lecz czemuż to śpiew anieli brzmi dla nas tak wrogo?
Nie wiem, czy to dźwięczny dzwonek nie postradał głosu,
A może to ja, krzyczę do koni, by nie gnały tak srogo?

Bez pośpiechu, moje konie! Wolniej, bo tchu brak!
Jak mam długo was błagać, zatrzymajcie ten cwał!
Ale te konie nazbyt dzikie, pędzą niczym wiatr,
Choć to ży
cia już kres, niech ta pieśń po mnie trwa!


Ja konie napoję, głos mój w pieśń przestroję,
Choć tak krótko mi trwać, nad przepaścią się chwiać…


Lato w środku zimy? Dlaczego nie ..:))))