Pan Ignacy Lajkonik obudził się tego dnia w podejrzanie wesołym nastroju. Nic go nie bolało, czuł się wyspany i wypoczęty, a pogoda za oknem tym razem jakby wtórowała jego gwizdaniu, kiedy golił się przed lustrem w łazience. Było słonecznie, bezchmurne niebo wydawało się uśmiechać do ludzi, ale kiedy otworzyłeś okno – czuć było chłodny powiew, zupełnie jak od żelu do golenia, świeżo nałożonego na męski podbródek.
Pan Ignacy pogwizdywał przy goleniu dość nietypowo, mianowicie partię smyczków z pierwszej części (czyli Allegro) Piątego Koncertu Brandenburskiego, swojego ulubionego. Kiedyś, gdy wszyscy sąsiedzi wychodzili do pracy mniej więcej o tej samej porze, na gwizdanie pana Lajkonika podczas golenia zapadała w łazienkach piętro wyżej i niżej zdumiona cisza. „Jak to?” zdawała się mówić „Dlaczego sąsiad nie gwiżdże ‘Majteczek w kropeczki’ lub bardziej kosmopolitycznie ‘Yellow Submarine’?”. Pan Ignacy, co znamienne, nigdy tej ciszy nie zauważał, ponieważ w jego głowie grała cała reszta orkiestry. Wyobrażał sobie wtedy, że jest zarazem pierwszym skrzypkiem i dyrygentem, a kiedy wyobraził sobie to zbyt intensywnie, zaczynał gestykulować, jakby trzymał w dłoni batutę, a nie maszynkę do golenia. Co ciekawe, nigdy się przy tym nie zaciął.
Odświeżony i dziarski, pan Lajkonik przygotował sobie skromne śniadanie – poranną kawę z ekspresu oraz jajko w toście z patelni – nieduże kurze jajko, a czasem dwa jaja przepiórcze, wbite w wykrojoną wcześniej w kromce tostowego chleba dziurę i usmażone na maśle. Dzisiaj pan Ignacy, zanim zabrał się do smażenia, długo czegoś szukał w szafce pod sufitem, a potem ze zwycięskim uśmiechem wykroił w toście serce z piernikowej foremki.
Po śniadaniu usiadł z kawą do pracy. Włączył komputer, sprawdził pocztę, wyrzucił do wirtualnego kosza cały spam – ten przyzwoity i ten mniej, otworzył plik w edytorze i… złapał się na tym, że zamiast wziąć się za robotę, siedzi na krześle i uśmiecha się życzliwie do komputera. To stwierdziwszy, poczuł się całkowicie rozgrzeszony i zaczął wspominać wydarzenia zeszłego wieczoru.
A było tak: zapukał do drzwi pani Chandry lekko zdyszany, bo w kwiaciarni była kolejka, a pan Ignacy nie cierpiał się spóźniać. Czekanie w kolejce opłaciło się jednak; kiedy gospodyni otworzyła, okazało się, że bukiet herbacianych róż w kolorze specyficznej żółci, po brzegach wpadającym w nutę żółtaworóżową, przepięknie komponuje się z urodą pani domu i jej strojem. Pani Chandra bowiem wyglądała dokładnie tak, jakby wskazywało jej imię – czyli na rodowitą Hinduskę. Czarne, gładko zaczesane włosy zaplotła w warkocz, który opadał na plecy. Na sobie miała ozdobne, wiśniowe sari we wzorek z drobnych rozetek. Z karminem sukni przyjemnie harmonizowała pomarańczowa bluzka choli o lekko spłowiałym odcieniu. Cała postać pani Chandry, uzupełniona o biżuterię (ciężkie bransolety z ciemnego złota) i wspomniany już bukiet, wyglądała na tle wyłożonego ciemną boazerią przedpokoju jak ciepły, rozżarzony węgielek. A pan Ignacy na ten widok po prostu zapomniał języka w gębie.
Na szczęście zaraz sobie go przypomniał, ale resztę wieczoru pamiętał jak przez mgłę. Pojedyncze obrazy, dźwięki, wrażenia – zmysłowy zapach perfum, chyba drzewa sandałowego, zmieszany z wonią kadzidełka, błyski mosiężnych naczyń, zaskakująca w tym otoczeniu szarlotka z kruchutką bezą na wierzchu i zupełnie stosowna – indyjska herbata z kardamonem, a wszystko to na tle sączącej się leniwie z głośników hinduskiej muzyki, wbrew obawom pana Ignacego wcale nie jazgotliwej. A nade wszystko gospodyni, promieniejąca uśmiechem jak letnie słońce, dolewająca gorącej herbaty do czarek, a przy tym skromna i przemiła. Nisko nad stołem wisiała lampa z kloszem z tykwy, rzucająca krąg ciepłego światła na stół i oboje siedzących przy stole. W tym świetle indyjski strój pani Chandry lśnił, jakby oddawał światło indyjskiego lata, podczas którego był tkany i szyty. Kolory i zapachy kojarzyły się panu Ignacemu z leniwym, sierpniowym popołudniem, kiedy upał zelżeje, a na gałęziach drzew dojrzewają już jabłka, gruszki, śliwki i brzoskwinie o barwie indyjskiej żółci.
Przegadali z panią Chandrą („Och, po prostu Czandra”) cały wieczór, a kiedy się żegnali, pan Ignacy objął ją ramieniem i delikatnie przytulił. Potem, już na klatce, prawie skoczył i wyciął w powietrzu hołubca, bo w najśmielszych snach nie przewidywał takiego przebiegu wydarzeń tego wieczoru. Kiedy wyszedł przed blok, deszcz jeszcze padał, ale już bez przekonania; mimo to panu Ignacemu wydawało się, że przechodząc przez klatkę schodową, przeniósł się w czasie z sierpnia prosto w deszczowy październik. – A mnie jest szkoda lata… – zanucił i pognał dalej jak na skrzydłach.
Z miłych – i tak niedawnych – wspomnień obudził pana Lajkonika niecierpliwy dzwonek do drzwi. Przesunął dłonią po twarzy i poszedł otworzyć drzwi. Za nimi stał jego ulubiony siostrzeniec, Karol, z lekka już zniecierpliwiony.
– Cześć, wujek. Co się stało? Dzwonię i dzwonię, a ty nie otwierasz, już się przestraszyłem… – A pan Ignacy przypomniał sobie w tej właśnie chwili, że to już wpół do trzeciej po południu – pora, na którą on sam zaprosił w zeszłym tygodniu Karola, aby poczęstować go niezawodną-i-zawsze-się-udającą zupą pomidorową Lajkonika. Z koperkiem, oczywiście. Teraz, niebotycznie spłoszony, próbował usprawiedliwić się przed siostrzeńcem nawałem pracy.
Karol nie był z tych, którzy potrafiliby się gniewać z takiego powodu, a jeszcze na ulubionego wuja… Wzięli się obaj szybko za kuchenne przygotowania, Karol z humorem, a pan Ignacy – z błogim uśmiechem, który tak długo gościł na jego twarzy, aż siostrzeniec nie zdzierżył.
– Wujek, ty coś brałeś? Jakieś lekarstwo – zapytał podejrzliwie.
– Ale skąd! – zaprzeczył z oburzeniem pan Lajkonik.
– Bo chyba nie te… dopalacze? – upewnił się Karol.
– Chłopie, o co ty mnie podejrzewasz? –
– No bo tak dziwnie wyglądasz… To jakaś chemia? –
Pan Ignacy zastanowił się przez chwilkę
– Wiesz co, można powiedzieć, że chemia. Ale naturalna. I nawet mogę ci powiedzieć, jaka… –
Karol zamienił się w wielki pytajnik.
– To Babie Lato! – powiedział z przekonaniem pan Lajkonik i zamrugał oczami, kiedy jego siostrzeniec zaczął rozglądać się za pajęczymi nitkami i wymachiwać dłońmi w powietrzu, chcąc je złapać. Pan Ignacy Lajkonik parsknął śmiechem i śmiał się jeszcze przez dobrych parę minut. Aż do momentu, kiedy pomidorowa zupa dała znać, że jest już gotowa.
____________
Tekst chroniony prawem autorskim (wszystkie części cyklu o p. Lajkoniku). Opublikowany na witrynie www.kontrowersje.net oraz na blogu www.madagaskar08.blog.onet.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora.

:))) Dobry wieczór panu Ignacemu i Siostrzeńcowi…. :))) …
V Koncert Brandenburski…. pan Ignacy mnie nim uwiódł…… :)))
A to o tyle nietypowe, że większość Pań, które znam, nie cierpi gwizdania w domu, dowolnej melodii. Na kontro wrzuciłem jeszcze multimedia, żeby od razu było tło muzyczne, ale tu się nie chciały kody zamienić na „odtwarzacze”, nie wiem czemu, już dałem znać All_i.
Dobry wieczór. Można powiedzieć, że odcinek jest eksperymentalny, jeszcze nie pisałem „na zamówienie” czytelników : ) Ale w sumie – sam jestem zadowolony z tego tekstu. Wersja pierwotna była gotowa już wczoraj w nocy, dzisiaj jeszcze to i owo zmieniałem, szlifowałem – i jest.
Gratuluję Autorze…. jest ciepły i nastrojowy i zaraz włączę sobie Koncerty :))))
Mógłby być którykolwiek z Brandenburskich, jakoś tak mam, że nieparzyste podobają mi się bardziej, ale postanowiłem, że Piąty będzie najbardziejszy – tym razem bohater dzieli gusta z autorem : )))
V… to Beethovena …. cudo prawdziwe :)))))
V Beethovena, pomijając kulturowe spowszednienie pierwszych taktów ; ) to coś zupełnie innego jednak niż Bach – romantyzm, momentami niepokojąca, momentami tryumfująca muzyka. Lajkonik tego raczej nie słucha – jeżeli już, to kuzynka Euforia z pierwszego opowiadania : )))
o tak….. kuzynka Euforia dobrze sobie wybrała tę muzykę :))))
… Allegro z IV Koncertu lubiłam najbardziej, więc teraz muszę sie zmierzyć z gustem pana Ignacego Lajkonika :)))
O gustach się nie dysku… Eee, Allegro z czwartego jest ŚWIETNE, tzn. w swoim rodzaju – bardzo kameralne, kojarzy mi się z Bożym Narodzeniem, nie wiem, czy nie bardziej niż „Dziadek do orzechów” Czajkowskiego. Ale w Brandenburskich cenię sobie przede wszystkim rozkołysanie, tę moc, dzięki której pan Lajkonik (i autor – czasami, kiedy nie ma w pobliżu świadków ; ) potrafi się zapamiętać i rozgestykulować. Pierwszy (Allegro właśnie) jest niezły do tego, Trzeci rozkręca się chwilę, jest coraz lepiej, ale Piąty! Od razu porywa do tańca… …tuje
:))) istotnie…. allegro z V Koncertu porywa do tańca, więc ty bardziej podziwiam prezcyzję gestów pana Ignacego :))))
… a tymczasem pan Ignacy Lajkonik znalazł Babie Lato i pogodę ducha…. czy następnym razem przyjdzie ze słonecznikami ?:))))
Hmmm, to możliwe… proszę tylko nie naciskać, bo właśnie dzieje się dość delikatna sprawa – kiełkuje nowy pomysł… być może…
.. nie ma mowy o nacisku !!!! :))) czekanie na ciąg dalszy to też jest część magii :))))
Dobry wieczór:))) Pakuję się jutro rano na śniadanie do pana Ignacego. Nigdy nie jadłam tak smażonych jajek:)))
Dobry wieczór, w takim razie proszę koniecznie spróbować – zwykła szklanka i kurze jajko (ale wtedy nie zostanie wiele z grzanki), albo nieduży kieliszek (literatka może być) i jajko z przepiórki; masło rozgrzać, grzankę z dziurą podsmażyć leciutko, wbić jajko, smażyć, aż się ładnie zetnie od spodu, przewrócić całość na drugą stronę, dosmażyć. Nb. wyciętą z grzanki część też można usmażyć, zupełnie niezależnie.Pan Ignacy około ósmej jest już na nogach, wprost przeciwnie do autora : ))
Kurcze, wypróbuję..:))) Wygląda na to, że p.Ignacy ranny ptaszek jest, co mnie cieszy baardzo:)))
.. artystyczne jajka na śniadanie…to jest myśl… :)))) ja sie ustawię w kolejce, żeby nie zamęczyć pana Ignacego :))))
Szanowne Panie raczą zauważyć, że pan Ignacy na razie jest zauroczony panią C.?
Co więcej, jeszcze trochę, a tutejsi Panowie będą zazdrośni i mnie stąd wy… proszą z panem Ignacym. I będzie to absolutnie zrozumiałe!
.. pan Ignacy jest jak z piosenki, którą niedawno śpiewała Krystyna Konarska … :)))
wiemy… wiemy, ale wszak nadzieja ….. :))))
Ten wpis wymaga podwójnej pochwały, w obu miejscach opublikowania oraz w każdym tekstu.
Zatem dziękuję po dwakroć. No i muzyka do kotleta Pana nie rozprasza tutaj!
Witaj Yo la… może jeszcze będzie dramatycznie? ….. a jesli pan Ignacy zaplącze się w nitki Babiego Lata ? :))))
i zważ, że kotletów pan Ignacy nie smaży …..
…. a Siostrzeńca ma wdzięcznego :)))
Ciekawe, czy już, dobry wieczór, wie, co będzie dalej;)
:))) może pan Ignacy zamiast koperku wrzuci do pomidorowej nasiona kopru i powstanie zupełnie inna jakość ?:)))
Przy tej jakości (zupełnie) inna jakość niechybnie musiałaby oznaczać coś mniej strawnego, na przykład co?
… byłyby wariacje na temat, niekoniecznie godbergowskie :))))
Tak mnie coś tknęło i zapytałem Pani Quackie, co się jej kojarzy z nasionami kopru. Odpowiedź brzmiała „wywołanie laktacji”. Pani tego życzy panu Ignacemu, czy Karolowi? ; ))
:))) coś takiego…. laktację wywołuje anyż dodawany do mleka pijanego prze matki karmiące wg mojej wiedzy.:))))). A nasiona kopru w zupie pomidorowej nadają jej bardzo ciekawy smak……. poradź panu Ignacemu, by spróbował włożyć baldach na kilka minut…. :)))
:))) może Mu się spodoba taka wersja zupy ! Podobno mozna wywołac laktację u panów, ale przeciez nie u Pana Ignacego i jego siostrzeńca :))))
A, to pardon, może pani Q. pomylił się anyż z nasionami : ) w końcu Junior młodszy ma już prawie 11 lat, więc szmat czasu minął, od kiedy nas to mogło interesować. Z baldachem poeksperymentuję, mam nadzieję, że mi tu Wiedźma – jako Wiedząca, bo przecież taka jest etymologia – żadnych naturalnych dopalaczy nie sugeruje? ; )))
bez obaw…. ja tez lubię dobre jedzonko, nie tylko pan Ignacy :)))))
Jedzonko jedzonkiem. Ale pani Quacki jeszcze nie padła w ramiona pana Niemca. Koperek wspomaga laktację i jest wiatropędny (delikatna kobieta nir chciała pewnie wywoływać skojarzeń). Mnie sie działanie naparu z nasion kopru z tą drugą ich właściwością zapamietało:)))
Się cichutko ulotnię. Zmęczenie.. Jutro na śniadaniu u p. Ignacego mam nadzieję się spotkamy:))) Dobranoc:)
Dobranoc, snów o lecie życzę : )
PS. Ponieważ Onet nie pozwala umieszczać/ zagnieżdżać odtwarzaczy z zewnętrznych serwisów (YouTube, Wrzuta), zlinkowałem odnośne fragmenty tekstu do odpowiednich utworów w tych serwisach. Linki na szczęście można zamieszczać!
zapytaj i to All_ę…. ona wie, jak je zamieszczać :)))
Właśnie pytałem via mail, All_a dzisiaj jest zmęczona, ale zdążyła odpowiedzieć, że same filmiki i tylko właściciel bloga może. Na razie muszą wystarczyć linki – też się da, najwyżej można otworzyć nową zakładkę i czytać z madagaskarowej, słuchając muzyki w tle. Zwłaszcza w tym przypadku, jeżeli YouTube służy tylko do posłuchania muzy.
Dobranoc! W tygodniu zaszalałem z nockami, więc w piątek już się nosem podpieram…
Dzień dobry:))) GRATULACJE!!! Ale żeby nie wyjść z wprawy muszę nieco pomalkontencić!! Same zakazy, dobrze że czytać wolno:(( Po zastanowieniu się stwierdzam, że na wszelki wypadek będę w przyszłości czytał BARDZO wolno!!:)))
Dzień dobry! Tę formułkę na końcu poradzili mi mądrzy ludzie, na słuchaniu których nigdy jeszcze źle nie wyszedłem : ) i na pewno nie jest skierowana personalnie do nikogo z Was. Mam nadzieję, że nie psuje efektu całości?
Formułka jest jak najbardziej uprawniona Kwaku……….. można zmieniać kolor literek i rozmiar i rodzaj czcionki…. gdybys sobie wybrał dla tej formułki stały wzór efekt byłby jeszcze wyraźniejszy… taki znak pisarza……. :))))
Hmm, zaraz spróbuję. Nie zależy mi, żeby formułka była lepiej widoczna od tekstu, ale żeby w ogóle była. Merci za sugestię.
Zadziałało!
To i dobrze. Lubię, jak rzeczy działają, a jak jeszcze zgodnie z przeznaczeniem… : )
DzieńDobry:)) Czy na miejscu będzie pytanie, pomidorowa była z ryżem, makaronem, czy z lanymi kluseczkami???
Dzień dobry! Tak się składa, że nie znam dokładnego przepisu na pomidorową p. Lajkonika, ale z tego, co wiem, zasadniczo bywa ona z makaronem – typu nitki. Ja osobiście jadałem ze wszystkimi trzema dodatkami, Mama Quackie robi z makaronem LUB ryżem, a u Babć bywały i lane kluski. Natomiast Pani Quackie robi zazwyczaj z makaronem lub czystą, bez dodatków, ryżu i lanych klusek nie tolerują Juniorzy, do których często gęsto dostosowujemy się z menu.
Dzień dobry:) Po śniadaniu Wszyscy?? Rano Onet nie wpuszczał na Wyspę i niestety nie mogłam kawy z p.Ignacym wypić, ku uciesze, zapewne p.C :)))) Nie wiem czy owa pani – bywa zazdrosna? O bukiet jesiennych róż, np.? :)))) Pragnę ją uspokoić.. ponieważ przedpokój mój.., po podtopieniu przez sąsiadkę, mało romantyczny jest. I gdzież mi do uroku pani C.. :))))
Dzień dobry ! :))) a jesli do ciasta na lane kluski dosypie się ziółek…… prowansalskich, cząbru odrobinę i majeranku….. to wychodzi coś zupełnie innego….. :)))) kolejna wariacja na temat ….. :))))
Oooo, co za wspaniały pomysł – aż mi się zrobiło błogo na samą myśl… a dieta dopuszcza wszelkie przyprawy : ))))))))))))))
Witam:))) Wiedźminko.. może od ziółek trzymaj się z dala, cooo??? :))))) Pomidorowa z cieniutkim makaronem:))) Moje dzieciaki oczywiście z ryżem. Mama również robiła z lanym ciastem.. To tak(!!) dawno było:)
.. ja tylko nie lubię bazylii……no, moze i dobra, ale cóż począć, gdy mi nie pachnie:))))
Se! Posiekaj lubczyku!!! :)))))
o tak….. lubczyk dobrze pachnie :)))))
:))) zamroziłam gałązki …… sprawdzę, czy to lepsza metoda:))))
Do tych lanych kluseczek dobrze jest dodać świeżego szczawiu, szpinaku, brokułów…. no, ewentualnie kalafiora!! :))
:))) zwłaszcza szpinaku :)))) piękny kolor gwarantowany :))))… a Twoje obrzydzenie wręcz kosmiczne :))))
Zioła prowansalskie też wspaniałe:(
Z kaszką manną na mleku na śniadanie, co nie?Mam koleżankę, której tak bardzo podoba się słowo tymianek, że dodaje je do wszystkiego. A mnie się zbiera, od samego słuchania. Miał kiedyś gdzieś tam racje nasz Stateczek, że więcej niż trzy składniki w potrawie czynią ją niezjadalną,
Ja niezbyt lubię mieszanki wszelkiego rodzaju egzotycznych ziół, zbyt mi kadzidłem potrawy podjeżdżają:)
Wiedźmineczko, litości!! Może jeszcze dosypać szałwii, żeby człowiek nie zapomniał, że ma zęby??!!
Dzień dobry, zaspałem nieco w związku z nockami jak wyżej. Sąsiadka powinna stawić się ze ścierką lub mopem i pomóc przy porządkowaniu i suszeniu, jak sądzę.
Dzień dobry:)) Zalanie było ze dwa tygodnie temu, a skutki owego będą wychodzić przez kolejne tygodnie:( Mam nadzieję, że odespałeś zarwane nocki. Jeżeli jest to w ogóle możliwe:)
Pan Gryzoń odpoczywa lub bardzo zajęty(?), że zapytam z troską. Mając nadzieję, że nie ma innych przyczyn trzymających Go z dala od Wyspy:)
Witaj…. ale dziś spóźniony ranek. :))))
Strasznie :))) Nie umiem nic uporządkować. Najlepiej byłoby nic nie robić:)))
… może Gryzoń układa roślinki do snu już od rana ?::)))
Nie pokazał się wczoraj cały dzień, rozumiem – front, oddalony gdzieś.. a dzisiaj; pewnie wyspa prywatna, jest zabezpieczana przed zimą:) I tego się trzymam:))))
Acani, gdzieś tak ze dwa dni temu, nie eksperymentowałaś aby z jakim kabanoskiem??:)
A nie… bo wylądował… w żurku :)))) Kabanosik rzecz jasna:))))
Na zielonych trawnikach złote ilście klonów…. tak bym chciała, żeby październik do końca był słoneczny :))
… a John Lennon miałby dziś 70 lat… zostawił nam swoje piosenki :)))
Zostawił:) Idziesz ze mną do słonecznego, cichego kącika wypić kawę? Bo następny weekend może nie być już tak łaskawy. Coraz mniej liści na drzewach:) A p.Ignacy pyszną szarlotkę z bezową skorupką ma:))))Autor Lajkonika potrafi kusić.. słabe istoty:((( Aż se wiertarkę włączę :)))))
… z przyjemnością Skowronku :))))….. naszych Panów już wcięło, Stan miał uprawiać LB i robi to nader skutecznie …….
Nie ma Gryzonia!!:(( Przesłuchać wszystkie koty!!!
Racja, koty są psoty. Generalnie. Ale niektóre Gryzonie lubią słoneczko, a ono łaskawie od kilku dni pięknie grzeje. Może tym razem to ono … jest winne?
Dzień dobry:)) I Pan Gryzoń ciemną karnację sobie na zimę funduje? Możliwe:))
Dzień dobry:) Czytam. To już moje trzecie podejście do tekstu. Nie opowiem, jaki był los pierwszego i dlaczego, ale drugie skończyło się wymuszeniem na mnie… Zasiadłam przed monitorem niezmiernie uradowana, że pojawił się długo oczekiwany pan Lajkonik. Z nadzieją poznania skuteczności leczenia chandry Chandrą. Postawiłam sobie na biureczku kubek gorącej, pachnącej kawy i uśmiechając się do mojej wyobraźni rozpoczęłam czytanie. I na rozpoczęciu się … skończyło.Śpiący do tej pory na kanapie Rudzielec ni z tego ni z owego znalazł się na biurku, między mną, monitorem i kubasem kawy. Nie wiem, co go tak wzburzyło, ale drąc się na całe pyszczydło i machał straszliwie ogonem. Tak bardzo szybko, że nie zdążyłam chwycić kubka, gdy Rudy, umoczywszy raz i drugi koniec ogona w kawie, rozpoczął święcenie kawą wszystkiego wokół. Nie trzeba zbytnio folgować wyobraźni, by zobaczyć malownicze efekty spontanicznego wcielenia się kota w rolę artysty malarza. Co musiałam, pomyłam. Zastanawiam się teraz, malować sufit czy może lepiej zawiesić na drzwiach wejściowych tabliczkę z napisem: Muzeum Wizji Malarstwa Abstrakcyjnego XXX wieku, wejście za okazaniem dowodu wpłaty na …:)))Żałuję, że nie mogłam nagrać dźwięku, kawa była gorąca:(((Teraz biorę się do czytania.
U, może zazdrosny? Chociaż z drugiej strony, gdybym ja umoczył ogon w gorącej kawie… A nie, nie mam ogona. Uff. ; ))
Szczęśliwi ci którzy nie czytają, nie muszą odnawiać zbyt często pomieszczeń:))
Ps. Przepraszam zapomniałem się przywitać:)) DzieńDobry”)))
Dzień dobry. Pamiętam podobną sytuację, jaką opisuje starsza_pani, z tym, że zamiast kota wystąpił bardzo energiczny kolega, zamiast biurka z komputerem – stary tapczan, a kawa była na wpół wypita i z fusami. Efekt – brązowy zaciek na ścianie oraz suficie. Ech, burzliwe czasy studiów…
O…, udało się. Przeczytałam od początku do końca. Taaak …, człekiem wolnego zawodu być, oddawać się marzeniom od śniadania do piętnastej … I gotować pyszną pomidorówkę, narzędzie przekupstwa , czyli zbrodni …:)))Już wiem, dlaczego polubiłam Lajkonika. On mi przypomina kogoś ulubionego w realu. Wątpliwość, zagubienie, wrażliwość, marzenie, a przy tym realna trzeźwość umysłu … To wina muzyki…Podziwiam wszystkich artystów, ale na miejscu każdego z nich umiem się wyobrazić. Są tylko dwie sztuki, wprowadzające mnie na orbitę, obnażające moją nicość. Jak to pojąć? Coś z niczego. Jak religia… Matematyka i Muzyka. :)))Panie Ignacy, kocham Pana. Pan przynajmniej jedną rozumie …
Merci : )
Od wczorajszego wieczoru złozyło nam wizyte ponad tysiąc osób…. pan Lajkonik cieszy się dużą popularnością .. :))))
Wcale mnie to nie dziwi, bowiem pan Lajkonik jest Panem do zakochania … na amen:))) Gdyby Autor dogadał się z panem Lajkonikiem i wspólnie wydaliby tom opowiadań, byłabym nabywczynią jednego tomu do własnej poduszki (domagając się autografu obu panów po znajomości) i kilku egzemplarzy na prezenty dla pokrewnych dusz. Kto nie lubi urokliwej, bo prawdziwej, bezpretensjonalności, samego życia …Rany, co ja tu wypisuję, jeszcze nic nie piłam…:)))
Panie są zbyt łaskawe… pomyślimy naturalnie, ale to nie taka prosta sprawa, znaleźć wydawcę, zainteresować, wydać, wypromować…
Ja chętnie krytykę napiszę:)
O, te wizyty to gdzieś widać??? A licznik liczy unikalnych użytkowników czy odsłony?
Tajemnica Onetu, którą śledzą zainteresowani. Wchodziłam tu od wczoraj razy ośmioro, pewnie zafałszowałam statystykę. Jej Bohu, nie celowo. Wszystko przez te koty …:)))P.s. Może to i dobrze, że nie można, po zmianie czcionki, kliknąć w czerwoną linkę i przenieść się piorunem w inny świat?
Bo jeżeli NIE unikalni użytkownicy, to ja mam ustawione autoodświeżanie co 5 minut, żeby śledzić, czy nowe komentarze się pojawią… W takiej sytuacji ten tysiąc byłby, hmmm, nieco wątpliwy…
Sztuka się liczy, proszę Autora. Może jeszcze licznik-biedaczyna ma podawać wiek, płeć i staż małżeński gościa?:) Się proszę cieszyć, że toto jakoś łazi, bo potrafi się obwiesić i odciąć dziada z powroza dni kilka ni czorta nie można:(
Panie Quackie, je sem internetowy neptek. Proszę uniżenie o uwiadomienie, co to jest użytkownik unikalny? Bo unikalny dla mnie, to rzadki, albo … w dawniejszych komuszych czasach … „sam z siebie” do unikania:)))
Dobry wieczór z ukłonem i w zastępstwie Kłaczka odpowiadam: to ja jestem.
Unikalny, to znaczy że nie ma takiej możliwości, żeby włączyć odświeżanie w przeglądarce 2 x na minutę i tym sposobem zawyżać ilość odwiedzin. Liczy się nie „ile razy wyświetlono stronę”, ale „na ilu komputerach o konkretnych numerach IP wyświetlono stronę”.A pan Yo la jest jedyny w swoim rodzaju i przez to unikalny ponad wszystkie numery IP.
A czy to oznacza, że jak mam ten wyjątkowy IPN, to jestem kombatantem słusznej sprawy, czy też od razu zdrajcą narodu w każdej instancji?Skoro Pan jesteś taki mądry, pytaneczko. Dziś jest sobota (absolutnie nie niedziela, żeby sobie Pan przypadkiem nie pomyślał!), co oznacza, że jest Wuj, a Go wyraźnie przecież nie ma. I teraz tak, napisałem do Wujka list pełen troski a w nagrodę otrzymałem odpowiedź (dwukrotnie) od pana przedstawiającego się jako Post Office, że list FAILED. W związku z tym wymagana odpowiedź: Wuj dostał ode mnie zatroskany list, a cała reszta to głupi spam, czy też raczej ledwie nie dostał? W związku z oczekiwaną odpowiedzią, stanowczo przewiduje się, że właśnie Panią ostatecznie tym zagięłłem, he he.Na wszelki wypadek, bo nie ma mowy o podzięce – dobranoc
Każdy ma, Panie Yolku, taki wyjątkowy, to jest jak numer telefonu albo rejestracja samochodowa. A co do maila, to dziwne, rozumiem, że użył Pan adresu już używanego – a wpisywał Pan ręcznie, czy z automatu, aplikacja pocztowa Panu podpowiedziała gotowy? Bo jak ręcznie, to istnieje taka, nieprawdaż, wysoce nieprawdopodobna możliwość, że pan literówkę zrobił tu albo ówdzie. Jeżeli zaś automatycznie, to nie wiem – serwer pocztowy upadł, aby nie wstać? Nie sądzę, żeby konto można było zlikwidować tak z dnia na dzień, przynajmniej nie darmowe, a suponuję, że na takie Pan pisał do Wuja?
Pan próbuje tą żałosną imitacją wymigiwania się od grzecznej odpowiedzi zainsynuować, iż nie potrafię z automatu i muszę stukać (niez)ręcznie? Otóż zawiadamiam Pana, że tylko z automatu, wysłane zresztą dwukrotnie, po dwakroć poprawnie i jak najbardziej według wszelakich prawideł. Wiedziałem, że Pan nie będzie, żegnam się wymownym he he…
Poczkej ino….. Yo la…. moze goniec wróci z dobra wieścią…. 🙂
To dobrze, bo mnie już zmysły odchodzą od głowy.
Jak FAILED, to nie dostał. Ale nie wygląda po objawach, żeby miało to być czyjeś umyślne działanie, raczej łącza się grzeją i proszę nie pytać, gdzie.
Czyli przyznaje się Pan, że nie zna odpowiedzi i jest zwykłym hochsztaplerem?PS Powyższa od tej odpowiedź była do Wiedźmy, nie wiem, czemu się nie klei.
Istotnie Yo la…. jestem zagięta i wyślę gońca….. żeby sprawdził co jest grane lub nie :(((
.. to są unikalni użytkownicy :)))
raz na 1 godzinę , jak mówi Mistrzyni……:)))
A tak we w ogóle to palec mnie boli. Szanowna Pani Alla i Autorzy, wymyślcie, by na stronie mogło byc na przykład 200 komentarzy, albo by choć można je było rozwijać i czytać bez ekstra klikania w każdy. Jak na Onecie. Chce mieć Onet blogi, niech się stara!!!
Szanowna Pani Bo.. :))) Niestety, wpływu na Onet żadnego nie mamy:( Mnie też denerwuje przewijanie:))) Na stronie mieści się 49 komentarzy, 50 ląduje na kolejnej:) Przecież Onet musowo miejsce na reklamę mieć musi:)
Liczy wejścia na blog, ale każdego IP.. czy ID /obojętne dla mnie/ raz na godzinę, choćby osobnik wykonał 100 w ciągu tejże:)))
To Shylock jakiś jest!!!!!
:))) Ale wiesz:) wypadł blog, który przez dwa lata był w czołówce tylko dlatego, że w księdze gości spamerzy nabijali licznik komentarzy:))) A Pan się piekliłeś, że Onet zmusza do wpisywania dziwnych znaków:))))
To on sobie może innych zmuszać, ale nie nas!!:)
Hi, hiiii, hi :))) Ciekawe kto po panu Lajkoniku odważy się temat wrzucić:))))) Ja odpoczywam, tak jak Stan czyli LB :)))))
jakiś gustowny fragmencik z „Czarów i czartów polskich „… ? Kto jest ciekaw ?:))))
Ja poproszę! Grunt to rodzinka!!:)))))
Nie samym panem Lajkonikiem człowiek żyje, choć bez Lajkoników zyje sie trudno. Ja se pomarzę. Mnie się na Madaskarze nieźle słucha i czyta. Edukacja głupku!:)))
… do północy jest czas na decyzję…..czy nie lepiej jakiś sympatyczny utwór Lennona….. a potem zaczynam straszyć :)))))!
Już się boję:)))) A dlaczego dopiero po północy chcesz straszyć??? Już zaliczyliśmy cyferkę czarną i to szóstkę.. A Gryzon lubi gdy wszystkie niebieskie są:))))
Zastrasz Gryzonia. Po starej znajomości. Miał być. Nie ma. Jestem zawiedziona.Lennon. O, on mi sie źle kojarzy z seansem w sławnym kinie „Moskwa” w Warszawie. To był chyba 1970 rok. Wyciągła mnie doń Tereska, grali cóś o Bitlach. Rysunkowego. Chyba „Żółtą łódź podwodną”. Na zakończenie ekran rozjaśniał portretami Beatlesów. I … poczułam okropny ból. I lepką mokrość w dłoni. To była moja rodzona krew.Terenia kochała się w Lennonie, dla niego nauczyła się angielskiego, i gdy go ujrzała na ekranie, wbiła mi swoje zadbane szpony w sam środek wnętrza niespodziewającej się ataku, rozlużnionej dłoni, którą porwała znienacka.Ale Beatlesów lubię. Za samą muzykę. Słów nie muszę rozumieć.Może na przekór TACIE:)))))
A sadełko samo skacze:) Leż, leż. Pytałaś kości, ile są w stanie unieść?:)))
???? Bo….. do to kogo i o co bom niekumata ?
:))) Kumacie nieuważna, bym rzekła. To było do Mistrzyni leżącej odłogiem, wzorem Stana:)))
:)))) zawsze była Struś pędziwiatr, a rozumieć co mówisz i owszem, lubię :))))
Booo!!! Aaa przyłożyć Ci??? :)))) Jestem na diecie ;p :))))) Pierogi z kapustą i grzybami… Są pyszne:)))))
No nieeeTak to to nie ma być, co ja jestem, strach na tubylców?
:)))) ależ skąd:))) Mnie nic do głowy nie przychodzi… Wiedźminka myśli, znaczy nie jest źle:))))) Nie zauważyłeś, że Autorzy lenią się ostatnio??:))))
Noo, to ja bym wolał zmotywować niż zdemotywować, a wynika, że demotywuję. A dokładnie pan Ignacy demotywuje.Gryzona!!!
Nie czuję się demotywowana ! Za pana Ignacego tez bym się wstawiła:))))… ale mam obawę, czy Gryzon na pewno jest zdrów…..
Hmmm, nie słyszałam żeby tak mówił, a głucha nie jestem, jeszcze:)))) List gończy wyślemy :)))
… wprost przeciwnie Kwaku…. :))))) to tylko taka zachęta od Mistrzyni :))))
Jest sobota, jeśli Gryzoniowi coś, nie daj Bóg, wypadło, to Wiedźminka niech czarty dawa!!:))
Zaraz teraz Senatorze ? :))) poczekajmy krzynkę :)))
Dobranoc:)))
Dobranoc Senatorze….. będą czarty :)))) wyłącznie na blogu :)))) *
Co to są czarty? Niebywałam w szerokim świecie. Oświeć.Mnie się – ilekroć myślę o Panu Gryzoniu – widzi wrażliwy Pan-marzenie. Jak Lajkonik. Oddałabym wszystko, by tylko takich ludzi mieć wokół siebie. Wyrobiłam dziś normę gadatliwości. Niespotykane. Wszystko przez Lajkonika i jego Autora. Może dam głos za tydzień. Póki co, wszystkim, by zima nie przyszła w najbliższą środę, mimo prognoz. Pa, pa:))) Dobranoc.
Dobranoc Państwu… Idę myśleć, a zaraz potem – spać. Nieobecnym proszę przekazać ukłony, kiedy będą obecni.
Teraz Pan to mówi; ja z dobranoc byłem pierwszy.
Spokojnej Panom nocki życzę. Dobranoc:)
Nadzieję mam, że nasz Gryzonik się jutro znajdzie… Dobranoc 🙂
Dobranoc…. lampka świeci…. :))))