Gdybym był krzakiem świeżych, najczerwieńszych róż, A umieją one świeże być! czerwone! Ty — oczy tylko (tak jak umiesz) zmruż, A na ten rozkaz twój — spłonę.
I choćby szary, martwy, stał się ze mnie proch, I beznadziejna gruda z mogilnego dołu, Ty — znowu przyćmij tym zmrużeniem wzrok, A róże trysną z popiołu
Tu ptaki śpiewają, tu dłuży się czas, Na wietrze kołyszą się drzewa. I co cię skłoniło, by wybrać ten las, Z którego wydostać się nie da?
Niech nigdy już statki nie płyną pod prąd, Niech zieleń utracą swą parki, I tak już niedługo zabiorę cię stąd Do królestwa, gdzie grają fujarki.
Stulecia upłyną, lecz nigdy twój świat Otworem przede mną nie stanie. Zapewne dla ciebie to rozkosz i kwiat, I chyba najlepsze mieszkanie.
Niech woda zaleje, zatopi niech ląd, Niech echo zamilknie w pokorze, I tak już niedługo zabiorę cię stąd Do pałacu z widokiem na morze.
Ja wierzę, że kiedyś naprawisz swój błąd I zechcesz mi wreszcie uwierzyć. Ja wiem, że na rękach zaniosę cię stąd W to miejsce, o którym nikt nie wie.
Ukradnę cię, jeśli twe serce tak chce – Nie na darmo się tyle starałem. Razem nawet w szałasie nie będzie nam źle, Jeśli pałac w królestwie ktoś zajął.
Najnowsze komentarze