Odwiedziło nas

  • 59
  • 187,564
  • 82,895

Kalendarz

listopad 2026
P W Ś C P S N
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30  

Niestety, to nie jest.. Szczepanik …

   
Jak dobrze.

Jak dobrze mogę zbierać
jagody w lesie.
Myślałem,
nie ma lasu i nie ma jagód.
Jak dobrze mogę leżeć,
w cieniu drzewa.
Myślałem,
drzewa już nie dają cienia.
Jak dobrze jestem z tobą,
tak mi serce bije.
Myślałem,
człowiek serca nie ma.

T.Różewicz

Weekend… !!! Tuż, tuż..:))))

  

HEJ, TY OJCZE, CICHY DONIE!

 
       „…. Pod wieczór zaniosło się na burzę. Ciemnoszara chmura stanęła nad chutorem. Rozczochrany przez wiatr Don rzucał na brzeg grzebieniaste gęste fale. Sucha błyskawica paliła niebo za lewadami. Rzadkie odgłosy grzmotu przytłaczały ziemię. Kania krążyła pod chmurą z rozpuszczonymi skrzydłami, wrony goniły ją z wrzaskiem. Dysząca zimnem chmura szła z zachodu wzdłuż Donu. Niebo za błoniem czerniało groźnie, step milczał wyczekująco…..”

SAMOKOŁYSANKA BĄCZA

Niech ja zasnę –    ziew 

niech mam sny jak me oczęta jasne –

za firanką moich rzęs

niech mi szczęścia śni się kęs,

gdy już zasnę.

 

W sen spowity niby pnącz

Śpij pan, śpij pan, panie Bącz.

 

Niech ja lulnę –    ziew 

niech ma dla mnie mroki noc przytulne –

niech zła mucha ani nic nie tknie jagód moich lic,

gdy już lulnę.

 

Dłonie już na kołdrze złącz –

lulaj mi pan, panie Bącz.

 

Niech ja kimnę –    ziew 

niech rozgrzeją mi się stopy zimne –

niech nie wciśnie mi się ziąb

pod okrycie ciepłe w głąb,

gdy już lulnę.

 

Sen jak poncz z ust nocy sącz –

kimaj mi pan, panie Bącz.

 

Niech ja chrapnę –      ziew 

w kolorowe sny niech duszą drapnę –

ciału zaś w piernatach snu

niechaj będzie jak we mchu,

gdy już chrapnę.

 

Samokołysankę kończ

śpij pan, śpij pan, panie Bącz.

 ziew 

Jeremi Przybora  brawo 

Niech będzie Niemen….:)))) Się napracowałam:))))


  

SUR LE PONT D’AVIGNON

Ten wiersz jest żyłką słoneczną na ścianie

jak fotografia wszystkich wiosen.

Kantyczki deszczu wam przyniosę –

wyblakłe nutki w nieba dzwon

jak wody wiatrem oddychanie.

Tańczą panowie niewidzialni

” na moście w Avignon”.

Zielone staroświeckie granie

jak anemiczne pączki ciszy.

Odetchnij drzewem to usłyszysz

jak promień – naprężony ton,

jak na najcieńszej wiatru gamie

tańczą lściaste suknie panien

” na moście w Avignon”.

W drzewach, w zielonych okien ramie

przez widma miast – srebrzysty gotyk.

Wirują ptaki płowozłote

jak lutnie co uciekły z rak.

W lasach zielonych – białe łanie

uchodzą w coraz cichszy taniec.

Tańczą panowie, tańczą panie

” na moście w Avignon”.    

SUR LE PONT D'AVIGNON

Ten wiersz jest żyłką słoneczną na ścianie

jak fotografia wszystkich wiosen.

Kantyczki deszczu wam przyniosę –

wyblakłe nutki w nieba dzwon

jak wody wiatrem oddychanie.

Tańczą panowie niewidzialni

” na moście w Avignon”.

Zielone staroświeckie granie

jak anemiczne pączki ciszy.

Odetchnij drzewem to usłyszysz

jak promień – naprężony ton,

jak na najcieńszej wiatru gamie

tańczą lściaste suknie panien

” na moście w Avignon”.

W drzewach, w zielonych okien ramie

przez widma miast – srebrzysty gotyk.

Wirują ptaki płowozłote

jak lutnie co uciekły z rak.

W lasach zielonych – białe łanie

uchodzą w coraz cichszy taniec.

Tańczą panowie, tańczą panie

” na moście w Avignon”.    

LIMBA

 

 Wysoko na skały zrębie
Limba iglastą koronę
Nad ciemne zwiesiła głębie,
Gdzie lecą wody spienione.
Samotna rośnie na skale,
Prawie ostatnia już z rodu...
I nie dba, że wrzące fale
Skałę podmyły u spodu.
Z godności pełną żałobą
Chyli się ponad urwisko
I widzi w dole pod sobą
Tłum świerków rosnących nisko.
Te łatwo wschodzące karły,
W ściśniętym krocząc szeregu,
Z dawnych ją siedzib wyparły
Do krain wiecznego śniegu.
Niech spanoszeni przybysze
Pełzają dalej na nowo!
Ona się w chmurach kołysze
Ma wolne niebo nad głową!
Nigdy się do nich nie zniży,
O życie walczyć nie będzie
Wciąż tylko wznosi się wyżej
Na skał spadziste krawędzie.
Z pogardą patrzy u szczytu
Na tryumf rzeszy poziomej...
Woli samotnie z błękitu
Upaść strzaskana przez gromy.

     A.A

NIKT NIE RODZI SIĘ ŻOŁNIERZEM

  

       Ciemna ta noc, tylko w stepie wciąż słychać świst kul,
Tylko w trawach wciąż hula zły wiatr, gwiazdy blado migocą,
W tę czarną noc, wiem, kochana, ty nie śpisz dziś znów,
Przy dziecinnej kołysce wciąż trwasz, łzy ukradkiem ocierasz..

Tak kocham wciąż głębię oczu Twych, magię ich barw,
Tak chciałbym dziś móc całować je znów ustami,
Lecz czarna noc rozdzieliła, kochana, znów nas,
Pełen trwogi, czarny ten step, grożny leży przed nami.

Wierzę Ci wciąż, przyjaciółko najdroższa mych dni,
I ta wiara od kul ,ciemną nocą mnie chroni,
Radośnie mi, spokój czuję w śmiertelny ten bój,
Ty mnie czekasz z miłością więc wiem, że Twa miłość mnie broni.

Niestraszna śmierć, nieraz w stepie spotkaliśmy ją,
Teraz też krąży wciąż  tuż nade mną jej  groza.,
Ty czekasz wciąż, u dziecinnej kołyski w tę noc,
I dlatego kochana ja wiem, nic mi  stać się nie może!

Autor: Incitatus

Diabelski.. młyn… kręci się…