Your browser does not support HTML5 video.
Dzień dobry! Ja też mam urodę i charakter…..proszę mnie podziwiać !
Raz wieczór tak śpiewało wino wewnątrz flasz: „Człeku, nucę dla ciebie, kochany biedaku, W mim więzieniu ze szkła i barwnego laku Pieśni, które rozjaśnią szary smutek wasz.
Wiem, jak ludzie mozolić i trudzić się muszą I jaki jest potrzebny wzgórzom słońca żar, Ażeby mnie ożywić i zapłodnić duszą, Więc wam niosę wdzięczności dobroczynnej dar.
Och, bo mi tak rozkosznie i tak strasznie miło W strudzonego człowieka gardle zalać szloch, A jego pierś gorąca słodszą mi mogiłą Aniżeli piwniczny, stęchły, zimny loch.
W mym sercu rozedrganym brzmią dźwięki zabawy I nadziei czy słyszysz? – płynnie huczny szum, Siądź rozparty za stołem, zakasaj rękawy, Pij wesół na mą chwałę – i ty, i twój kum.
Żonie twojej rozjarzę spojrzenie – to wiem, Synkowi wrócę siłę, która w nim zanika, I dlatego cherlaka będę w życiu tem, Czym oliwa dla jędrnych mięśni zapaśnika.
Do twej gardzili wpadnę ambrozją kwiecistą, Ziarnem, ręką Wszechsiewcy rzuconym na świat, A miłość nasza zrodzi poezję przeczystą, Co wystrzeli do Boga jak najrzadszy kwiat.”
Charles Pierre Baudelaire.
Niepoważny stosunek do życia
figla ci w końcu wypłatał:
nadmiar kolorów, brak idei
zawsze się kończą wstydem i
są wekslem bez pokrycia,
mój ty Niprzypiąłni przyłatał!
My nie wierzymy w piekło w ogień tańczący same jesteśmy iskrami w naszych twarzach co noc przeglądają się zaspane gwiazdy
my z otchłani światów pachnące siarką i smołą (perfumy to też alkohol) tulimy w miękkim uścisku tych z piekła i tych z nieba
Kto nas potępi jeśli nie same śmiechem szalonym
nie dotykajcie nas ręką nie wytykajcie palcem cienie umarłego wieczoru wśród zaułków – tańczą latarnie – nasze bose stopy dzwonią dzwonią
pod księżycem jak srebrny pieniążęk (perfumy to też alkohol)
Dziś , w ciepły dzień zimowy,
Wśród niebieskiej mgły,
gdy krzaki bohatersko powstrzymują łzy,
Stało słońce, okrągłe, czerwone jak krew,
Za niedalekim polem, nad kąpami drzew
Tęskniąco-sinych……..
Gdy znikało, ujrzałam ziemię w swym obrocie ,
Wznoszącą sie ku górze z powagą maszyny,
widok, który nie ma równego,
Ja wam to mówię, świadek, zachwycony widz !
I tylko żal mi bardzo, że to było dziś,
Kiedy mi słowo „ziemia” nic nie mówi . Nic.
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Lewa noga normalna
rzekłbyś optymistyczna
trochę przkrótka
chłopięca
w uśmiechach mięśni
z dobrze modelowaną łydką.
prawa
pożal się Boże —
chuda
z dwiem bliznami
jedną wdłuż ścięgna Achillesa
drogą owalną
bladoróżową
sromotną pamiątką ucieczki
lewa
skłonna do podskoków
taneczna
zbyt kochająca życie
żeby się narażać
prawa
szlachetnie sztywna
drwiąca z niebezpieczeństw
tak oto
na obu nogach
lewej którą przyrównać można do Sancho Pansa
i prawej
przypominającej błędnego rycerza
idzie
Pan Cogito przez świat
zataczając sie lekko…..
Posłuchajcie, o dziatki, bardzo ślicznej balladki: Był sobie pewien pan na twarzy kwaśny i wklęsły, miał portek z pętnaście par ( a może szesnaście ) i wszystkie mu się trzęsły; Włoży szare:jak w febrze; włoży granatowe: też; od ślubu:jeszcze lepsze! marango:wzdłuż i wszerz. Krótko mówiąc, w którekoliwek portki kończyny dolne wtykał, to trzęsły mi się one jak nie przymierzając osika. W ten sposób przez trzęsienie, pan żywot miał bardzo lichy, bo wszędzie, gdzie wszedł, zdziwienie, a potem śmichy i chichy. W końcu babcia czy ciocia, już nie pamiętam kto, powiedziała do tego pana: "Chłopcze, ty uschniesz, bo nad portek sprawą przedziwną wylałeś trzy morza łez, a znowu nie jest tak zimno, więc spróbuj chodzić bez. Toć są materiały urocze. Toć są, kochanie. Toć. Ty kup sobie jakiś szlafroczek i w tym szlafroczku chodź; lub od razu na zadek kup sobie spódnic troszkę, a na wszelki wypadek parasolkę i broszkę; też innych rzeczy mnóstwo, kocickie ochędóstwo, rzęsy z drutu, najlony - i już będziesz urządzony, a wąsy sobie wyskub. I tak wygląasz jak biskup" Kupił pan sobie szladroczek, chodził w szlafroczku roczek, ale tylko w ciemności, bo i szlafrok trząsł mu się w całości; a portki schowane w kredensie też się nie zrzekły swych trzęsień trzęsło się całek mieszkanko, kanapy i futryny, bo to był dom melancho i bardzo cyko ryjny. Tutaj się kończy ballada o portkach się trzęsących, z ballady morał gada, morał następujący: GDY WIEJE WIATR HISTORII, LUDZIOM JAK PIĘKNYM PTAKOM ROSNĄ SKRZYDŁA, NATOMIAST TRZĘSĄ SIĘ PORTKI PĘTAKOM. Wiadomo :))) K.I.G
Your browser does not support HTML5 video.
Się udało:))))
Najnowsze komentarze