|
|
Moje kwiaty, blade kwiaty,
Do niej was posyłam w swaty.
Bo mi tęskno bez niej; proście,
Aby do mnie przyszła w goście.
W rzekę rzucam was po wodzie,
Mówcie jej o mym ogrodzie.
Że w nim słodkie jest zacisze,
Gdzie różami wiatr kołysze;
Żwirem złotym słana ścieżka
I że tutaj szczęście mieszka;
Że mam piekny staw, łabędzie
I że u mnie pierwsza będzie .
Zmilczcie –pamięć się zatarła —
Że tu jedna już umarła.
Że tak źle jej było u mnie,
Że pod darnią leży w trumie.
Leopold Staff
Po morzach wędrował — był kiedyś Farysem,
Pod palmą spoczywał, pod ciemnym cyprysem,
Z modlitwą Araba była w gmachach Khaaba.
Odwiedzał Proroka grobowce.
Koń jego arabski był biały bez skazy.
Siedmiokroć na koniu przeleciał step Gazy.
I stał przed kościołem, i kornym bił czołem,
Jak czynią w Solimie wędrowcy.
Miał droge gwiazdami znaczoną po stepie
I życie niósł własne w skrzydlatym oszczepie,
Błądzący po świecie zaufał w sztylecie,
Bo sztylet mu dała dziewica.
Gdy nocą opuszczał haremu krużganki,
By odciąć drabinę, wziął sztylet kochanki;
Choć bron była żeńska, lecz stal damasceńska
Hartowna — i złota głowica…….
Juliusz Słowacki
??????? :))))))))) :))))))) :))))) :)))))
Kłębami dymu niechaj sięotoczę,
Niech o młodości pomarzę półsenny,
Czuję jak pachną kochanki warkocze,
Widzę, jaki ma w oczach blask promienny;
Czuję znów smutki tęskne i prorocze,
Wtóruje mi znów szumięc liść jesienny
Na próżno serce truciznami poim!
Kochanko pierwszych dni! — znów jestem twoim
Patrzaj, powracam bez serca i sławy,
Jak obłąkany ptak, i u nóg ci leżę.
O! nie lękaj się ty, że łabędź krwawy
I ma na piersiach rubinowe pierze
Jam czysty! Głos mój śród wichru i wrzawy
Słyszałaś… w równej zawsze strojny mierze….
U ciebie jednej on się łez spodziewał,
Ty wiesz jak musze cierpieć — abym śpiewał.
Julisz Słowacki
Szkoda, że stało się, że niema, że.... eech, próżna mowa. Norwid, ten pisałby, Tycjan i Rembrandt, i Loon by malował. Ręce jak miękki sen, oczy jak, czy ja wiem, wiadomo oczy. Anioł szedł, szedł przez mgłę. Mówię: tak A on: nie. I zauroczył. No i łzy. A, to ty? Szkoda mi, byłyby i brzoskwinie..... biały ptak... a tu tak: czarny mak, ciemny smak, jak po winie. Teraz co? Nonny ho! Kruchy świat, kruche szkło, maski i instrumenty. Na cóż mi kwiaty i szmaragd, i gitara i okręty?
Pewien osioł, co myślał o sobie bógwico i bógwico sobie wyobrażał, jednego razu, idąc ulicą, spotkał Rzeźbiarza;
i tak do niego: "O, chyba sam Jowisz tu pana niesie świetnie, żem pana przydybał, zrobi pan moje popiersie;
żeby, pan wie, z mojej gęby blask taki bił i dowcip, no, krótko mówiąc, żebym przyszedł do potomności.
Najlepiej, wie pan, w marmurze, nie, nie w marmurze, w granicie, bo granit trwa jeszcze dłużej, w granicie to znakomicie.
A może spiż? Co pan mniema, żeby tak, panie, ze spiżu? Wiedziałem przed laty trzema coś takiego w tym... e... w Paryżu:
Przedmieście. Pnie się powoik. Cisza. Igraszki słońca. A tors, panie, stoi i stoi, a pod nim kolumna Jońska;
dalej maliny i woda, o, fotografię mam tu. A może po prostu ze złota, a oczy z wielkich brylantów?
Mistrz, niech pan się postara, nie będę zwlekał z zapłatą. A może w chmurach z gitarą? Mistrzu, ach, co pan na to ?"
Rzeźbiarz tak odparł: " Pomału! Wszystkie projekty są dobre, tylko że brak materiału to Dyrektorze, problem;
bo jeśli chodzi o pana to takiego szukaj ze świecą. Rzecz musi być wychuchana, a nie tak, żeby byleco.
Ja mam dla pana materiał, co nie ma go w żadnym sklepie". "Przepraszam, jaki materiał?" "Przyjdzie zima, śnieg spadnie, to pana ulepię". K.I.G
Raczej zawróć, raczej nadłóż parę staj,
Choćby ziąb cię spalił, wiatr oślepił —
Przed tą karczmą nie zatrzymuj sań,
Nie pij, moja miła, nie pij.
Tam z kieliszków wyskakuje siny bies,
Czuły tenor , bies rozanielony,
Stuknie w szkło — już w kieliszku pełno łez,
A on płacze, coraz wyższe bierze tony.
Stuknie w szkło, weźmie cis wstrzyma czas
I z wieczności– sama wiesz najlepiej —
Będzie łkał, jeszcze jeden do mnie raz
Przepij, moja luba, przepij.
Brzękną szkła… patrzysz w krąg — tenor sczezł,
Ton ostatni jeszcze słania się po stole,
A w kieliszku drugi bies, rudy bies,
Wyjrzał tępy — czarną bruzdę ma na czole.
Wlepił wzrok, w mózgu myśl, ostra kra —
Tęskny gzygzak tnie ci czoło między brwiami.
Stuknął w szkło — już w kieliszku jestem — JA!
Nie pij czasem, nie daj się omamić!
–Tyżeś to, miły mój? — Brzękną szkła —
Pękną ściany, dach dwupoły się rozłamie,
Miast posadzki — czarny lej bez dna
I zakracze z wszystkich stron niepamięć.
Tylko walczyk czarci będzie łkał,
Słodki walczyk — ach, niezapomniany !
Pierwsze pas, drugie pas trzecie pas
I wypłyniesz lekka poprzez ściany ………
Jerzy Liebert
Nie pytaj próżno, bo nikt sie nie dowie,
Jaki nam koniec gotują bogowie,
I babilońskich nie pytaj wróżbiarzy.
Lepiej tak przyjąć wszystko, jak sie zdarzy.
A czy z rozkazu Jowisza ta zima ,
Co teraz wichrem wełny morskie wzdyma,
Będzie ostatnia, czy też nam przysporzy
Lat jeszcze kilka tajny wyrok boży,
Nie troszcz sie o to i….. klaruj swe wina
Mknie rok za rokiem, jak jedna godzina.
Więc łap dzień każdy, a nie wierz ni trochę
W złudnej przyszłości obietnice płoche.
Kwintus Horacjusz Flakkus
wg H. Sienkiewicza.
Wśród morza ewentualności: tego, co potrzebne, mniej potrzebne i zbyteczne, tego,co przyjemne, a pożyteczne, tego, co szkodliwe, bardziej szkodliwe, a smakowite, tego, co opłacalne, bardziej opłacalne, a krzywdzące drugiego człowieka, tego, co prawdziwe, mniej prawdziwe, kłamliwe, ale dające korzyści. Nie zgubić się w tym gąszczu ani nie rozstrzygać fałszywie. Nie zgubić się ani na chwilę, ani na miesiąc, ani na całe życie. Umieć wrócić, gdy się pobłądzi. Umieć odkryć błąd, przyznać się do tego, że się było nieuczciwym, brutalnym, egoistycznym, że się skrzywdziło drugiego człowieka. Potrzeba drugiego człowieka , który pomoże, ostrzeże, upomni w imię dobra, życzliwości. Potrzeba drugiego człowieka, który uratuje od rozpaczy. Potrzeba człowieka wiernego, który nie zdradzi nie odejdzie, nie opuści, nie zdarzy się czas próby, niepowodzeń, klęsk, katastrof życiowych, gdy wszyscy się odsuną,potępią, zapomną, który pocieszy, podeprze, poda rękę, pozwoli uwierzyć w siebie, przyniesie nadzieję i radość. Bo miłość to bycie do dyspozycji, to gotowość do tego, by usłużyć, pomóc, przydać się, zaopiekować się.To chęć, by być potrzebnym. Czas jest zawsze tym egzaminatorem, przed którym nie ostanie się żadna złuda, zaślepienie.
Mieczysław Maliński
|
|
Najnowsze komentarze