Odwiedziło nas

  • 0
  • 187,590
  • 82,895

Kalendarz

listopad 2026
P W Ś C P S N
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30  

Brak tytułu

Ktoś obcy kiedyś z konia zsiadł

    I zanim wyrzekł słowo,

Liliową mojej pani dłoń

   Całował po kryjomu.

 

Ktoś obcy kiedyś stanął w drzwiach

        I zanim wyrzekł słowo,

Różanych mojej pani ust

       Kosztował po kryjomu.

 

Ktos obcy kiedys w ogród wszedł —

      I w ogród biegła pani —

Pod mego pana krzewem róż

        Ręce splatali.

 

A słuzka odtąd  jedwabny  ma szal,

       I perścień i barabanty,

I raz cłusa kiedyś ktoś obcy jej dał,

      Nim wskoczył na bułanka.  

 

 zlamane 

John Keats  

Znalezione w schowku – ładne, prawda? :) Autor?

  

Pełnia księżyca

Dusza twa jest to krajobraz rzadki,

Kędy pląsają z śpiewem i graniem

Maski urocze, choć prawie smętne

       Pod fantastycznym przebraniem.

 

Piosnka ich sławiąc miłość zwycięską

ton minorowy co chwilę wtrąca,

Sceptyczne względem własnego szczęścia

     Śpiewają w blaskach miesiąca.

 

Śpiące ptaszęta  wśród drzew rozmarza

Blask ów miesięczny, srebrzysty, szkalnny,

I do namiętnych łkań doprowadza

      Białe z marmuru fontanny.

 

 kawa  roza 

Paul Verlaine

 

ZIMA

W Anglii w grudniu bywa mglisto i zielono;

we włoszech róże kwitną i szare pod błękitnym niebem

schna liście oliwne;

W dalekiej Grenlandii zorze jak pogorzeliska płoną

U na wszystko jest ciche, miekkie i w dotknięciu

dziwne,

puszyst, zagrzebane, skostniałe,

białe….. białe…..

 

Wieczorem  rzeca sie strzałę z papieru, ny nacieszyć się

jej spadaniem,

a strzała wpada w wir śniegu, lecący nad dzwonków

perlistym drganiem.

Więc ją śledzisz, jak lata krzywo, już od puchu zimnego

pierzasta,

i — coraz mniejsza dla oczu– coraz to w ciężar urasta,

aż nagle spada pionowo, jak ołów

Twarda, skostniała i już nie  podobna do latawców,

ptaków i aniołów.

 

W dzień kto się kuli od mrozu i policzek ma jeden

biały a drugi czerwony,

i czeka na tramwaj, bo spieszy sie do dziecka, matki,

lub żony

nagle dojrzy gwiazdkę jedną, drugą trzcią –  na

 rękawie,

i staje – a tramwaj już ruszył – i patrzy i oglada

siebie samego ciekawie

w gwiazdach coraz liczniejszych od pięt aż po szyję…….

I śmieje się i idzie pieszo i cieszy się,że zyje !

 

Wiedzą o tym anioły grudniowe, o ogromnych oczach

z szronem ocienioną rzęśą,

i spieszą się i białymi rękami wielkie płachty śniegu

ponad Polską trzęsą..

 

 brawo  brawo  brawo 

K. Iłłakowiczówna

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!!!! :))))

  SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU KOCHANI :)))  martini  martini  martini  martini  martini  martini  martini  martini  martini  martini  martini  martini  martini  martini  martini  martini  martini  martini 

O mej poezji

Moja poezja to jest noc księżycowa,

wielkie uspokojenie;

kiedy poziomki są słodsze w parowach

i słodsze cienie.

 

Gdy mnie ma przy mnie kobiet ani dziewczyn,

gdy się uśpiło

wszystko i świerszczyk w szparze cegły trzeszczy,

że bardzo miło.

 

Moja poezja to są proste dziwy,

to kraj, gdzie w lecie

stary kot usnął pod lufcikiem krzywym

na parapecie .

 

Konstanty I.Gałczyński

Rozprawa z Kartezjuszem

” Cogito, ergo sum”

                 czyli „Myślę , więc  jestem!” —

Tak powiedział Kartezjusz….

 

              A ja tu z protestem!

Bo biorąc pod uwagę

             wymienione schema,

Znaczyłoby:

                  ” Nie myślę — czyli, że mnie nie ma !”

Co istotnym jest błędem,

                    gdyż w takowy sposób

Nie byłoby na świecie

                    bardzo wielu osób:

 

Producenta żarówki

                   takiej, co nie świeci,

Pewnej pani, co pisze

                  książeczki dla dzieci,

I szewca, co mi uszył

                  dwa lewe buciki,

Autora pewnej dla mnie

                  niechętnej krytyki,

Kierownika wytwórni

                  nielepkiego lepu,

I kierownika sklepu,

                 co wziął to do sklepu,

I pewnego poety

                z sąsiedniej parafii

(Który rzekł, że satyrę —

              to on tez potrafi!)

I tego moralisty,

             co go miłość drażni,

Tych, co myślą,że są mądrzy —

             no bo są poważni,

Tego, co skradł mi portfel —

             wesół, że się odkuł,

Satyryka, co pisze:

             „Hej, zniszczmy w zarosku  !”,

Kolegi, co dla sławy

               powiesić się gotów

I kilku tym podobnych

              znajomych idiotów…….

 

Ci wszyscy  wymienienie —

              wbrew Kartezjuszowi —

Nie myślą, a istnieją,

              żyją i są zdrowi !     

 

Marian Załucki   – osobiście  brawo 

            

 hehehe  hehehe  hehehe 

Tak przy nadziei,… niedzieli….:)))

 
Czy to tak oczywiste, czy to nic nadzwyczajnego,
że żyjesz, że możesz żyć, że dano ci czas, abyś śpiewał i tańczył,
Czas abyś był szczęśliwy? Po co więc tracić czas w bezsensownej pogoni? Po co się martwić co będzie jutro, pojutrze?
Po co się kłócić, zanudzać innych, robić tyle zamieszania i spać
gdy świeci słońce?
Znajdź czas, by być szczęśliwym.
   CZAS TO NIE DROGA SZYBKIEGO RUCHU POMIĘDZY KOŁYSKĄ,
A GROBEM, LECZ MIEJSCE PRZEBYWANIA W SŁOŃCU.

ŻYJ DZISIAJ! ŚMIEJ SIĘ DZISIAJ! BĄDŹ SZCZĘŚLIWY DZISIAJ! UWOLNIJ SWOJE SERCE. TWOJA RADOŚĆ I SZCZĘŚCIE NIE MOGĄ ZALEŻEĆ OD TYSIĄCA BŁAHOSTEK.
Phil Bosmans.

WESOŁYCH ŚWIĄT

 

   JOSEPH VON EICHENDORFF

Boże Narodzenie

Pusty rynek. Nad dachami
Gwiazda. Świeci każdy dom.
W zamyśleniu, uliczkami,
Idę, tuląc świętość świąt.

Wielobarwne w oknach błyski
I zabawek kusi czar.
Radość dzieci, śpiew kołyski,
Trwa kruchego szczęścia dar.

Więc opuszczam mury miasta,
Idę polom białym rad.
Zachwyt w drżeniu świętym wzrasta:
Jak jest wielki cichy świat!

Gwiazdy niby łyżwy krzeszą
Śnieżne iskry, cudów blask.
Kolęd dźwięki niech cię wskrzeszą —
Czasie pełen Bożych łask!

Brak tytułu

Tak — Alleluja!

Decyzja powzięta:

odpoczneę sobe przez te święta!

Za wszystkie trudy

codzienne i mroczne —

fizycznie, psychicznie

narszcie odpocznę….

 

Od rana już:

wanna,

potem gimnastyka poranna —

i marsz do wawra w strony obie

( a maszerująć sie skacze i kuca),

żeby dotlenić sobie płuca….

dotlenię sobie!

 

Potem sniadanko:

dzieci, wnuczęta —

jedno sie drze, a drugie pęta…

Odpocznę sobie —

jak świeta, to święta!

 

Potem przyjęcie małe zrobię:

Glińscy, Lipińscy Ciupskie obie…

Ja na Ciupskie mam fobię,

one mnie na wątrobie —

odpoczniemy sobe….

 

Potem zaprosi ciotka mnie, bo

w niej pysznoości schab i indyk —

po prostu w g ębie siódme niebo !

Siódme niebo — bez windy .

Zabiorę kwiatów więc naręcze —

odpocznę sobie….

Na półpiętrze.

 

A wieczór u Stasiów —

jak rokrocznie.

I znowu  troche sie odpocznie.

Po domowemu: swojska dzicz —

paru aktorów, parę kobiet…

Wóda, wódeczka, wódzia, brydź…

Odpocznę sobie!

 

Nad ranem mała irredenta,

ktoś zachce tańczyć — przeciez święta.

A więc charlestony, paso doble,

kujawiak, polka twisty skoczne….

Uwziąłem się….

Odpocznę sobie!

 buuu  buuu Ducha wyzionę — a odpocznę !