|
|
Ktoś obcy kiedyś z konia zsiadł
I zanim wyrzekł słowo,
Liliową mojej pani dłoń
Całował po kryjomu.
Ktoś obcy kiedyś stanął w drzwiach
I zanim wyrzekł słowo,
Różanych mojej pani ust
Kosztował po kryjomu.
Ktos obcy kiedys w ogród wszedł —
I w ogród biegła pani —
Pod mego pana krzewem róż
Ręce splatali.
A słuzka odtąd jedwabny ma szal,
I perścień i barabanty,
I raz cłusa kiedyś ktoś obcy jej dał,
Nim wskoczył na bułanka.
John Keats
Dusza twa jest to krajobraz rzadki,
Kędy pląsają z śpiewem i graniem
Maski urocze, choć prawie smętne
Pod fantastycznym przebraniem.
Piosnka ich sławiąc miłość zwycięską
ton minorowy co chwilę wtrąca,
Sceptyczne względem własnego szczęścia
Śpiewają w blaskach miesiąca.
Śpiące ptaszęta wśród drzew rozmarza
Blask ów miesięczny, srebrzysty, szkalnny,
I do namiętnych łkań doprowadza
Białe z marmuru fontanny.
Paul Verlaine
W Anglii w grudniu bywa mglisto i zielono;
we włoszech róże kwitną i szare pod błękitnym niebem
schna liście oliwne;
W dalekiej Grenlandii zorze jak pogorzeliska płoną
U na wszystko jest ciche, miekkie i w dotknięciu
dziwne,
puszyst, zagrzebane, skostniałe,
białe….. białe…..
Wieczorem rzeca sie strzałę z papieru, ny nacieszyć się
jej spadaniem,
a strzała wpada w wir śniegu, lecący nad dzwonków
perlistym drganiem.
Więc ją śledzisz, jak lata krzywo, już od puchu zimnego
pierzasta,
i — coraz mniejsza dla oczu– coraz to w ciężar urasta,
aż nagle spada pionowo, jak ołów
Twarda, skostniała i już nie podobna do latawców,
ptaków i aniołów.
W dzień kto się kuli od mrozu i policzek ma jeden
biały a drugi czerwony,
i czeka na tramwaj, bo spieszy sie do dziecka, matki,
lub żony
nagle dojrzy gwiazdkę jedną, drugą trzcią – na
rękawie,
i staje – a tramwaj już ruszył – i patrzy i oglada
siebie samego ciekawie
w gwiazdach coraz liczniejszych od pięt aż po szyję…….
I śmieje się i idzie pieszo i cieszy się,że zyje !
Wiedzą o tym anioły grudniowe, o ogromnych oczach
z szronem ocienioną rzęśą,
i spieszą się i białymi rękami wielkie płachty śniegu
ponad Polską trzęsą..
K. Iłłakowiczówna
Moja poezja to jest noc księżycowa,
wielkie uspokojenie;
kiedy poziomki są słodsze w parowach
i słodsze cienie.
Gdy mnie ma przy mnie kobiet ani dziewczyn,
gdy się uśpiło
wszystko i świerszczyk w szparze cegły trzeszczy,
że bardzo miło.
Moja poezja to są proste dziwy,
to kraj, gdzie w lecie
stary kot usnął pod lufcikiem krzywym
na parapecie .
Konstanty I.Gałczyński
” Cogito, ergo sum”
czyli „Myślę , więc jestem!” —
Tak powiedział Kartezjusz….
A ja tu z protestem!
Bo biorąc pod uwagę
wymienione schema,
Znaczyłoby:
” Nie myślę — czyli, że mnie nie ma !”
Co istotnym jest błędem,
gdyż w takowy sposób
Nie byłoby na świecie
bardzo wielu osób:
Producenta żarówki
takiej, co nie świeci,
Pewnej pani, co pisze
książeczki dla dzieci,
I szewca, co mi uszył
dwa lewe buciki,
Autora pewnej dla mnie
niechętnej krytyki,
Kierownika wytwórni
nielepkiego lepu,
I kierownika sklepu,
co wziął to do sklepu,
I pewnego poety
z sąsiedniej parafii
(Który rzekł, że satyrę —
to on tez potrafi!)
I tego moralisty,
co go miłość drażni,
Tych, co myślą,że są mądrzy —
no bo są poważni,
Tego, co skradł mi portfel —
wesół, że się odkuł,
Satyryka, co pisze:
„Hej, zniszczmy w zarosku !”,
Kolegi, co dla sławy
powiesić się gotów
I kilku tym podobnych
znajomych idiotów…….
Ci wszyscy wymienienie —
wbrew Kartezjuszowi —
Nie myślą, a istnieją,
żyją i są zdrowi !
Marian Załucki – osobiście
Czy to tak oczywiste, czy to nic nadzwyczajnego, że żyjesz, że możesz żyć, że dano ci czas, abyś śpiewał i tańczył, Czas abyś był szczęśliwy? Po co więc tracić czas w bezsensownej pogoni? Po co się martwić co będzie jutro, pojutrze? Po co się kłócić, zanudzać innych, robić tyle zamieszania i spać gdy świeci słońce? Znajdź czas, by być szczęśliwym. CZAS TO NIE DROGA SZYBKIEGO RUCHU POMIĘDZY KOŁYSKĄ, A GROBEM, LECZ MIEJSCE PRZEBYWANIA W SŁOŃCU.
ŻYJ DZISIAJ! ŚMIEJ SIĘ DZISIAJ! BĄDŹ SZCZĘŚLIWY DZISIAJ! UWOLNIJ SWOJE SERCE. TWOJA RADOŚĆ I SZCZĘŚCIE NIE MOGĄ ZALEŻEĆ OD TYSIĄCA BŁAHOSTEK. Phil Bosmans.
JOSEPH VON EICHENDORFF
Boże Narodzenie
Pusty rynek. Nad dachami Gwiazda. Świeci każdy dom. W zamyśleniu, uliczkami, Idę, tuląc świętość świąt.
Wielobarwne w oknach błyski I zabawek kusi czar. Radość dzieci, śpiew kołyski, Trwa kruchego szczęścia dar.
Więc opuszczam mury miasta, Idę polom białym rad. Zachwyt w drżeniu świętym wzrasta: Jak jest wielki cichy świat!
Gwiazdy niby łyżwy krzeszą Śnieżne iskry, cudów blask. Kolęd dźwięki niech cię wskrzeszą — Czasie pełen Bożych łask!
Tak — Alleluja!
Decyzja powzięta:
odpoczneę sobe przez te święta!
Za wszystkie trudy
codzienne i mroczne —
fizycznie, psychicznie
narszcie odpocznę….
Od rana już:
wanna,
potem gimnastyka poranna —
i marsz do wawra w strony obie
( a maszerująć sie skacze i kuca),
żeby dotlenić sobie płuca….
dotlenię sobie!
Potem sniadanko:
dzieci, wnuczęta —
jedno sie drze, a drugie pęta…
Odpocznę sobie —
jak świeta, to święta!
Potem przyjęcie małe zrobię:
Glińscy, Lipińscy Ciupskie obie…
Ja na Ciupskie mam fobię,
one mnie na wątrobie —
odpoczniemy sobe….
Potem zaprosi ciotka mnie, bo
w niej pysznoości schab i indyk —
po prostu w g ębie siódme niebo !
Siódme niebo — bez windy .
Zabiorę kwiatów więc naręcze —
odpocznę sobie….
Na półpiętrze.
A wieczór u Stasiów —
jak rokrocznie.
I znowu troche sie odpocznie.
Po domowemu: swojska dzicz —
paru aktorów, parę kobiet…
Wóda, wódeczka, wódzia, brydź…
Odpocznę sobie!
Nad ranem mała irredenta,
ktoś zachce tańczyć — przeciez święta.
A więc charlestony, paso doble,
kujawiak, polka twisty skoczne….
Uwziąłem się….
Odpocznę sobie!
Ducha wyzionę — a odpocznę !
|
|
Najnowsze komentarze