Odwiedziło nas

  • 1
  • 187,270
  • 82,895

Kalendarz

październik 2026
P W Ś C P S N
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

Przecież nie musimy jeszcze wychodzić? albo: Ależ oczywiście, że musimy

 hahaha Pewien rodzaj osób, wybierając sie w podróż pociągiem, musi mieć zawsze całą    godzinę na dotarcie do dworca odległego o parę przecznic,

A drugi rodzaj osób patrzy wtedy na pierwszy, jakby dostrzegł właśnie na jego skórze pasożyty, ale z litości nie chciał na ten temat rzec nic,

I mówi z całym spokojem, że pięć minut najzupełniej wystarczy i zostanie nawet minuta na nabycie biletów przy kasie,

A rodzaj pierwszy patrzy wtedy na drugi z wyrazem niezmiernego zdziwienia tym, że mieć jednoczesnie guz na mózgu i kwitnący wygląd najwidoczniej mimo wszystko da się.

Pierwszy rodzaj, gdy ma pójść do teatru, spożywa lekką kolację o szóstej i na spektakl nie tyle spieszy, co wręcz leci.(Skrajnym przypadkiem jest znany mi osobnik, który w ten sposób obejrzał już sporo ostatnich aktów popołudniowych przedstawień dla dzieci ),

Rodzaj drugi natomiast dopiero o ósmej zasiada do kolacji, i to obfitującej w dania,

Wygłaszając cyniczną uwage, że kurtyna idzie w górę z reguły i tak o 8:40 zamiast 8:30, która to uwaga wydaje sie rodzajowi pierwszemuwyrazem nie tyle cynizmu ile nieznośnego samozadufania,

I czego pierwszy rodzaj nie potrafi pojąć, siedząc na twardej ławce w poczekalni, gdy wagony dopiero przecztacza sie po torze,

To niesprawiedliwość faktu, ze rodzaj drugi zasiada na swoim miejscu w przedziale dokładnie w chwili, gdy pociąg rusza, czyli jednak o właściwej porze,

Czego zaś nie pojmuje rodzaj drugi, przeciskając sie koło kolan pierwszego, kiedy scena staje właśnie w blasku reflektorów,

To fakt, że pierwszy rodzaj ani trochę nie uważa, iż się wygłupił, zasiadając na widowni przed zjawieniem się w teatrze pierwszego z aktorów.

I tak z nimi jest: rodzaj pierwszy zawsze się zyrwa, podczas, gdy drugi siedzi spokojniedopatrując sie w zachowaniu pierwszego symptomów nerwicy, jeśli nie wręcz szaleństwa,

Co nie byłóoby niczym szczególnym, gdyby nie statystyczna prawidłowość, że rodzaj pierwszy z rodzajem drugim z reguły wiąże węzeł małżeństwa  🙂

 

Ogden Nash  

 

 

RETROSPEKCJA…

NU, WOT SIURPRIZ…:))

Najbliższa ojczyzna

*

Nad ranem to juz nie wiadomo,

co robić z liryką rzewną,

należałoby iść do domu,

a jestem w domu, na pewno.

 

Więc sny ? I znów jestem w Płocku,

i znów konwalie ( psiakrew),

a w Radziwiu kaczeńce i jaskry

i o świcie i o północku.

 

Należałoby pójść do Brwilna

albo do Łącka,

Sprawa nie bardzo pilna,

ale tam taka łączka,

 

taka łączka, gdzie pachną storczyki

nad jeziorem przecudnie modrym,

gdzie czeremcha naprawdę dzika,

gdzie fale, takie mądre,

przybliżają się, żeby je kochać

jak córeczkę…..

Pójść dalej, jeszcze trochę,

nad rzeczkę,

 

 a tam małże , ślimaki, pijawki

i kity trzcin i wodne lilie.

Przejrzę się w stawku

przez chwilę:

 

przeżyłem łąkę i las sosnowy,

i jezioro i Płocj i Wisłę….

Ojczyzno moja, znowu, znowu

kocham i myślę. 

Władysław Broniewski.

O upowszechnianiu czytelnictwa w USA

Ten film pokazywałam już na Kontrrrr. Przeszedł bez echa. Ludzie się wycofywali. Pewnie zaważyła tu specyficzna estetyka. Ale ja się nie obrażam na estetykę. Przeciwnie. Jak Szwejk opisywał urodę psa rasy pinczer: on jest taki brzydki, że aż ładny, i zastanawiam się nad taką brzydotą, czy tam aby nie ma drugiego dna i następnej, jeszcze większej brzydoty, trzeciego i tak dalej, aż brzydota zatoczy koło i stanie się skończenie piękna.

Co my tu, proszę szanownego audytorium, widzimy. Szkołę w murzyńskiej dzielnicy. Uczniowie zblazowani, w głowach im tylko seks, narkotyki, wóda et cartera. Szkoła, żeby umilić czas uczniom urządza koncert znanego rapera. Bo co tą młodzież może zainteresować, no co?

I raper, Bomani Armah (Darel Hancock), znany także jako  D’mite, G-Mike lub Not a Rapper

zarapował* :

http://www.youtube.com/watch?v=GlKL_EpnSp8

Czytaj książki, czytaj książki, czytaj te pieprzone książki,

Nie sport, nie magazyny, ale książki czytaj, czarnuchu (nigga)

Książki czytaj.

Wychowuj swoje dzieci, wychowuj te przeklęte bachory,

Twoje ciało potrzebuje wody, więc pij to świństwo,

Kup trochę ziemi,

Myj zęby,

Używaj dezodorantu,

Nazywa się Spid Stick i jest tani.

R-E-A-D, A, B-O-OAHH-KAYYYYYYYY~!
R-E-A-D, A, B-O-OAHH-KAYYYYYYYY~!
R-E-A-D, A, B-O-OAHH-KAYYYYYYYY~!
R-E-A-D, A, B-O-OAHH-KAYYYYYYYY~!

Czyli prawidłowo. Stań się porządnym, godnym zaufania człowiekiem.

Jeszcze jedna sprawa, godna uwagi, to melodia, będąca podkładem

ta ta ta ta, ta ta ta ta, ta ta ta ta yeach, yeach

http://www.youtube.com/watch?v=_4IRMYuE1hI

*starałam się łagodzić dosłowność, żeby Onet łyknął.

Było (?) ich trzech…

– Słuchajcie, słodkie siostry –
tak mówił stary opat:-
(Na dworze było wietrzno,
ponuro i listopad.)
Raz było trzech aniołów,
jak trzy wyborne liry,
imiona ut sequuntur1:
Piotr, Paweł i Zefiryn.
Śliczni to byłi chłopcy,
jeden w drugiego gładszy,
łaskawym na nich okiem
Pan Bóg zza pieca patrzył.
No, w raju, jak to w raju,
zielono i wesoło,
obiady, gadu-gadu,
wieczerze i tak w koło.
Lecz nasi aniołowie
coś nie bardzo byli dziarscy
i często Bóg Dobrodziej
brew zagniewaną marszczył;
i gęsto w skórę leli
aniołów rajskie zbiry –
na próżno: znów szaleli
Piotr, Paweł i Zefiryn.
Od sromu jak od gromu
cierpiały aniołówny…
Ha, było trzech aniołów,
lecz siedem grzechów głównych.
Anioł Piotr, jak to Piotry,
szklanicą zwykł się bawić
i nieraz w Mons Pietatis2
musiał skrzydła zastawić;
a gdy wyłysiał mieszek,
to wonczas furis more3
do piwnic Dobrodzieja
dobierał się wieczorem.
Paweł zasię po Pawle
rycerskie wziął zasługi:
Dzień w dzień na rajskiej łące
aniołów kładł jak długich.
Sam święty Jerzy, siostry,
przygłądał się i dziwił:
„Ho, ho, nasz anioł Paweł
bije się jak Radziwiłł.
Dobrodziej też by chwalił,
lecz właśnie śpi w obłokach”.
Tak mówił święty Jerzy
i dalej męczył smoka…
Zefiryn był muzykant,
miłośnik strun i syryng4,
niefrasobliwy, lekki,
jednym słowem, Zefiryn;
znał się na mitologii,
Achillach5 i Chimerach6,
miał skłonność do księżyca,
troszeczkę do Baudelaire’a7
i do sekretnych uciech,
nie gardził również pozą,
błąkając się, dziwacząc
andante maestoso8.
A taki był wstydliwy…
coś niby… jak Jan Jakub9;
kazania wielce ocenił:
„Do rybek” i „Do ptaków”;
chociaż wuj Zefiryna,
już taki starszy anioł,
raz widział „Słówka” Boya
pod kołdrą. (Ach, ty draniu!)
Tak żyli aniołowie,
ale nadeszła kryska
i wezwał Bóg Dobrodziej
nadanioła Matyska.
„Wypędź mi – prawi – Piotra,
Pawła i Zefiryna,
kalają Paradisum10,
ego Deus11 – daj wina!”
Po takim paternoster
i po wytrawnym winie
Dobrodziej chodził gniewny
i huczał po łacinie.
Zefiryn zasromowany
pochylił nisko głowę,
wstydził się jak Jan Jakub,
skrzydła tuląc różowe.
Piotr zasię, jak to Piotry,
bryt rygielkom i zamkom,
siedział w chłodzie piwniczki
i świecił sobie lampką.
Paweł, jak zwykle Paweł,
anioł biedny, rogaty,
na podwórcu rajowym
bił się z Jerzym w palcaty12.
Ale nic nie pomagało,
zjawił się Anioł Michał
i rzecze: „Zefirynku,
już mi nie będziesz wzdychał.
Zawołaj swoich kamratów,
tak Decyzja orzekła…
ruszaj się, pókim dobry!
ani mru-mru! do Piekła!”
Wypędziły aniołów
rajskie draby i zbiry.
Zmarnowali kariery
Paweł, Piotr i Zefiryn.
Ergo13, siostry najsłodsze,
(Boże, módl się za nami!)
lepiej wam się przed nocą
nie wdawać z aniołami.
KIG

A CO, NIE MOŻNA??!!


muz. I. Matwijenko
sł. M. Andriejew

Soczysta koniczyna,
Trzeba by już ją skosić.
Wiatr nad polami śwista
A kruk nie milknąc krąży.

Ją się rzuci w paśnik.
Wszczął dziadek nieśmiało:
– Czerwonych rąbią biali,
Czerwoni rąbią białych.

Końca wojny nie widać,
Patrząc przez wąskie okna,
Rosjanie rąbią Rosjan…
Rosjanie rąbią Rosjan…

Końca wojny nie widać,
Patrząc przez wąskie okna,
Rosjanie rąbią Rosjan…

– O co, dziadku, wojowali?
Źle się siedziało w chatach?
– Jedni, by nie było biednych,
Drudzy nie chcieli bogatych.

– Czerwonych rąbią biali,
Czerwoni rąbią białych.
– Słońce o brzasku jasne,
Czereśnie już dojrzały.

Końca wojny nie widać,
Patrząc przez wąskie okna,
Rosjanie rąbią Rosjan…

– Na Kozaków, jak kiedyś,
Czekają ich Kozaczki,
Nie na bogatych czy biednych,
A po prostu kochanych.

– Dziadku mój, dziadku drogi,
Żar jest, chodźmy popływać.
Za to szczerze mi powiedz,
Czyją stronę mam trzymać ?

Końca wojny nie widać,
Patrząc przez wąskie okna,
Rosjanie rąbią Rosjan…
Rosjanie rąbią Rosjan…

Końca wojny nie widać,
Patrząc przez wąskie okna,
Rosjanie rąbią Rosjan…

ODESZŁA…….

’…..Żegnaj bez uścisku dłoni i bez słowa.
Nie martw się, cień smutku z czoła przegoń.
W życiu ludzkim – śmierć to rzecz nie nowa,
A i życie samo – nic nowego…..:


S. Jesienin

On dla mnie…

On dla mnie nie był przechodniem,
ja o nim wiedziałem niemało:
jak przez głowę ściągało się spodnie
i jak życie bystro mijało,

ja wiedziałem, że on z pomarańczy
poprzez jakieś sztuczki magiczne
każe mnie i  tobie zatańczyć,
no i żeby to było śliczne,

ja wiedziałem, że on pod spodem
swojej duszy żarliwej, rzewnej
miał z Szekspira kogoś jak Spodek,
no i portret zaklętej królewny,

że ocalić od zapomnienia
chciał ten świat i ciebie, Natalio…
Do widzenia, miły, do widzenia,
spotkam ciebie ze zwykłą nostalgią.

W.Broniewski.

  

TUMBAŁAŁAJKA

Stoi chłopiec, stoi i myśli
Myśli i myśli przez całą noc
Którą wybrać, aby się nie wstydzić?
Którą wybrać, aby się nie wstydzić?

Tum-bała… tum-bała… tum-bałałajka,
Tum-bała… tum-bała… tum-bałałajka,
Tum-bałałajka, graj bałałajko,
Graj bałałajko, będzie dobrze!

Dziewczyna, dziewczyna rzekła mi znów,
Co może rosnąć, rosnąć bez deszczu?
Co może palić się wiele lat?
Co może tęsknić i płakać bez łez?

Tum-bała… tum-bała… tum-bałałajka,
Tum-bała… tum-bała… tum-bałałajka,
Tum-bałałajka, graj bałałajko,
Graj bałałajko, będzie dobrze!

Głupi chłopczyku, dlaczego znów pytasz?
To kamień może rosnąć, rosnąć bez deszczu.
To miłość może płonąć wiele długich lat.
Serce może tęsknić i płakać bez łez.

Tum-bała… tum-bała… tum-bałałajka,
Tum-bała… tum-bała… tum-bałałajka,
Tum-bałałajka, graj bałałajko,
Graj bałałajko, będzie dobrze!


A to jest piosenka śpiewana przez Halinę Kunicką do tej samej melodii, tyle, że słowa zupełnie inne i tytuł na Czumbalalajka zmieniony. Niby to samo, a jednak……:



Czumbala, czumbala, czumbalalajka,
czumbala, czumbala, czumbalala…
Czumbalalajka, to bałałajka,
u progu nocy refrenik gra.

Co mi przyjdzie z tej piosenki?
Żal nieduży, mały gniew.
Coś się zaczęło, przeszło, minęło,
pozostał tylko uparty śpiew:

Czumbala, czumbala, czumbalalajka,
nic nie mów, bo słowa zabiera wiatr.
Choć może szczerze – ja ci nie wierzę,
już tyle bajek wymyślił świat.

Nie odpędzisz tej piosenki,
trąca struny, dzwoni w krąg,
zagląda w oczy, kołem się toczy,
jak złoty cekin z Cyganki rąk.

Blask ognia tasuje karty w kabale,
jest dama dzwonkowa, czerwienny as.
Gra bałałajka, czumbalalajka,
cygańskie karty złączyły nas.

Noc na strunach kładzie ręce,
rosną cienie w talii kart.
Naprzeciw ciebie – sam o tym nie wiesz –
z kartami w dłoni miłość lub żart.

Czumbala, czumbala, czumbalalajka,
przegrałeś swe serce i jesteś sam.
Z księżycem w przedzie tabor odjedzie,
tylko piosenka zostanie nam.

Czumbalalajka, czumbalalajka,
czum, czum, czumbalalajka,
czum, czum, czumbalala!

Czumbalala, czumbalala, czumbalalajka,
dziś stawiam wam karty za grosze złe.
Wróżę najtaniej, panowie, panie.
Na co wam serca? Dajcie mi je!

Wróżę najtaniej, panowie, panie.
Na co wam serca? Ech! Dajcie mi je!