Poemat napisany przez Maksa Ehrmanna, zawierający wskazówki na temat dobrego życia.
Pogłoska na temat anonimowego autora i błędna data powstania utworu – 1692 – pochodzą stąd, że pierwsza strona owej gazetki, na której znajdował się tekst „dezyderaty”, miała stopkę z informacją: „Stary kościół św. Pawła” i datą 1692 (w rzeczywistości to data powstania parafii i budowy pierwszego, już nieistniejącego kościoła). Wskutek częstego kopiowania jedynie tej strony, informacja zaczęła być błędnie odczytywana.
Dezyderata
Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu, pamiętaj jaki spokój może być w ciszy.
Tak dalece jak to możliwe, nie wyrzekając się siebie, bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi.
Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchając też tego, co mówią inni: nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swą opowieść.
Jeżeli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie.
Ciesz się zarówno swymi osiągnięciami jak i planami. Wykonuj z sercem swą pracę, jakkolwiek by była skromna. Jest ona trwałą wartością w zmiennych kolejach losu.
Zachowaj ostrożność w swych przedsięwzięciach – świat bowiem pełen jest oszustwa. Lecz niech ci to nie przesłania prawdziwej cnoty; wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie jest pełne heroizmu.
Bądź sobą, a zwłaszcza nie zwalczaj uczuć; nie bądź cyniczny wobec miłości, albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań jest ona wieczna jak trawa.
Przyjmuj pogodnie to, co lata niosą, bez goryczy wyrzekając się przymiotów młodości. Rozwijaj siłę ducha, by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.
Obok zdrowej dyscypliny bądź łagodny dla siebie. Jesteś dzieckiem wszechświata: nie mniej niż gwiazdy i drzewa masz prawo być tutaj i czy to jest dla ciebie jasne czy nie, nie wątp, że wszechświat jest taki jaki być powinien.
Tak więc bądź w pokoju z Bogiem, cokolwiek myślisz o Jego istnieniu i czymkolwiek się zajmujesz i jakiekolwiek są twe pragnienia; w zgiełku ulicznym, zamęcie życia, zachowaj pokój ze swą duszą.
Z całym swym zakłamaniem, znojem i rozwianymi marzeniami ciągle jeszcze ten świat jest piękny…
Najpierw zastanówmy się, po co Zenek ożenił się z Kryśką.
Na wstępie odrzucimy ewentualność, że wiele lat temu o poranku Zenek ocknął się znienacka będąc na gigantycznym kacu i ujrzał koło siebie kompletnie nieznaną kobietę z obrączką ślubną na palcu, po czym z przerażeniem spostrzegł na swoim palcu taką samą obrączkę. Takie rzeczy mogą się zdarzyć, ale zwykle działają wtedy siły nadprzyrodzone, a my tu rozważamy przypadki zwyczajne i prawdopodobne. Takimi siłami nadprzyrodzonymi, przypominam, są na przykład duchy, po łacinie spirytus, przepraszam, w liczbie mnogiej to będzie spirytualia.
Dlaczego więc przydarzyło się to Zenkowi. Przecież był cichy, jak ta ćma, szary jak ten dym i nic mu się nie przydarzało, bo i z kim? Na to wszystko się znalazła Kryśka. To ona osaczyła, postanowiła i przeprowadziła za niego. Dlaczego akurat Zenka? Bo był cichy, jak ta ćma, szary, jak ten dym i nic mu się dotychczas nie przydarzyło. Więc złapała, było łatwo, bo lepszy wróbel w garści et cartera.
Zenek zaś oczekiwał, że Kryśka się zajmie różnymi sprawami życiowymi, co go uwolni od troski. Że będzie pamiętać o terminach, czystych koszulach, opłatach, odłoży trochę grosza, bo on nie umiał. Słowem, że zostanie menadżerem. A jeszcze ugotuje, upierze, uprasuje, posprząta. Co do seksu, to i owszem, ale wymagania miał w normie. Zresztą byli wtedy oboje młodzi, krzepcy.
Jest wielu takich jak Zenek. Można ich podzielić z grubsza na dwie grupy:
1 Konsekwentnych, którzy jak już oddali się w zarządzanie, to we wszystkim. Takich przyjęło się nazywać pantoflarzami
2 Niekonsekwentnych, którzy by chcieli, aby skutecznie zarządzała, ale pozostawała posłuszna, potulna, przymilna, co jest niemożliwe, bo takich cech menadżer nie posiada. Stąd kłótnie, swary, bo ona nie ustąpi nawet na jotę.
No to w Polskę idziemy, drodzy panowie.
My idziemy, drodzy panowie, a żony barchanowe chrapią w noc.
Żony barchanowe Młynarski zapożyczył. Wyłącznie tę zbitkę, z pominięciem kontekstu, stąd zabrzmiało pejoratywnie. U Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej nie wypadło tak źle :
Ciotki nie były piękne, nie miały nic z wróżek.
Były dzielne, szczawiowe, barchanowe żony.
Brały serio swe dzieci, kwiaty i owoce,
Mężów trzymały krótko, perfum nie lubiły,
Zasypiały spokojnie w księżycowe noce,
Pełne kurzej tężyzny i jaglanej siły.
Kryśka?
Cóż, Pani Chandry z niej żadna siła nie zrobi. Nie ten typ. Ale tak jak ta kelnerka, Kryśka kiedyś mogła wyglądać.
Było to daleko stąd, na pewnej farmie. Któregoś dnia osioł farmera wpadł do głębokiej studni. Zwierzę ryczało żałośnie godzinami, podczas gdy farmer zastanawiał się, co zrobić.
W końcu farmer zdecydował. Zwierzę było stare, a studnię i tak trzeba było zasypać. Nie warto było wyciągać z niej osła. Zwołał wszystkich swoich sąsiadów do pomocy. Wzięli łopaty i zaczęli zasypywać studnię śmieciami i ziemią. Z początku osioł zorientowawszy się, co się dzieje, zaczął ryczeć przerażony. Nagle, ku zdumieniu wszystkich, osioł uspokoił się. Kilka łopat później farmer zajrzał do studni. Zdumiał się tym, co zobaczył. Za każdym razem, gdy kolejna porcja śmieci spadała na ośli grzbiet, zwierzę robiło coś niesamowitego. Otrząsało się i wspinało ku górze. W miarę, jak sąsiedzi farmera sypali śmieci i ziemię na zwierzę, ono otrzepywało się i wspinało coraz wyżej. Niebawem wszyscy ze zdumieniem zobaczyli, jak osioł przeskakuje krawędź studni i szczęśliwy oddala się truchtem!
Życie będzie zasypywać cię śmieciami, każdym rodzajem brudów. Sposób, aby wydostać się z dołka, to otrząsnąć się i zrobić krok w górę. Każdy z naszych kłopotów to jeden stopień ku wolności…
Byli w jednej wsi gazdowie bardzo bogaci, mieli syna jedynaka i chcieli go byli strasznie dobrze ożenić .Ale wybór był trudny, bo dziewki pchały się jedna przez drugą i każda swoje cnoty przestawiała.
Aż raz powiada baba do chłopa :
– Wies Wojtek, tak nie zrobimy nic. Nie poznas cłowieka, ino wtedej, kie nie wie, ze na niego patszis. Oblec sie za dziada i pomniendzy hałupy idź – wtóra cie dziewka nolepi obdarzy, s tom nasego Kube ozenime. Bedzie noplpsa.
Zwidziało się to chłopu, ta babska rada, wdział stara czuchę, łatane portki, wziął na plecy torbę, w rękę kij i poszedł. Rzekomo dziad.
Idzie pomiędzy chałupy, chodził cały dzien, wrócił wieczorem i siada na ławie zmartwiony, a gębę miałz jednej strony spuchniętą.
– No coa – pyta baba – Wtoraz – ci sie na niewiaste udała ?
– He – powiada chłop – obió trudny. Zasełek ku piersej: dała mi spyrki, zasełek ku drugiej: dała mi obrozek swiencony, zasełek ku trzeciej: wyprała mi kosule – coz teroz wies?Jedno scodra, drugo nanozno, trzecio robotna – syćkie dobre.
– Hm – mriknęła baba – Iści ze obió trudny…. ale coz ci to, mas gębe spuchnionom ?
– E to nic, gwary nie warce. Zasełek ku scwortej, dała mi w pysk – powiada chłop.
A baba jak nie skoczyz ławy, jak nie krzyknie:
– E głuptaku jeden ! Nie godos nic? I jesce medetujes? Jedy to tak, jakby ci som Pon Jezus Przenajświentsy z nieba palcem pokazał !
Najnowsze komentarze