Odwiedziło nas

  • 2
  • 187,285
  • 82,895

Kalendarz

październik 2026
P W Ś C P S N
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

Co się zdarza w upał….

 hehehe 

Szedł po świecie Bajdała,

Co go wiosna zagrzała.

Oprócz siebie wiódł – szkapę, porócz szkapy – wołu.

Tyleż tędy, co wszędy, szedł z nimi pospołu.

 

Zachciało się Bajdale,

Przespać upał w upale.

Wypatrzył zezem ściółkę ze mchu popod lasem,

Czy dogodna dla karku – spróbował obcasem.

 

Poległ cielska tobołem

Między szkapą a wołem

Skrzywił gębę na bakier i jęzorem mlasnął.

I ziewnał w niebogłosy i splunął i zasnął.

 

Nie wiadomo dziś wcale

Co się śniło Bajdale?

Lecz wiadomo, że szpecąc przystojność przestworza,

Wylazł z rowu Dusiołek, jak półbabek z woza.

 

Pysk miał z żabia ślimaczy -.

(Że też taki żyć raczy !) –

A zad tyli, co kwoka, kiedy znosi jajo.

Milcz gębo nieposłuszna, bo dziewki wyłają!

 

Ogon miał ci z rzemyka,

Podogonie zaś z łyka.

Siadł Bajdale na piersi, jak ten kruk na snopie.

Póty dusił i dusił, aż coś warkło w chłopie.

 

Warkło, trzasło, spotniało!

coć się stało Bajdało?

Dmucha w wąsy ze zgrozy, jękiem złemu przeczy –

Słuchajta wszystkie wierzby, jak chłop przez sen beczy!

 

Steral we śnie Bajdała

Pół duszy i pół ciała.

Lecz po prawdzie niedługo ze zmorą marudził –

Wyparskał ją nozdrzami, zmarszczył się i zbudził.

 

Rzekł Bajdała do szkapy :

Czemu zwieszasz chrapy ?

Trzeba była kopytem Dusiołka przetrącić,

Zanim zdążył mój spokój w całym polu zmącić

 

Rzekł Bajdała do wołu :

Czemus skąpił mozołu ?

Trzeba było rogami Dusiołka postronić,

Gdy chciał na mnie swej duszy paskudę wyłonić!

 

Rzekł Bajdała do Boga :

O, rety  – olaboga !

Nie dość ci żeś potworzył mnie , szkapę i wołka,

Jeszcześ musiał takiego zmajstrowac Dusiołka?  w 

 

B.Leśmian – Dusiołek

 

ZaKoftowanie

Ewa Błaszczyk – Kiedy serce śpi
http://www.youtube.com/watch?v=ZzSciWPoAA8&feature=related

Kiedy serce śpi, daj odpocząć mu
Przecież czeka je nowy ból
Na czas jakiś wejdź w codzienności tło
Mniejsze dobro w niej, mniejsze zło

Pośród zwykłych spraw niech mijają dni
A ty żyj!

Kiedy serce śpi, daj odpocząć mu
By nabrało sił, przecież czeka je nowy ból
Kiedy serce śpi, jak zmęczony ptak
Nie budź nigdy go, sił mu brak
Jest zmęczone twych uczuć zmienną, grą,
Niechaj sobie śpi, a ty z nim

Pośród sennej mgły niech mijają dni
Serce śpi
Zęby wzlecieć znów, żeby znów się wzbić
Musi nabrać sił, nim nadejdzie to, co ma być
Kiedy serce śpi, daj odpocząć mu
Przecież czeka je nowy ból
Kiedy zbudzi się, wtedy da ci znak
Zatrzepoce jak w sidłach ptak
Jeszcze wyrwie się, jeszcze jeden raz
Frunie w blask

Kiedy serce śpi, miłość zbudzi je
Znów tęsknota, lęk, gorycz, radość
W nie, wejdzie w nie
Kiedy serce śpi, daj odpocząć mu
Przecież czeka je nowy ból
Na czas jakiś wejdź w codzienności tło
Mniejsze dobro w niej, mniejsze zło
Pośród zwykłych spraw niech mijają dni
A ty żyj!
Kiedy serce śpi, daj odpocząć mu
Przecież czeka je nowy ból

LATO

 

MÓJ KOŃ…

Colas Breugnon

 hahaha 

Wypędzili z raju aniołowie

Ludzi, ptaki i strwożone sarny,

Zamiast ambrozji słodkiej i złotej

Krowie mleko nam dali i chleb czarny.

 

Myślał Bóg, że łamiąc chleba ćwiercie

W gniewie okrutnym załamiemy ręce,

A oto nam się chleb wydał słodszym od ambrozji

I wzniesliśmy ręce w podzięce.

 

Oto krowy na łąkach zielonych

Ciepłym mlekiem trysnęły w dzbany

I w obłokach dzbanów glinianych

Zobaczylismy raj nam zabrany.

 

Naszych piesni jabłonie srebrzyste

Przesłoniły Twój majestat, jasny,

Zakazany owoc zrywamy

I dzielimy go wspólnie z niewiastą.

 

Przepłynęła nam przez serca radość

Musującą jak strumień nowiną –

Dałeś Panie, kielich goryczy,

Mysmy gorycz zamienili w wino.

 

Łuki światyń, jak brwi Twe gniewne

Zacisnęły nad nami niebiosa,

O, Panie, rozchyl zasłony niebieskie,

Ukaz jasną twarz Dionizosa.

 

Jerzy Liebert hahaha 

W szeregu…


Co taki człowiek z życia ma
Któremu wciąż pobudka gra
W co taki człowiek, czyli ja
Wciąż poganiany wierzyć ma
Mnie bardzo nudzi równy szyk
Alarmu hałas, pieśni rytm
Rozkazy próżnych starych wyg
Co z wiersza czynią pusty bryk
Ja chcę być ogromna jak los
I mała jak kos, przeklinam wciąż kaprali głos
Ja chcę być obłędem we śnie
Okrętem we mgle, nie słyszeć jak pogania mnie
W szeregu nie chcę, nie chcę stać
W szeregu ziewać, gnić i spać
Co tydzień baty głupio brać
I dostatecznie w końcu zdać
Co taki człowiek powie gdy
Otworzą się ostatnie drzwi
Czy będzie to wesoły szok
Czy każą znowu równać krok
Ja chcę być ogromna jak los…
Znajomych ludzi w raju tłum
Aniołów zwinnych cała brać
Lecz zamiast tańczyć, spijać rum
W szeregu znowu muszą stać
Na ziemię każdy wracać rad
Lecz nazbyt biedny jest ten świat
W szeregu biegniesz kilka lat
A potem jazda w boski sad
Ja chcę być ogromna jak los…..
(słowa;A.Osiecka)

Jej skarga (ballada patetyczna)

Wy mię zwiecie wzgardliwie „pewną częścią ciała”?
Kto me imię wymówi – ten nieprzyzwoity?
Na tronie faraonów jam już królowała!
Jam siedziała w rydwanie złotym Afrodyty!

Wieki mijały, dawne bóstwa umierały…
Zagasła Grecji, Rzymu legenda promienna…
Ja przetrwałam: tak miękka, a twardsza od skały
Przetrwałam całe dzieje ludzkości – niezmienna.

Czy to królewski pałac, czy kmieca chałupa,
Jam jest na każdym miejscu, chociaż pogardzana…
Rymują mnie poeci pięknie – do biskupa!
Śród możnych świata tego – jam pierwsza sadzana.

Czy Sejm, czy pyszny Senat, czy Ministrów Rada,
Undo, Ende, Enpeer, Pepees, czy Bebe,
Choć buzia często gada – ale kto zasiada?
I kto tam „ma interes”? I kto „ma potrzebę”?

Zawiść przeto nie daje innym częściom ciała
Ani chwili spoczynku… Z zawiści tej szydzę!
Mówią, że mnie ze wstydu ludzkość tak schowała?…
To fałsz! Insynuacja! Ja się ludzi wstydzę!

Chodziłam jak westalka ongi, cała w bieli…
Jaśniałam różanością rozkosznej charyty…
A dzisiaj się zamknęłam w obcisłych szat celi,
Aby nie patrzeć na ten świat – nieprzyzwoity!

Poniewierana wskutek przestępstwa czy grzechu,
Jakież spełniałam czyny, jakież srogie zbrodnie?
Gdy pragnę pełną piersią zaczerpnąć oddechu,
Dławi mnie kat więzienny – bezlitosne spodnie!

Kto z was w mojej obronie stanąć się odważy?
Kto pokaże mię światu bez osłonek – gołą?
Kto nazwie mię serdecznie „młodszą siostrą twarzy”
I z miłością ojcowską ucałuje w… czoło?

Upośledzona, cierpieć muszę za miliony…
Przodkami mymi były dawne bohatery…
Siadam na tronach – sama będąc bez korony!
A imię moje sławne to: cztery litery!

                                               (Julian Ejsmond)

Pamięć

Pamięć świadoma jest to władza (funkcja) umysłu, za której pomocą sięgamy do naszych przeszłych doświadczeń i dzięki której możemy wykorzystywać pochodzące z doświadczenia i mentalnej aktywności (refleksji) informacje. Tyle definicja. W telegraficznym skrócie.

Uczono mnie, że kształtuje się od 6-ego roku życia. Wszystko co „zapamiętałam” wcześniej to opowieści tych, którzy byli świadkami „zapamiętanych” przeze mnie wydarzeń…

Tylko, że….

Śpię, leżę w łóżeczku, ile mam lat nie wiem. Śnię. W moim śnie pod sufitem wisi dziurawe, zardzewiałe wiadro. Wyłażą z niego robaki, spadają na mnie. Budzę się z krzykiem.

Mama wróciła ze szpitala z młodszym braciszkiem. Wcześniak. Malutkie mieszkanie. Muszę spać z opiekunką. Straszna burza. Przez okno widzę drzewa, które łomoczą gałęziami w okno, chcą mnie porwać. Płaczę, boję się. Mama daleko, zajęta braciszkiem. Dostaję od opiekunki, starej kobiety, która chyba nie lubiła dzieci, w tyłek i milknę.

Mam 4 lata. Tata wozi mnie na sankach. W pewnym momencie sanki wywracają się i ląduję w zaspie. Przeżywam chwile grozy zanim zostanę z niej wyciągnięta.

Rok starsza jestem świadkiem jak kolega wyciąga ze studni na łące po której biegaliśmy, takiej z niską cembrowiną, w której pojono krowy, swojego młodszego brata. Nie było z nami nikogo dorosłego. Nikogo kto mógłby nam to potem opowiedzieć.

Mniej więcej w tym samym czasie. Łąka w rozkwicie rozbrzmiewa brzęczeniem pszczół. Nieuniknionym było nadepnięcie bosą stopą na jedną z nich czasami. Starszy brat wyciągał żądło i biegłam dalej radosna. Do czasu gdy ktoś, nie pamiętam kto, powiedział mi, że pszczoła umiera zostawiając żądło w stopie. Ta wiadomość wywarła wpływ na całe moje późniejsze życie. To się podobno nazywa nadwrażliwość. Powinno się ją leczyć, ale rodzice zaniedbali.

Mam 5 lat gdy wyprowadzamy się z Raju, wsi daleko od szosy. Moje ostatnie wspomnienie stamtąd. Stoję wśród kobiet i coś opowiadam. Zawsze byłam przemądrzałą gadułą, dumną, że dorośli mnie słuchają, chociaż, co można zaliczyć mi na plus, nigdy nie zamykałam uszu na ich słowa, chłonęłam je całą sobą.
Stoimy pod wielkim drzewem. Mój wzrok przykuwa coś, co jednocześnie fascynuje i przeraża. Turkuć podjadek.

W końcu pamięć świadoma.
Chodzę do przedszkola we wsi do której przeprowadzili się rodzice. Po raz pierwszy mam wystąpić publicznie. Poza przedszkolem.
Zielone Świątki. Zwane wtedy Świętem Ludowym. Wielka impreza plenerowa. Z atrakcjami. Będę śpiewała!
Byłam łobuziakiem. Na nic zdało się mamine szorowanie, zakładanie świątecznych ubrań „na okazję”.
Na poranną mszę w miejscowym kościele zabierają mnie nastoletnie sąsiadki. Wracam nie nadająca się do pokazania ludziom, jak twierdzi mama. Brak bieżącej wody. Na koniec mycie nóg w miednicy stojącej naprzeciwko okna przez które widzę kłęby czarnego dymu.
Zanim zabrzmi syrena słyszę krzyk. Pali się! Tego dnia spłonęło pół wsi. Pokazywali w telewizji, podobno. Nie widziałam. Pamiętam tylko helikopter krążący nad płonącą wsią. Podobno tam umieszczona była kamera. Podobno.
Tak się skończył nie zaczynając mój pierwszy występ na scenie.

Grażyna Brodzińska – Pamięć
http://www.youtube.com/watch?v=oiRh2v6kr-E&feature=related

Czyściec, rozdział 4

Streszczenie poprzednich odcinków.

Czyściec okazał się słabo przygotowany na przyjęcie mrowia dusz. Aniołowie odpowiedzialni za werbunek wprawdzie się wywiązali nad podziw dobrze, ale odpowiedzialni za całą logistykę kiepsko, a nawet wcale. Dusze trzeba było skompresować, bo Czyśćcowy Beton nie pozwalał iść na żywioł. Ja zostałam wysłana w delegację do Raju po radę.

 

Droga biegnąca wzdłuż muru była kiepska: nieutwardzona, wyboista, wąska, kręta. Doprowadziła mnie na tyły Rajskiego Pałacu, gdzie znalazłam masywną, bramę, opatrzoną napisem „WEJŚCIE DLA SŁUŻBY I DOSTAWCÓW” Wylegitymowałam się strażnikowi i wjechałam do środka. To była ta część Rajskiego Pałacu, której wcześniej nie znałam. Można by rzec: od kuchni. Parking, magazyny, składy, kotłownie, pralnie, maszynownie. Po ścianach i pod sufitem wiły się jakieś rury i kable. Mnóstwo tego było, szłam korytarzem i zdawało  mi się, że nigdy się ten marsz nie skończy. Było nieprzyjemnie chłodno i ciemnawo, bo lampy u sufitu rozmieszczone były w dużych odstępach a dawały światło brudnoniebieskie, jak ziemskie jarzeniówki.  Wreszcie doszłam do budki Anioła Furtiana i szlabanu, znowu pokazałam przepustkę i zlecenie i szlaban się otworzył. Anioł Furtian bardzo uprzejmie objaśnił, gdzie mam iść.

Weszłam do hallu, który znałam, w którym oczekiwałam na przydział do Czyśćca. Teraz wydawał mi się znowu jakby mniejszy. Miałam pokusę, żeby odszukać moje miejsce wiecznego odpoczywania i na chwilę tam przysiąść, ale zdałam sobie sprawę, że go już nie ma. Podszedł jakiś Aniołek, przedstawił się i polecił iść za sobą. Biblioteka wyglądała tak samo: zacisznie, ciepło, uroczyście, a zza kontuaru wyszła uśmiechnięta Philadelphia. Poszłyśmy na kawę i nie mogłyśmy się nagadać.

 – W Raju jest teraz bardzo spokojnie i cicho – powiedziała na koniec i wyczułam jakby nutkę żalu – dusze przechadzają się po Ogrodach, śpiewają. Czasem zajrzą do Biblioteki, ale takiego ruchu jak dawniej już nie ma.

Ja opowiadałam o górze Czyśćcowej i o kłopotach ze skompresowanymi duszami i wyjaśniłam, co mnie sprowadza – Chodzi o NIEPOSIADANIE WIEDZY.

Bardzo się tym przejęła. Obiecała, że przeszuka katalog i wybierze, co potrzebne. Przeniesienie całej biblioteki jest możliwe, poniekąd bardzo proste, ot Ctrl c, Ctrl v do utworzonego przedtem folderu, który nazwiemy  dajmy na to BIBLIOTEKA CZYŚĆCA. Ale przy tej ilości pozycji kopiowanie wymaga czasu, którego przecież nie mamy. Więc na pierwszy ogień pójdą rzeczy najważniejsze. I udała się do biblioteki, aby szukać dla nas najistotniejszych pozycji, a ja poszłam na koncert do Starego Raju. Wystawiali „Orfeusza i Eurydykę” Glucka.

http://www.youtube.com/watch?v=SiqwIsArSf0&feature=related Kathleen Ferrier – Gluck – Orfeo ed Euridice – Che Puro Ciel

http://www.youtube.com/watch?v=oEKlqCZCjto Kathleen Ferrier. Gluck: Orfeo ed Euridice: 'Che faro senza Euridice…’

Po koncercie wybrałam się na spacer do Ogrodu. Przechadzałam się po alejkach wśród innych dusz, a muzyka Glucka dźwięczała mi w uszach. http://www.youtube.com/watch?v=e_9c8nI075c

Ale, mimo że długo szukałam,  nie mogłam znaleźć tamtej grupy pinii. Poszłam więc do hotelu, w którym apartamenty przypominały rajskie miejsca wiecznego odpoczywania. Przyszło mi do głowy, aby sprawdzić, czy pilot działa. Działał. Zafundowałam sobie taką kolację, jak ta pierwsza w Raju. Wino, oliwki, ser.

Następnego dnia, rankiem spotkałam się z Philadelphią w Bibliotece. Dała mi spis ksiąg, które, jako pierwsze zostały skopiowane do folderu Biblioteka Czyśćca. Oraz instrukcję, jak należało z tego korzystać. Zapytałam, czy nie wybrałaby się na urlop do Czyśćca. Pomysł chyba ją zaskoczył, ale po krótkim namyśle powiedziała, że bardzo chętnie.

Znowu zjawił się Aniołek, który odprowadził mnie do szlabanu. Ruszyłam korytarzem do parkingu i było mi smutno. Pomyślałam, że przed wyjazdem dobrze byłoby umyć szyby i reflektory. Ujęcie wody znalazłam za załomem korytarza. Ktoś się tam pochylał, chyba mył ręce. Kiedy podeszłam bliżej, odwrócił się. To był Gammael.

– Co za spotkanie…… Co u ciebie Gammaelu?

 – W porządku –  powiedział –  obecnie jestem na rencie z powodu ran odniesionych podczas starć granicznych z diabłami i dorabiam sprzątaniem korytarzy.

Odprowadził mnie do wehikułu. Był tak uprzejmy, że niósł wiaderko z wodą.

Podczas gdy myłam szyby Dodge’a, oglądał go ze wszystkich stron z wyraźnym zainteresowaniem. Wypadało zaproponować przejażdżkę. Bardzo się ucieszył. Skrzydła dało się upchnąć za oparciem fotela. Ruszyłam zrazu powoli, ale gdy wyjechaliśmy na Mleczną Drogę dałam gaz do dechy. Gammael aż krzyczał z zachwytu.

 – Skąd się biorą takie wehikuły – zapytał, gdy go odwoziłam z powrotem. Wyjaśniłam, że to maszyny Psiapory i że w Czyśćcu można jeździć, nawet sama mam tam własnego pickupa.  Gwizdnął z podziwem.

Pożegnaliśmy się i ruszyłam w drogę powrotną. Tym razem jechałam powoli, pogrążona w zadumie.

Gdy zajechałam na mój taras w Czyśćcu, Żonkilia wybiegła mi na spotkanie. Folder BIBLIOTEKA CZYŚĆCA już był widoczny. Razem przeczytałyśmy instrukcję i spróbowałyśmy ostrożnie otworzyć jedną z ksiąg, tą szczególnie polecaną przez Philadelphię.

Udało się. Faktycznie księga zawierała bardzo istotne informacje. Nie bacząc na późną porę Żonkilia zwołała zebranie Aniołów Przełożonych ze wszystkich sektorów. Czytali chyba całą noc, nie wiem na pewno, bo poszłam spać. Słowiki śpiewały, wiaterek szumiał, bzy pachniały a światło księżyca sączyło się przez muślinowe firanki (bo, chyba nie mówiłam, ale zawiesiłam sobie takie). Cudo. Czemu się tak smuciłam?

Od rana zapanował nastrój podniosły. Wszyscy Aniołowie mieli bardzo poważne miny, Wyszli gęsiego z gabinetu Żonkilii, każdy z brulionem pełnym notatek w ręku. Wsiedli do paradnego wehikułu, prowadzonego przez szofera w liberii i pojechali na dolny taras.

Cóż, skończył się dla nas okres , w którym nasza trójka miała cały ogromny Czyściec na wyłączność. Poszliśmy do ogrodu, aby zjeść śniadanie i naradzić się. Głównie chodziło o to, aby utrzymać stan posiadania, który zdążyliśmy polubić. Stanęło na tym, że się ogrodzimy płotem. W magazynie znaleźliśmy bardzo porządne sztachety i do południa stanął piękny parkan.

Po obiedzie przyleciał mały aniołek i powiedział, że na dole rozpoczęli rozzipowywanie pierwszej pryzmy i zgodne z procedurami rozwożenie po sektorach. Jakoż wkrótce wehikuły Psiapory, które teraz zgodnie, oczywiście, z procedurami zostały wszystkie wpuszczone do Czyśćca, przywiozły pierwsze miliony dusz.  Towarzystwo było jeszcze nie całkiem przytomne, wysiadali z wehikułów i kładli się, gdzie popadło. Dobrześmy zrobili z tym ogrodzeniem, bo zdewastowaliby ogród do cna.

 

Te same arie  Orfrusza, ale śpiewane przez Marylin Horne.  (Bo Orfeusza, w wersji włoskiej,  śpiewają kobiety). Frrier jest kontraltem, Horne śpiewa od sopranu po alt.

http://www.youtube.com/watch?v=J_x_UfmwAeU GLUCK – Che puro ciel! (with lyrics Marilyn Horne (Mezzo-Soprano)Orchestra of the Royal Opera House – Covent GardenSir George Solti

http://www.youtube.com/watch?v=iT1NlwuC0Cs GLUCK – Che farò senza Euridice? (with lyrics Marilyn Horne (Mezzo-Soprano)Orchestra of the Royal Opera House – Covent GardenSir George Solti

 

OMAMIŁA!!!