Kiedy serce śpi, daj odpocząć mu Przecież czeka je nowy ból Na czas jakiś wejdź w codzienności tło Mniejsze dobro w niej, mniejsze zło
Pośród zwykłych spraw niech mijają dni A ty żyj!
Kiedy serce śpi, daj odpocząć mu By nabrało sił, przecież czeka je nowy ból Kiedy serce śpi, jak zmęczony ptak Nie budź nigdy go, sił mu brak Jest zmęczone twych uczuć zmienną, grą, Niechaj sobie śpi, a ty z nim
Pośród sennej mgły niech mijają dni Serce śpi Zęby wzlecieć znów, żeby znów się wzbić Musi nabrać sił, nim nadejdzie to, co ma być Kiedy serce śpi, daj odpocząć mu Przecież czeka je nowy ból Kiedy zbudzi się, wtedy da ci znak Zatrzepoce jak w sidłach ptak Jeszcze wyrwie się, jeszcze jeden raz Frunie w blask
Kiedy serce śpi, miłość zbudzi je Znów tęsknota, lęk, gorycz, radość W nie, wejdzie w nie Kiedy serce śpi, daj odpocząć mu Przecież czeka je nowy ból Na czas jakiś wejdź w codzienności tło Mniejsze dobro w niej, mniejsze zło Pośród zwykłych spraw niech mijają dni A ty żyj! Kiedy serce śpi, daj odpocząć mu Przecież czeka je nowy ból
Co taki człowiek z życia ma Któremu wciąż pobudka gra W co taki człowiek, czyli ja Wciąż poganiany wierzyć ma Mnie bardzo nudzi równy szyk Alarmu hałas, pieśni rytm Rozkazy próżnych starych wyg Co z wiersza czynią pusty bryk Ja chcę być ogromna jak los I mała jak kos, przeklinam wciąż kaprali głos Ja chcę być obłędem we śnie Okrętem we mgle, nie słyszeć jak pogania mnie W szeregu nie chcę, nie chcę stać W szeregu ziewać, gnić i spać Co tydzień baty głupio brać I dostatecznie w końcu zdać Co taki człowiek powie gdy Otworzą się ostatnie drzwi Czy będzie to wesoły szok Czy każą znowu równać krok Ja chcę być ogromna jak los… Znajomych ludzi w raju tłum Aniołów zwinnych cała brać Lecz zamiast tańczyć, spijać rum W szeregu znowu muszą stać Na ziemię każdy wracać rad Lecz nazbyt biedny jest ten świat W szeregu biegniesz kilka lat A potem jazda w boski sad Ja chcę być ogromna jak los….. (słowa;A.Osiecka)
Wy mię zwiecie wzgardliwie „pewną częścią ciała”? Kto me imię wymówi – ten nieprzyzwoity? Na tronie faraonów jam już królowała! Jam siedziała w rydwanie złotym Afrodyty!
Wieki mijały, dawne bóstwa umierały… Zagasła Grecji, Rzymu legenda promienna… Ja przetrwałam: tak miękka, a twardsza od skały Przetrwałam całe dzieje ludzkości – niezmienna.
Czy to królewski pałac, czy kmieca chałupa, Jam jest na każdym miejscu, chociaż pogardzana… Rymują mnie poeci pięknie – do biskupa! Śród możnych świata tego – jam pierwsza sadzana.
Czy Sejm, czy pyszny Senat, czy Ministrów Rada, Undo, Ende, Enpeer, Pepees, czy Bebe, Choć buzia często gada – ale kto zasiada? I kto tam „ma interes”? I kto „ma potrzebę”?
Zawiść przeto nie daje innym częściom ciała Ani chwili spoczynku… Z zawiści tej szydzę! Mówią, że mnie ze wstydu ludzkość tak schowała?… To fałsz! Insynuacja! Ja się ludzi wstydzę!
Chodziłam jak westalka ongi, cała w bieli… Jaśniałam różanością rozkosznej charyty… A dzisiaj się zamknęłam w obcisłych szat celi, Aby nie patrzeć na ten świat – nieprzyzwoity!
Poniewierana wskutek przestępstwa czy grzechu, Jakież spełniałam czyny, jakież srogie zbrodnie? Gdy pragnę pełną piersią zaczerpnąć oddechu, Dławi mnie kat więzienny – bezlitosne spodnie!
Kto z was w mojej obronie stanąć się odważy? Kto pokaże mię światu bez osłonek – gołą? Kto nazwie mię serdecznie „młodszą siostrą twarzy” I z miłością ojcowską ucałuje w… czoło?
Upośledzona, cierpieć muszę za miliony… Przodkami mymi były dawne bohatery… Siadam na tronach – sama będąc bez korony! A imię moje sławne to: cztery litery!
Pamięć świadoma jest to władza (funkcja) umysłu, za której pomocą sięgamy do naszych przeszłych doświadczeń i dzięki której możemy wykorzystywać pochodzące z doświadczenia i mentalnej aktywności (refleksji) informacje. Tyle definicja. W telegraficznym skrócie.
Uczono mnie, że kształtuje się od 6-ego roku życia. Wszystko co „zapamiętałam” wcześniej to opowieści tych, którzy byli świadkami „zapamiętanych” przeze mnie wydarzeń…
Tylko, że….
Śpię, leżę w łóżeczku, ile mam lat nie wiem. Śnię. W moim śnie pod sufitem wisi dziurawe, zardzewiałe wiadro. Wyłażą z niego robaki, spadają na mnie. Budzę się z krzykiem.
Mama wróciła ze szpitala z młodszym braciszkiem. Wcześniak. Malutkie mieszkanie. Muszę spać z opiekunką. Straszna burza. Przez okno widzę drzewa, które łomoczą gałęziami w okno, chcą mnie porwać. Płaczę, boję się. Mama daleko, zajęta braciszkiem. Dostaję od opiekunki, starej kobiety, która chyba nie lubiła dzieci, w tyłek i milknę.
Mam 4 lata. Tata wozi mnie na sankach. W pewnym momencie sanki wywracają się i ląduję w zaspie. Przeżywam chwile grozy zanim zostanę z niej wyciągnięta.
Rok starsza jestem świadkiem jak kolega wyciąga ze studni na łące po której biegaliśmy, takiej z niską cembrowiną, w której pojono krowy, swojego młodszego brata. Nie było z nami nikogo dorosłego. Nikogo kto mógłby nam to potem opowiedzieć.
Mniej więcej w tym samym czasie. Łąka w rozkwicie rozbrzmiewa brzęczeniem pszczół. Nieuniknionym było nadepnięcie bosą stopą na jedną z nich czasami. Starszy brat wyciągał żądło i biegłam dalej radosna. Do czasu gdy ktoś, nie pamiętam kto, powiedział mi, że pszczoła umiera zostawiając żądło w stopie. Ta wiadomość wywarła wpływ na całe moje późniejsze życie. To się podobno nazywa nadwrażliwość. Powinno się ją leczyć, ale rodzice zaniedbali.
Mam 5 lat gdy wyprowadzamy się z Raju, wsi daleko od szosy. Moje ostatnie wspomnienie stamtąd. Stoję wśród kobiet i coś opowiadam. Zawsze byłam przemądrzałą gadułą, dumną, że dorośli mnie słuchają, chociaż, co można zaliczyć mi na plus, nigdy nie zamykałam uszu na ich słowa, chłonęłam je całą sobą. Stoimy pod wielkim drzewem. Mój wzrok przykuwa coś, co jednocześnie fascynuje i przeraża. Turkuć podjadek.
W końcu pamięć świadoma. Chodzę do przedszkola we wsi do której przeprowadzili się rodzice. Po raz pierwszy mam wystąpić publicznie. Poza przedszkolem. Zielone Świątki. Zwane wtedy Świętem Ludowym. Wielka impreza plenerowa. Z atrakcjami. Będę śpiewała! Byłam łobuziakiem. Na nic zdało się mamine szorowanie, zakładanie świątecznych ubrań „na okazję”. Na poranną mszę w miejscowym kościele zabierają mnie nastoletnie sąsiadki. Wracam nie nadająca się do pokazania ludziom, jak twierdzi mama. Brak bieżącej wody. Na koniec mycie nóg w miednicy stojącej naprzeciwko okna przez które widzę kłęby czarnego dymu. Zanim zabrzmi syrena słyszę krzyk. Pali się! Tego dnia spłonęło pół wsi. Pokazywali w telewizji, podobno. Nie widziałam. Pamiętam tylko helikopter krążący nad płonącą wsią. Podobno tam umieszczona była kamera. Podobno. Tak się skończył nie zaczynając mój pierwszy występ na scenie.
Czyściec okazał się słabo przygotowany na przyjęcie mrowia dusz. Aniołowie odpowiedzialni za werbunek wprawdzie się wywiązali nad podziw dobrze, ale odpowiedzialni za całą logistykę kiepsko, a nawet wcale. Dusze trzeba było skompresować, bo Czyśćcowy Beton nie pozwalał iść na żywioł. Ja zostałam wysłana w delegację do Raju po radę.
Droga biegnąca wzdłuż muru była kiepska: nieutwardzona, wyboista, wąska, kręta. Doprowadziła mnie na tyły Rajskiego Pałacu, gdzie znalazłam masywną, bramę, opatrzoną napisem „WEJŚCIE DLA SŁUŻBY I DOSTAWCÓW” Wylegitymowałam się strażnikowi i wjechałam do środka. To była ta część Rajskiego Pałacu, której wcześniej nie znałam. Można by rzec: od kuchni. Parking, magazyny, składy, kotłownie, pralnie, maszynownie. Po ścianach i pod sufitem wiły się jakieś rury i kable. Mnóstwo tego było, szłam korytarzem i zdawałomi się, że nigdy się ten marsz nie skończy. Było nieprzyjemnie chłodno i ciemnawo, bo lampy u sufitu rozmieszczone były w dużych odstępach a dawały światło brudnoniebieskie, jak ziemskie jarzeniówki.Wreszcie doszłam do budki Anioła Furtiana i szlabanu, znowu pokazałam przepustkę i zlecenie i szlaban się otworzył. Anioł Furtian bardzo uprzejmie objaśnił, gdzie mam iść.
Weszłam do hallu, który znałam, w którym oczekiwałam na przydział do Czyśćca. Teraz wydawał mi się znowu jakby mniejszy. Miałam pokusę, żeby odszukać moje miejsce wiecznego odpoczywania i na chwilę tam przysiąść, ale zdałam sobie sprawę, że go już nie ma. Podszedł jakiś Aniołek, przedstawił się i polecił iść za sobą. Biblioteka wyglądała tak samo: zacisznie, ciepło, uroczyście, a zza kontuaru wyszła uśmiechnięta Philadelphia. Poszłyśmy na kawę i nie mogłyśmy się nagadać.
– W Raju jest teraz bardzo spokojnie i cicho – powiedziała na koniec i wyczułam jakby nutkę żalu – dusze przechadzają się po Ogrodach, śpiewają. Czasem zajrzą do Biblioteki, ale takiego ruchu jak dawniej już nie ma.
Ja opowiadałam o górze Czyśćcowej i o kłopotach ze skompresowanymi duszami i wyjaśniłam, co mnie sprowadza – Chodzi o NIEPOSIADANIE WIEDZY.
Bardzo się tym przejęła. Obiecała, że przeszuka katalog i wybierze, co potrzebne. Przeniesienie całej biblioteki jest możliwe, poniekąd bardzo proste, ot Ctrl c, Ctrl v do utworzonego przedtem folderu, który nazwiemy dajmy na to BIBLIOTEKA CZYŚĆCA. Ale przy tej ilości pozycji kopiowanie wymaga czasu, którego przecież nie mamy. Więc na pierwszy ogień pójdą rzeczy najważniejsze. I udała się do biblioteki, aby szukać dla nas najistotniejszych pozycji, a ja poszłam na koncert do Starego Raju. Wystawiali „Orfeusza i Eurydykę” Glucka.
Po koncercie wybrałam się na spacer do Ogrodu. Przechadzałam się po alejkach wśród innych dusz, a muzyka Glucka dźwięczała mi w uszach. http://www.youtube.com/watch?v=e_9c8nI075c
Ale, mimo że długo szukałam, nie mogłam znaleźć tamtej grupy pinii. Poszłam więc do hotelu, w którym apartamenty przypominały rajskie miejsca wiecznego odpoczywania. Przyszło mi do głowy, aby sprawdzić, czy pilot działa. Działał. Zafundowałam sobie taką kolację, jak ta pierwsza w Raju. Wino, oliwki, ser.
Następnego dnia, rankiem spotkałam się z Philadelphią w Bibliotece. Dała mi spis ksiąg, które, jako pierwsze zostały skopiowane do folderu Biblioteka Czyśćca. Oraz instrukcję, jak należało z tego korzystać. Zapytałam, czy nie wybrałaby się na urlop do Czyśćca. Pomysł chyba ją zaskoczył, ale po krótkim namyśle powiedziała, że bardzo chętnie.
Znowu zjawił się Aniołek, który odprowadził mnie do szlabanu. Ruszyłam korytarzem do parkingu i było mi smutno. Pomyślałam, że przed wyjazdem dobrze byłoby umyć szyby i reflektory. Ujęcie wody znalazłam za załomem korytarza. Ktoś się tam pochylał, chyba mył ręce. Kiedy podeszłam bliżej, odwrócił się. To był Gammael.
– Co za spotkanie…… Co u ciebie Gammaelu?
– W porządku – powiedział – obecnie jestem na rencie z powodu ran odniesionych podczas starć granicznych z diabłami i dorabiam sprzątaniem korytarzy.
Odprowadził mnie do wehikułu. Był tak uprzejmy, że niósł wiaderko z wodą.
Podczas gdy myłam szyby Dodge’a, oglądał go ze wszystkich stron z wyraźnym zainteresowaniem. Wypadało zaproponować przejażdżkę. Bardzo się ucieszył. Skrzydła dało się upchnąć za oparciem fotela. Ruszyłam zrazu powoli, ale gdy wyjechaliśmy na Mleczną Drogę dałam gaz do dechy. Gammael aż krzyczał z zachwytu.
– Skąd się biorą takie wehikuły – zapytał, gdy go odwoziłam z powrotem. Wyjaśniłam, że to maszyny Psiapory i że w Czyśćcu można jeździć, nawet sama mam tam własnego pickupa.Gwizdnął z podziwem.
Pożegnaliśmy się i ruszyłam w drogę powrotną. Tym razem jechałam powoli, pogrążona w zadumie.
Gdy zajechałam na mój taras w Czyśćcu, Żonkilia wybiegła mi na spotkanie. Folder BIBLIOTEKA CZYŚĆCA już był widoczny. Razem przeczytałyśmy instrukcję i spróbowałyśmy ostrożnie otworzyć jedną z ksiąg, tą szczególnie polecaną przez Philadelphię.
Udało się. Faktycznie księga zawierała bardzo istotne informacje. Nie bacząc na późną porę Żonkilia zwołała zebranie Aniołów Przełożonych ze wszystkich sektorów. Czytali chyba całą noc, nie wiem na pewno, bo poszłam spać. Słowiki śpiewały, wiaterek szumiał, bzy pachniały a światło księżyca sączyło się przez muślinowe firanki (bo, chyba nie mówiłam, ale zawiesiłam sobie takie). Cudo. Czemu się tak smuciłam?
Od rana zapanował nastrój podniosły. Wszyscy Aniołowie mieli bardzo poważne miny, Wyszli gęsiego z gabinetu Żonkilii, każdy z brulionem pełnym notatek w ręku. Wsiedli do paradnego wehikułu, prowadzonego przez szofera w liberii i pojechali na dolny taras.
Cóż, skończył się dla nas okres , w którym nasza trójka miała cały ogromny Czyściec na wyłączność. Poszliśmy do ogrodu, aby zjeść śniadanie i naradzić się. Głównie chodziło o to, aby utrzymać stan posiadania, który zdążyliśmy polubić. Stanęło na tym, że się ogrodzimy płotem. W magazynie znaleźliśmy bardzo porządne sztachety i do południa stanął piękny parkan.
Po obiedzie przyleciał mały aniołek i powiedział, że na dole rozpoczęli rozzipowywanie pierwszej pryzmy i zgodne z procedurami rozwożenie po sektorach. Jakoż wkrótce wehikuły Psiapory, które teraz zgodnie, oczywiście, z procedurami zostały wszystkie wpuszczone do Czyśćca, przywiozły pierwsze miliony dusz.Towarzystwo było jeszcze nie całkiem przytomne, wysiadali z wehikułów i kładli się, gdzie popadło. Dobrześmy zrobili z tym ogrodzeniem, bo zdewastowaliby ogród do cna.
Te same arie Orfrusza, ale śpiewane przez Marylin Horne. (Bo Orfeusza, w wersji włoskiej, śpiewają kobiety). Frrier jest kontraltem, Horne śpiewa od sopranu po alt.
http://www.youtube.com/watch?v=J_x_UfmwAeUGLUCK – Che puro ciel! (with lyrics Marilyn Horne (Mezzo-Soprano)Orchestra of the Royal Opera House – Covent GardenSir George Solti
http://www.youtube.com/watch?v=iT1NlwuC0CsGLUCK – Che farò senza Euridice? (with lyrics Marilyn Horne (Mezzo-Soprano)Orchestra of the Royal Opera House – Covent GardenSir George Solti
Najnowsze komentarze