Odwiedziło nas

  • 1
  • 187,286
  • 82,895

Kalendarz

październik 2026
P W Ś C P S N
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

Raj rozdział 9

Audiencja u św.Józefa – firma

Po dwóch tygodniach Psiapora otrzymał wiadomość, że święty Józef go oczekuje go o 11 przed południem w swoim gabinecie w Nowym Raju, pokój 111.

Poszliśmy oboje, bo jak chyba wspomniałam, miałam być prokurentem. Święty Józef przyjął nas sympatycznie. Poprosił, aby usiąść, poczęstował wodą źródlaną z Choaspu dalekiej krynicy. Strzepnął sobie z klapy drewniany wiórek, uśmiechnął się, znowu strzepnął sobie jakiś wiórek z drugiej klapy – przepraszam – rzekł – takie niewinne hobby, stolarka*, zawsze się jakiś wiórek uczepi….  wiecie, co? Chodźmy do warsztatu, tam sobie pogadamy, a ja skończę heblować te deski. Obawiałam się najgorszego, ale popchnęłam Psiaporę w kierunku drzwi, które wskazywał święty.

Zaraz za drzwiami przepasał się fartuchem roboczym, w krzepkie dłonie pochwycił hebel i szybkimi, precyzyjnymi ruchami zaczął wygładzać sosnową deskę – No, teraz  słucham – powiedział

Psiapora roztaczał swoje wizje nie mówił tylko o spodziewanych korzyściach. Święty skończył heblowanie jednej deski i teraz przymierzał drugą, ustawiając raz tak a raz inaczej, żeby się słoje zgodziły.

– Piękny rysunek tych słojów, prawda? A to jest w ogóle bardzo ciekawa inicjatywa. Właściwie nie rozumiem, dlaczego nikt dotąd na to nie wpadł. Oczywiście zdarzało się, że ktoś chciał coś ulepszać, ale było to zgłaszane do Centrali w formie pomysłów racjonalizatorskich. Niektóre weszły w życie. Inne jeszcze są rozpatrywane. Taka firma jak wasza może przyspieszyć wdrażanie, bo będzie zainteresowana. A czego się po niej spodziewacie dla siebie? Psiapora się stropił. 

– No, ja myślę, że będziemy mogli rozwijać świadczone usługi – zaczęłam –   wtedy może będziemy także otrzymywać jakieś zlecenia. I że nas docenią. Właściwie to nie wiemy, czego moglibyśmy się spodziewać – zakończyłam  niezręcznie.

Święty Józef w milczeniu strugał do gładkości kolejną deskę. Wiórki słały się na podłodze i pachniało żywicą. 

– To będzie taka ława z oparciami, w stylu rustykalnym – powiedział – Zasługi. Tak to jest to, co powinniście zbierać.  W Raju to ma znaczenie. Zapisywane są w wielkiej księdze w dziale Rachuby Zasług. Każdy może mieć konto, kto zasłuży na chociaż jedną zasługą. Można je gromadzić, można się nimi wymieniać, to znaczy płacić nimi.

Księgowana Zasługa jest zapisem wartości wytworzonej dużej zasługi. Mniejszego wymiaru zasługi są liczone w mniejszych jednostkach. I tak może być Trzyćwierci, Dwiećwierci, Jednaćwierć, Półćwierci, Jednatrzeciaćwierci, Ćwierććwierci. Obecnie na skutek inflacji Jednatrzeciaćwierci i Ćwierććwierci wyszły z użycia i mają wyłącznie wartość numizmatyczną. Za to wprowadzono Półtorejzasługi i Dwiezasługi.  Za jedną wytworzoną dużą zasługę otrzymuje się więc obecnie Półtorejzasługi, a za jeszcze większą Dwiezasługi.  Ulokowane na koncie mogą być używane do wymiany, czyli obracać się, lub spoczywać. I naliczane są oczywiście odsetki. Tak można przy dużej aktywności zasługotwórczej zgromadzić prawdziwy kapitał – mówiąc to zręcznie łączył na pióro i wpust oheblowane deski, i tak powstawała na naszych oczach ława w stylu rustykalnym.

– Wielu nie wie o tych rozliczeniach. Nie wiedzą o możliwości gromadzenia kapitału. Albo im się nie chce. To niedobrze, bo potem wychodzą takie rzeczy jak konieczność oszczędzania energii. Bo od tych zgromadzonych zasług jest podatek. Nieduży, dziesięcina. Z tego można by opłacić wszystkie koszty Raju, Czyśćca i Piekła (te są największe). Powinno na wszystko starczyć. Ja sam należę do frakcji popierającej rozwój przedsiębiorczości. Tak, że młody człowieku – to było do Psiapory – masz moje całkowite poparcie. I zawsze służę radą.  Pójdziecie teraz do Rachuby, tam zgłosicie konieczność otwarcia konta i złożycie deklarację opłacania dziesięciny od dochodu. Formularze muszą mieć. Nie dajcie się zbyć, że będą za tydzień. I to wszystko. Życzę powodzenia.

W Rachubie najpierw trzeba było trochę poczekać, potem istotnie powiedzieli, że formularze się skończyły, ale są zamówione i będą za tydzień. Psiapora prawie płakał. W końcu ktoś wyciągnął z szafy jeden wygnieciony egzemplarz. Dwie strony tego było. Wypełniliśmy, podpisaliśmy, złożyliśmy, otrzymaliśmy potwierdzenie. I można było otworzyć firmę.

Już wychodziliśmy, kiedy się okazało, że jeden z aniołów w dolnej szufladzie swojego biurka znalazł mnóstwo formularzy zgłoszeniowych.

 

* Święty Józef kiedyś był cieślą, teraz przeszedł na stolarstwo.

Brak tytułu

Raj odcinek  9

Po dwóch tygodniach Psiapora otrzymał wiadomość, że święty Józef go oczekuje go o 11 przed południem w swoim gabinecie w Nowym Raju, pokój 111.

Poszliśmy oboje, bo jak chyba wspomniałam, miałam być prokurentem. Święty Józef przyjął nas sympatycznie. Poprosił, aby usiąść, poczęstował wodą źródlaną z Choaspu dalekiej krynicy. Strzepnął sobie z klapy drewniany wiórek, uśmiechnął się, znowu strzepnął sobie jakiś wiórek z drugiej klapy – przepraszam – rzekł – takie niewinne hobby, stolarka*, zawsze się jakiś wiórek uczepi….  wiecie, co? Chodźmy do warsztatu, tam sobie pogadamy, a ja skończę heblować te deski. Obawiałam się najgorszego, ale popchnęłam Psiaporę w kierunku drzwi, które wskazywał święty.

Zaraz za drzwiami przepasał się fartuchem roboczym, w krzepkie dłonie pochwycił hebel i szybkimi, precyzyjnymi ruchami zaczął wygładzać sosnową deskę – No, teraz  słucham – powiedział

Psiapora roztaczał swoje wizje nie mówił tylko o spodziewanych korzyściach. Święty skończył heblowanie jednej deski i teraz przymierzał drugą, ustawiając raz tak a raz inaczej, żeby się słoje zgodziły.

– Piękny rysunek tych słojów, prawda? A to jest w ogóle bardzo ciekawa inicjatywa. Właściwie nie rozumiem, dlaczego nikt dotąd na to nie wpadł. Oczywiście zdarzało się, że ktoś chciał coś ulepszać, ale było to zgłaszane do Centrali w formie pomysłów racjonalizatorskich. Niektóre weszły w życie. Inne jeszcze są rozpatrywane. Taka firma jak wasza może przyspieszyć wdrażanie, bo będzie zainteresowana. A czego się po niej spodziewacie dla siebie? Psiapora się stropił. 

– No, ja myślę, że będziemy mogli rozwijać świadczone usługi – zaczęłam –   wtedy może będziemy także otrzymywać jakieś zlecenia. I że nas docenią. Właściwie to nie wiemy, czego moglibyśmy się spodziewać – zakończyłam  niezręcznie.

Święty Józef w milczeniu strugał do gładkości kolejną deskę. Wiórki słały się na podłodze i pachniało żywicą. 

– To będzie taka ława z oparciami, w stylu rustykalnym – powiedział – Zasługi. Tak to jest to, co powinniście zbierać.  W Raju to ma znaczenie. Zapisywane są w wielkiej księdze w dziale Rachuby Zasług. Każdy może mieć konto, kto zasłuży na chociaż jedną zasługą. Można je gromadzić, można się nimi wymieniać, to znaczy płacić nimi.

Księgowana Zasługa jest zapisem wartości wytworzonej dużej zasługi. Mniejszego wymiaru zasługi są liczone w mniejszych jednostkach. I tak może być Trzyćwierci, Dwiećwierci, Jednaćwierć, Półćwierci, Jednatrzeciaćwierci, Ćwierććwierci. Obecnie na skutek inflacji Jednatrzeciaćwierci i Ćwierććwierci wyszły z użycia i mają wyłącznie wartość numizmatyczną. Za to wprowadzono Półtorejzasługi i Dwiezasługi.  Za jedną wytworzoną dużą zasługę otrzymuje się więc obecnie Półtorejzasługi, a za jeszcze większą Dwiezasługi.  Ulokowane na koncie mogą być używane do wymiany, czyli obracać się, lub spoczywać. I naliczane są oczywiście odsetki. Tak można przy dużej aktywności zasługotwórczej zgromadzić prawdziwy kapitał – mówiąc to zręcznie łączył na pióro i wpust oheblowane deski, i tak powstawała na naszych oczach ława w stylu rustykalnym.

– Wielu nie wie o tych rozliczeniach. Nie wiedzą o możliwości gromadzenia kapitału. Albo im się nie chce. To niedobrze, bo potem wychodzą takie rzeczy jak konieczność oszczędzania energii. Bo od tych zgromadzonych zasług jest podatek. Nieduży, dziesięcina. Z tego można by opłacić wszystkie koszty Raju, Czyśćca i Piekła (te są największe). Powinno na wszystko starczyć. Ja sam należę do frakcji popierającej rozwój przedsiębiorczości. Tak, że młody człowieku – to było do Psiapory – masz moje całkowite poparcie. I zawsze służę radą.  Pójdziecie teraz do Rachuby, tam zgłosicie konieczność otwarcia konta i złożycie deklarację opłacania dziesięciny od dochodu. Formularze muszą mieć. Nie dajcie się zbyć, że będą za tydzień. I to wszystko. Życzę powodzenia.

W Rachubie najpierw trzeba było trochę poczekać, potem istotnie powiedzieli, że formularze się skończyły, ale są zamówione i będą za tydzień. Psiapora prawie płakał. W końcu ktoś wyciągnął z szafy jeden wygnieciony egzemplarz. Dwie strony tego było. Wypełniliśmy, podpisaliśmy, złożyliśmy, otrzymaliśmy potwierdzenie. I można było otworzyć firmę.

Już wychodziliśmy, kiedy się okazało, że jeden z aniołów w dolnej szufladzie swojego biurka znalazł mnóstwo formularzy zgłoszeniowych.

 

* Święty Józef kiedyś był cieślą, teraz przeszedł na stolarstwo.

Nasza Europa…

Jak bab diabła wyonacyła

 hehehe 

…..” Hano, beło tak.Straśnie hłopa zycie dokucyło, obmyśił sie objesić. Wzion powrózek, idzie hore dolinom, bo ta kajsi ne prec gór bywał, i co sie nie robi, zastumpił mu diasek.Stretneli sie na perci. Hłop sie go ta nie przekonk, bo co sie taki bedzie bał, co sie objesić idzie, dej ta wie, ze poń janiołowie z kobiałkom nie przilecom, ba diasi z widłami, pado mu : Dobre połednie ! – bo to prawie połednie beło. Nie bars, skoro wej wyseł.

 – A dobre połednie  – odpowiada mu diasek.Kaz idzies ?

 – Objesić sie.

 – Zje bez cos tak ?

– He – pado mu tyn hłop – kiebyś ty mojom skóre oblók, tobyśty, rzeke, nie jacy raz, ale trzi razy objesił.

 – Je skróś cego tak ? – pyta sie go diasek

 – E, jino spróguj – pado mu hłop.

 – Hu,hu,hu,  – ośmiał sie diasek – Jo by twojemu zyciu nie poradzieł ?!

 – E dy jino spróguj! Bees widział. Nie wytrzimies, hoćjes zły duk.

 – Stawmy sie ! – pado diaboł.

 – Jo nie od tego. O co stawka ?

 – Je – pado diaboł – od tobie nic. Tak i tak byś beł mój. A jak nie wytrzimiem, to ci ukozem skarb w tej tu dolinie i nie bees sie potrzebował wiesać, bo wiemy, ze cie nie co nie cunrzy, jacy bieda.

Tali wej zakład diaboł robieł, telo pewny beł.

 – Dobrze – gwarzi hłop – Renka ?

 – Renka!

 – No to co mam konac ? – pyta diasek, gotowy.

 – E tak : pudzies do mojego domu, ku mojej babie, za mnie.

 – Za tobie ? E to mnie pozno, cok nie ty, ba grzych.

 – Nic to. Uzdaj sie na mnie dyjes przecie diaboł, a odzienie ci ze siebie dam.

…………………………………………………………………………………………………………………..

Odział sie w lesie, w Donajcu jesce kasi przejźrał, idzie ku hłopowej zagrodzie. A hań juz gaździna cekała, a hłop gaździnom miał setnom.Babie beło wysy śtyrdziestu, renka jak rajtrok, a pysk jak u psa, teko sceklawy. Dzieci nie miała.

 – Kajś beł? – pyta go sie.Nie poznała nic.

 – W lesie.

 – Coś hań robieł?

 – Hodziłek se i gwizdał – pado diaboł, bo cos mu się ta absko widziało ? Baba i baba.

Jesce nie dokońceł, kie w pysk dostał, jaze mu zaźwiencało w usak.

 – Edź  – meśli se – to haw tak witajom / Ale to nic.

 – A nie wies to, bezero – krzicy baba – co teroz wiesna, roboty moc ?! To ty se bees po lesie gwizdoł?! Cie go ! Jaki drózdz! Ale dobrze cos haw. Zbieroj sie, wesele u Walka Łojasa, pytace haw beli. A cobyś tańceł ! Bo padajom na tobie sytka: dzid! nieruchajda !

 

Kazimierz Tetmajer  hahaha 

CZEKAJĄC NA RAJ…

 

”  Speszony diabeł stał i czuł, jak straszna jest dobroć…”

   John Milton   Raj utracony

Dzień dobry:))) .. ja tylko w zastępstwie… w oczekiwaniu na p.Lukrecję:)))

Hagiofagia

Onego czasu narosło w świątobliwym Eulogosie poczucie konieczności odmiany swego żywota. W całej okolicy pogan już i ze świecą nie znajdziesz, wysiloną pracą pobożnego mnicha wszelkie nawet ślady pogaństwa w proch się obróciły. Cóż miał uczynić zatem niezmordowany bojownik Pański? Ruszył przez pustynię – za nią,jak wieść niosła, żyli jeszcze jacyś poganie, których można by nawrócić.

Szedł tedy Eulogos przez pustynię, rytm drogi chodakami odliczając, a aby mu się nie dłużyło, z niesionego przed sobą Pisma święte teksty czytał, od czasu do czasu dla odmiany psalmy pośpiewując. Lata walki z zabobonem wzrok mu już nieco sterały, więc trzymał Księgę przed sobą w niedużej odległości. O drogę nie dbał, licząc na prowadzenie Najwyższego.

W jakimś momencie zatrzymać się jednak musiał, uderzywszy Księgą w coś, co zdecydowany opór stawiło. Po rąk opuszczeniu widok przerażający ukazał się oczom jego: oto przeszkodą była szczęka lwa! Drapieżna bestia stała tuż przed nim, okrutne zęby szczerząc i oblizując się łakomie.

Ciężkie terminy nie były dla świątobliwego mnicha niczym nowym. Szybko schował Pismo za pazuchę, wzniósł ręce do nieba i cały się oddał błagalnej modlitwie:

– Panie mój! Natchnij, proszę to dzikie zwierzę uczuciami chrześcijańskimi!

Zaprawdę, piękne były karty życia świątobliwego Eulogosa! Nie dziwi więc nas,maluczkich, że prośba została wysłuchana. Jeszcze nie przebrzmiały echa inwokacji, jak huknął grom i stał się cud! Oto dziki lew pada na kolana i zwraca się ku Panu z pokorną modlitwą:

– O Panie, racz pobłogosławić posiłek, który za chwilę spożyję!

Z szuflady: Recenzja

Poniższy monolog (z sugestiami, że to jednak dialog) jest nieco hermetyczny, stąd dłuższy wstęp. Otóż jest to efekt zetknięcia się autora ze specyfiką wydawnictwa edukacyjnego.

Proces powstawania podręcznika przewiduje na pewnym etapie jego ocenę merytoryczną przez niezależnych recenzentów z oficjalnych list, zatwierdzonych przez ministerstwo (MEN). Praca tych recenzentów polega zazwyczaj na pastwieniu się nad podręcznikiem, polegającym na wytknięciu ewentualnych błędów, które powinny być poprawione, żeby podręcznik dostał oficjalne MENowskie zezwolenie na stosowanie w szkole. Pół biedy, kiedy błedy są do poprawienia, a podręcznik – do druku; problem zaczyna się w momencie, kiedy np. dwóch recenzentów zgłasza poprawki do tego samego fragmentu – ale każdy inne!

Problemem bywa również czas, poświęcany na recenzję podręcznika, ponieważ cykl wydawniczy ma swoje prawa, a podręczniki – optymalny czas wprowadzenia na rynek, zareklamowania wśród nauczycieli etc. (gdyby ktoś nie pamiętał, rok szkolny startuje 1 września). Dlatego redaktorom bardzo zależy, żeby proces recenzowania przebiegł szybko i sprawnie, a recenzja była przychylna. Bardzo im na tym zależy. Bardzo, bardzo, bardzo.

PS. Tym tekstem najprawdopodobniej kończę cykl „Z szuflady”.
______________________

– Dzień dobry, tu Bożena Zagłada, dzwonię z wydawnictwa edukacyjnego Stare Dobre Czasy. Czy rozmawiam z panem Papruszko? Panem doktorem habilitowanym Papruszko? Panie doktorze, pan obecnie recenzuje podręcznik naszego wydawnictwa do wiedzy o społeczeństwie, prawda? Słucham? Tak, wiem, że według nowych przepisów nie wolno nam się z panem bezpośrednio kontaktować, jednak zdecydowałam się do pana zadzwonić… Paanie doktorze, nie wiem, czy z ministerstwa taka informacja do pana dotarła, niemniej jednak ja się czuję w obowiązku panu to przekazać… Ten podręcznik to jest, jakby to powiedzieć, szalenie delikatna sprawa. Nie, nie chodzi mi ani o poziom merytoryczny, ani językowy, tu jestem spokojna, że pana uwagi z pewnością będą dla nas bardzo cenne i sprawią, że on będzie jeszcze lepszy, niż obecna wersja. O coś innego mi chodzi. Otóż nie wiem, czy pan wie, ale nie jest pan pierwszym recenzentem naszego podręcznika. Przed panem recenzowało go dwóch pana kolegów. To znaczy najpierw profesor Zabielański z Lublina, a potem doktor Renoma z Wrocławia. I wie pan, tak się nieszczęśliwie złożyło, że obaj nie zdążyli dokończyć recenzji. O, pan słyszał o profesorze Zabielańskim? W tym wieku, no – już dobrze po siedemdziesiątce, tak, tu jest zawsze pewne niebezpieczeństwo… A doktor Renoma – cóż, w sile wieku, ale miał paskudny wypadek samochodowy… Co to ma wspólnego z panem? Oczywiście że nic, jest pan dużo młodszy od profesora, a poza tym nie ma pan samochodu… Skąd wiem? Ach, mamy po prostu wspólnych znajomych. Ale nie o tym chciałam. Widzi pan, pan profesor, jakby to powiedzieć, z racji wieku i doświadczenia chciał opracować swoją recenzję szalenie drobiazgowo… Co z pewnością zajęłoby mu kilka miesięcy, biorąc pod uwagę objętość podręcznika. A z kolei pan doktor Renoma był przez wiele lat związany z naszą konkurencją… I to dało się odczuć po tonie wstępnej recenzji… Sam pan rozumie, że musieliśmy podjąć odpowiednie kroki… Nie, skąd, nie zrobiliśmy nic, czego by zabraniało prawo. W przypadku profesora Zabielańskiego wystarczyło jedno dobrze rzucone zaklęcie. Ale z doktorem – tu już sprawa była ciężka, kosztowało nas to prawie trzy tygodnie złorzeczeń i rzucenie jednego wyjątkowo złośliwego uroku. A z urokami – sam pan wie jak jest. Są skuteczne, ale minie trochę czasu, zanim zaczną działać… Panie doktorze, jeżeli pan sobie życzy, ja mogę żartować, tak… Z tym, że zostało nam już niewiele czasu na recenzję. Cykl wydawniczy rządzi się swoimi prawami… Słowem, chcielibyśmy, żeby pańska pozytywna recenzja… tak, pozytywna… dotarła do ministerstwa najdalej za dziewięć dni, pięć godzin i dwadzieścia dwie minuty. Czyli do końca przyszłego tygodnia… Nie chciałabym być niedelikatna, ale po pierwsze, zainwestowaliśmy w pana figurkę dość znaczne pieniądze i o ile wiem, szpilki działają dosyć skutecznie, o proszę… Proszę nie krzyczeć, już wyciągam, już już… Sam pan widzi i czuje, że to poważna sprawa. Panie doktorze, piasek w klepsydrze już się sypie, więc bardzo pana proszę, nie dyskutujmy więcej na ten temat. Pozdrawiam serdecznie. Będziemy o panu intensywnie myśleć!
__________________

Tekst chroniony prawem autorskim. Opublikowany w witrynie www.kontrowersje.net i na blogu www.madagaskar08.blog.onet.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora.

Pamięć…


Północ sen w ukłonach się łamie
Wszechpotężna jest pamięć
Gdy wstępuje na tron
Na jej twarzy kochanek
Czas zostawił swój ślad
Szuka winnych w księgach lat
Pamięć jak okrutnie nie kłamie
Gdy przesuwa przed nami
To co sprawia nam ból
Gdy bezsenność rozciąga
Ponad noce i dnie
W gorzką przeszłość posłów śle
Oto jestem pierwszą łzą
Co płynie w głąb i boli
Oto jestem nieprzytomnym gestem
Złym snem i resztką woli
Przerwij moje noce koszmarów
Jeśli pamięć jest karą
Czemu weszła w nasz dom
Jeśli błądzi co noc
Po drogach smutku i zła
Co tu znajdzie kilka dat
Oto drży od rozmów stół
Przyjaciół śmiech łagodny
Lecz oto lęk
Biegnę przez mrok i zamieć
Zdradzona zła i sama
Pamięć wciąż osłania i rani
Zawsze wierna jak kamień
Zawsze czuła jak mgła
Zgodny taniec
W przedświcie krążą
Pamięć i wiatr
Spójrz za siebie
Żyć już czas…

Usta milczą…

Incitatus