’Time’ – Pink Floyd, z albumu 'Dark Side Of The Moon’ tłumaczenie: Tomasz Beksiński
Mijają chwile składające się na nudny dzień Marnujesz, tracisz te godziny tak niedbale Szarpiąc się na kawałku ziemi W twym rodzinnym mieście Czekając na coś lub na kogoś Kto ci wskaże drogę
Jesteś zmęczony leżeniem w słońcu, Patrzeniem przez okno na deszcz, Jesteś młody, życie jest długie I dużo w nim czasu do zabicia Aż nagle pewnego dnia spostrzegasz, Ze minęło tak dziesięć lat Nikt nie powiedział ci biegnij, przegapiłeś start
I wtedy zaczynasz biec, Aby dogonić słońce co zachodzi za horyzontem I ziemię okrąża dookoła Aby wyjść z drugiej strony Słońce jest właściwie to samo, Tylko ty już nie jesteś tak młody, Brakuje ci oddechu, Jesteś o jeden dzień bliżej śmierci
Lata stają się coraz krótsze, Czasu zaczyna brakować Plany spełzają na niczym, Lub kończą się nabazgraniem pól strony Bezczynność w cichej desperacji Jest, owszem, bardzo angielska, Czas przeszedł, kończy się piosenka, Myślałem, że mam więcej do powiedzenia
W domu, znowu w domu Lubię tu być kiedy tylko mogę Gdy do domu wracam Zziębnięty, zmęczony Dobrze jest kości ogrzać przy kominku
Daleko, za łąkami Słychać bicie dzwonu Co wieczornych nawołuje do modlitwy Do wysłuchania cicho szeptanych magicznych zaklęć…
Pan Ignacy Lajkonik rozejrzał się wokół. Wnętrze drogiej stołecznej restauracji wyglądało bez dwóch zdań snobistycznie – na ścianach wisiały płaskorzeźby (aluminium i krowia skóra) ubiegłorocznej laureatki nagrody „Hej, Orły Polskiej Sztuki W XXI wiek”, Pernilli Marakui, stoły miały bezkompromisowo nowoczesny wygląd, który jednak nie zachęcał do jedzenia, a sztućce, czekające na stole obok zwiniętej w origami serwetki w kolorze niezdrowego fioletu, miały wygrawerowany napis „Ukradzione z OUTANGI”. – „Outanga”? Dziwna nazwa dla restauracji – pomyślał pan Ignacy – Pretensjonalna i brzmiąca zamorsko, ale czy coś znaczy? Kto to wymyślił? No i gdzie jest ten Kumpelczyk? –
Istotnie, człowiek, z którym pan Lajkonik miał się spotkać, spóźniał się już ponad piętnaście minut. Pan Ignacy nie przywykł do tego; jeżeli szło o punktualność, tolerował najwyżej tak zwany kwadrans akademicki, przez niektórych zwany także kwadransem studenckim, a kiedy sam się spóźniał – bardzo się wstydził. Tymczasem według zegarka pana Lajkonika od umówionej godziny minęły już ponad dwa kwadranse, a jego rozmówca wciąż się nie pojawiał, nie zadzwonił również z usprawiedliwieniem. Pan Ignacy zaczął się poważnie zastanawiać, czy nie powinien czasem wstać i wyjść, kiedy wreszcie na sali pojawił się i skierował kroki do stolika mężczyzna, najwyraźniej będący tym, na którego Lajkonik czekał.
– Dzień dobry, czy Ignacy Lajkonik? – zapytał, a kiedy pan Ignacy twierdząco skinął głową, uśmiechnął się kordialnie, pokazując nienaganną, białą klawiaturę. – Bardzo się cieszę, mam nadzieję, że nie nudził się pan tutaj? Pan Lajkonik już miał na końcu języka pytanie o powody spóźnienia, z lekką reprymendą w podtekście, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, nowy gość wręczył mu wizytówkę, przedstawiając się – Kumpelczyk. Zdzisław R. Kumpelczyk, niu midia menedżer, agencja Las Bidelz – i pan Ignacy mógł tylko przyjąć kartonik, podczas kiedy pan Kumpelczyk ze zwycięskim uśmiechem odwrócił się ku kelnerom i szerokim gestem przywoływał jednego z nich. – Czego się pan napije, mój drogi? – zapytał, zwracając się znowu do pana Ignacego, a zanim ten zdążył odpowiedzieć, rzucił w kierunku podchodzącego kelnera – Co dzisiaj polecasz, Erneście? Wino, może koniak?
Pan Ignacy, dotknięty tym „moim drogim”, wyprostował się na krześle i powiedział – Niezmiernie mi przykro, ale prowadzę. Jeżeli pan pozwoli, poproszę kawę. Czarną i słodką, bo chciałbym się skupić na zleceniu, o którym pan był uprzejmy wspomnieć przez telefon. Pan Kumpelczyk zawahał się, jakby zdumiony, że ktoś odmawia alkoholu, ale odzyskał kontenans i znowu szeroko się uśmiechnął – To lubię! Dla mnie też kawa w takim razie, ale po irlandzku! Do rzeczy, do rzeczy, mój drogi, tak, słusznie. Myślę, że na początek dobrze by było powiedzieć panu kilka słów o nas… – tu zawiesił głos, a ponieważ pan Lajkonik nie protestował, zaczął opowiadać:
– Wystartowaliśmy jako typowa agencja pi-ar, wie pan, swego czasu było na to zapotrzebowanie. Nazywaliśmy się wtedy Jakub Hak PR, Spółka z o.o. i szybko się okazało, że kolejni klienci żądają od nas przede wszystkim znajdowania kompromitujących materiałów na konkurencję. To właśnie od tamtej pory nazywa się to „szukaniem haków”, rozumiemy się, ha ha ha – i pan Kumpelczyk już, już miał porozumiewawczo trącić pana Ignacego łokciem, ale zmitygował się i poprzestał na kolejnym uśmiechu.
– Byliście więc kimś w rodzaju… detektywów? – zapytał pan Lajkonik. – Ależ skąd! – żachnął się jego rozmówca – To znaczy, oczywiście, na pewnym etapie zatrudnialiśmy biuro detektywów, Bednarski i Syn, ale bardzo szybko z nich zrezygnowaliśmy, wie pan, cięcie kosztów. A detektyw przydawał się tylko czasami… A co pan myśli? – dodał szybko, widząc niedowierzanie na twarzy pana Ignacego – Serio serio, w większości przypadków wystarczyły odpowiednie „wrzutki” z prokuratury. Tam wszyscy mają swoich ludzi, długi wdzięczności. Wiele nie trzeba, a myśmy już potrafili to odpowiednio rozdmuchać! – tu pan Kumpelczyk zatarł dłonie z satysfakcją, po czym ciągnął dalej:
– Jednak na rynku już wkrótce zrobiło się za ciasno, firmy w naszym sektorze rosły jak grzyby po deszczu i uznaliśmy, że polityka i pi-ar nie mają przyszłości. W końcu ile można jechać narzekaniem na przeciwników? Tylko wrogów sobie można narobić. Ale doświadczenie nam się przydało, nie powiem – tutaj pan Zdzisław nachylił się konfidencjonalnie do pana Ignacego, maczając niechcący krawat w kawie. – Poszliśmy w media i reklamę i opatentowaliśmy całkiem nową metodę, mój drogi. Słyszał pan o opluskwingu kontrolowanym? Widzę po pana minie, że nie – a to przełom w dziejach reklamy i trendsettingu! Zadaliśmy sobie kluczowe pytanie: co przyciąga ludzi? No, jak pan myśli, co?
Pan Ignacy poruszył się niepewnie – Z tego, co pamiętam, seks i przemoc, ale to głupie… – Mój drogi, wcale nie takie głupie, to podstawa! Z tym, że mamy już dwudziesty pierwszy wiek i trzeba podejść do sprawy nowocześnie! Ludzi przyciąga bezinteresowna złośliwość. Wie pan, co to jest 4chan? Albo demotywatory? Ale nie nasze, nasze dopiero raczkują. Proszę poszukać w sieci rosyjskich i się zapoznać, przyda się to panu przy zleceniu! – Nie rozumiem – ośmielił się wtrącić pan Lajkonik – przecież to wszystko robią jacyś młodzi ludzie, dla zabawy… – Ohoho! – zaśmiał się menedżer – Oni tak, ale my – nie! Nasza metoda, opluskwing, polega na planowym wprowadzaniu do świadomości internautów tego, co chcemy wypromować. To coś, albo ktoś. Taką piosenkarkę, Princess Babę, pan zna? No widzi pan, mój drogi, a to właśnie my jej pomogliśmy w drodze na top. Tylko że to nie można tak jak pan myśli – reklamą, dosładzaniem i po dobroci. Teraz przemycamy ludzi i przedmioty do świadomości właśnie opluskwingiem!
– Jeżeli dobrze rozumiem – powiedział ostrożnie pan Ignacy – to właśnie mi pan mówi, że reklamujecie coś lub kogoś, zniechęcając do niego. To zaiste dziwna metoda… – Ale się sprawdza! – zakrzyknął zwycięsko pan Kumpelczyk – Mój drogi, mamy osobne działy facepalmu, rickrollingu, jednorożców, emotikonów i – nasz największy sukces – lolkatów. To jest niesamowite, co można zrobić z kotem, i jak to się później sprawdza w necie! Memy! Wie pan, co to jest? No właśnie, oto odpowiedź na reklamę! Wykorzystujemy istniejące, tworzymy nowe – a w tle, albo na pierwszym planie, czasem w podpisie: nasz klient! Albo jego produkt… – tu głos pana Kumpelczyka zadrgał uczuciem – Mija niewiele czasu i co się dzieje? Internauci zaczynają zadawać pytania: kim jest ta dziewczyna, którą widziałem w sieci przedwczoraj, wczoraj i dzisiaj? Wyczuwamy ten moment i… Trach, w radiu, telewizji, w portalach muzycznych pojawia się nasza gwiazda! Którą wszyscy znają z Internetu!!!
Tego dnia nie dane było jednak obu panom: panu Kumpelczykowi – dokończyć prezentacji, a panu Lajkonikowi – wysłuchać jej i dowiedzieć się, o co właściwie chodzi w zleceniu. W tym bowiem momencie do stolika podeszło dwóch postawnych mężczyzn w ciemnych garniturach i czarnych okularach. – Centralna Agencja Tropiąca, komisarz Perski, a to komisarz Żbik – przedstawił obu nowoprzybyłych wyższy, blondyn w średnim wieku – Czy pan Zdzis
ław Rajmund Kumpelczyk? – Tak, ale nie rozumiem… – pan Kumpelczyk pobladł nagle. – Obawiam się, że musi pan pójść z nami. Towarzystwo Przyjaciół Zwierząt złożyło zawiadomienie, którym zajmuje się obecnie Prokuratura Rejonowa. Chcielibyśmy, aby wyjaśnił pan okoliczności, w jakich pańska firma wykonywała pewne fotografie… – Ależ panowie, to jakieś nieporozumienie! Mamy magików od Fotoszopa… – Z tego, co wiem, chodzi nie o szopa, a raczej o koty. Ale to już opowie pan prokuratorowi…
Kiedy wyszli, pan Lajkonik siedział jeszcze przez chwilę i dopijał kawę. Była bardzo dobra. Zapłacił rachunek, odebrał z szatni płaszcz i wyszedł. W ostatniej chwili zatrzymał się i zmarszczył brwi. Nie, musiało mu się to tylko przywidzieć! To raczej niemożliwe, żeby w ciemnym kącie restauracyjnego holu zalśnił uśmiech, całkiem podobny do uśmiechu pana Kumpelczyka – uśmiech, który jednak wydawał się nie mieć właściciela…
____________
Edit: PS. Ponieważ doszły mnie głosy, że warto by zamieścić pod tekstem mały słownik, ulegam im chętnie (słowa w kolejności występowania w tekście):
niu midia menedżer (new media manager) – osoba odpowiedzialna (np. w agencji reklamowej) za nowe media – czyli reklamę w Internecie i na nośnikach multimediów. pi-ar (PR, Public Relations) – komunikacja publiczna (firmy, korporacji) ze społeczeństwem, najczęściej za pośrednictwem dziennikarzy i mediów opluskwing kontrolowany (pomysł własny) – metoda reklamy polegająca na umieszczaniu przedmiotu reklamowanego w dużej ilości lokalizacji, chętnie odwiedzanych przez internautów, najczęściej przyciągających ich szyderstwem i złośliwością, (c) by Quackie trendsetting – ustalanie trendów, próba sterowania modą i stylami
Następują linki do definicji zbyt obszernych, żeby je tu zamieścić: 4chan – http://pl.wikipedia.org/wiki/4chan demotywatory – http://pl.wikipedia.org/wiki/Demotywator facepalm (niestety tylko po angielsku) – http://en.wikipedia.org/wiki/Facepalm rickrolling (albo rickroll) – http://pl.wikipedia.org/wiki/Rickroll emotikon – http://pl.wikipedia.org/wiki/Emotikon lolkat (wł. lolcat) – http://pl.wikipedia.org/wiki/Lolcat mem – http://pl.wikipedia.org/wiki/Mem
____________
Tekst chroniony prawem autorskim (wszystkie części cyklu o p. Lajkoniku). Opublikowany w witrynie www.kontrowersje.net oraz na blogu www.madagaskar08.blog.onet.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora.
Gdybym był premierem,to bym walnął pięścią w stół! Rzekł bym,hej ! ty Ruski! Jestem zając! Ale tyś jest ślepy wół Odrzuc bratku raport MAK-u,wina musi być po pół Jak w przysłowiu o pasztecie Jeden zając,jeden wół..Cd.marzenia Jarosława Rano zając przetarł pysk,strzelił „prochy” w oczach błysk! Już nie będzie pół na pół!! Całą winę bierze wół!!!
Jesteście wspaniali, gorąco dziękuję za dotychczasowewsparcie i serdecznie żebrzę o więcej…
Kiedy sprawdzałam wyniki i doliczyłam się do tego swojego 14. miejsca, byłam przekonana, że już pozabawie, a zobaczywszy Quackiego na 10. uznałam to za w pełni sprawiedliwywerdykt, bo o ile Kłaczek pisze teksty naprawdę dobre literacko, mój blog to zzałożenia miała być pisanina lekka, zabawna i rozrywkowa, ku uciesze przyjaciół i dla opamiętania ponurasów, którym Bozia poskąpiła poczucia humoru.
Ponieważ to w trakcie wyjazdu było, nie siedziałam w sieci inie śledziłam zmian. Dopiero teraz po powrocie ze zdumieniem odkryłam, że z 14.lokatą Izis wślizgnęła się do kolejnego etapu, a Quackie tajemniczo zniknął.
Nic to Quacku, od zawsze twierdziłam że Twoje teksty są naprawdę dobre i zachęcałam do ich publikacji. Nie zmieniam zdania, widocznie literacki gust użytkowników Onet.pl pozostawia jeszcze więcej do życzenia, niż mi się wydawało.
Z prawdziwym wzruszeniem zobaczyłam, że wciąż jesteście zemną i zachęcacie do głosowania. Warto chyba tylko poinformować wszystkich, że w tym etapie też można głosować na kilka blogów (zdaje się że byle nie z tej samej kategorii) nie trzeba wybierać tylko jednego.
Ps. Nie umiem prosić i nie umiem dziękować, ale kocham Wasjak diabli – Iza
Gdybym był premierem,to bym walnął pięścią w stół! Rzekł bym,hej ! ty Ruski! Jestem zając! Ale tyś jest ślepy wół Odrzuc bratku raport MAK-u,wina musi być po pół Jak w przysłowiu o pasztecie Jeden zając,jeden wół..Cd.marzenia Jarosława Rano zając przetarł pysk,strzelił „prochy” w oczach błysk! Już nie będzie pół na pół!! Całą winę bierze wół!!!
Jakże jest piękne w zimie słońce, Gdy, brodząc w szarych chmur gromadzie, Próżno na śniegi bielejące Z wysoka słaby blask swój kładzie... /M.Lermontow/
Gdybym był premierem,to bym walnął pięścią w stół! Rzekł bym,hej ! ty Ruski! Jestem zając! Ale tyś jest ślepy wół Odrzuc bratku raport MAK-u,wina musi być po pół Jak w przysłowiu o pasztecie Jeden zając,jeden wół.
„Gdzieś za polarnym kołem, Gdzie wieczne mrozy są, Trą biały grzbiet niedźwiedzie, Trą o ziemską oś I cały świat się kręci, I ziemia wkoło gna, Trą biały grzbiet niedźwiedzie, Grzbietami kręcąc świat! Tak pracowite misie, Trudzą się całe dnie, By zakochani w końcu Mogli spotkać się….”
Najnowsze komentarze