Odwiedziło nas

  • 2
  • 187,271
  • 82,895

Kalendarz

październik 2026
P W Ś C P S N
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

Przypisek Biecka Katedra

 co? 

Jest tam marmurowy nagrobek

na niej koń maści księżycowej

lub bohaterskiej

Z rogiem u boku

pełnym wojennych gromów.

 

Stoisz na nagrobku jak na księżycu

rumaku w marmurowej uprzęży

słow kulbaką – nietknięty

 

I tylko w głębi fary

nakrapiana sinym deszczem

zacieków

marmurowa kukułka narzeka

Że koń zgubił w borach rycerza

 

Rozsypał jego kości

po wąwozie dzikim

 

I wbiegł do kościoła

 

I ukazał mu się

Pan jego z szablą i szkaplerzem

zakrawawiony na stropie

i stała się

postac konia marmurowa

zastygła w galopie

 

Jerzy Harasymowicz – Broniuszyc

Dwa kamyczki

…do Wyspowego ogródka, wynalezione kędyś w skarbczyku. Pierwszy bez tytułu, kontekst macie za oknem.

(…)

Starszy pan Jesień
Nadchodzi niespiesznie
Podpiera się parasolem

Dźwiga na chudych nóżkach
Wielkie, brzuchate chmury

Wykasłuje strzępy deszczu

Tylko czasem ukłoni się Zimie,
Zdejmie kapelusz,
Pod którym błyska
Dalekie słońce
Jego młodości.

Drugi powstał na fali zafascynowania buddyzmem zen, od czasu do czasu powracającej.

Z ZAWIĄZANYMI OCZAMI

Nie usłyszysz
Klaskania jednej dłoni
Kiedy Twoje myśli
Będą kręcić piruety

Głowa w obłokach
Nie wyklucza obu stóp
Mocno, twardo, pewnie
Stojących na ziemi

Kiedy wokół wściekłe prądy
Spojrzeń i słów
Ty bądź skałą, opoką
I zbuduj świątynię

Azyl spokoju.

Tekst chroniony prawem autorskim. Opublikowany na blogu www.madagaskar08.blog.onet.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora.

NIE DLA MIENIA KUJUT KANIA…

  

Już nie dla mnie przyjdzie wiosna,
Już nie dla mnie Don rozleje się
I serce zabije dziewczęce
Z uniesieniem już nie dla mnie.
Już nie dla mnie kwitną sady,
W dolinie zagajnik rozkwita.
Tam słowik się z wiosną spotyka
A jego śpiew już nie dla mnie.
Już nie dla mnie kują konia,
Wiatr grzywą rumaka się bawi.
Bije kopytem i nic nie wie,
Jego kują już nie dla mnie.
Już nie dla mnie przyjdzie Wielkanoc,
Przy stole zbierze się rodzina,
„Chrystus zmartwychwstał” z ust popłynie.
Wielkanoc dziś już nie dla mnie.
A dla mnie jest ołowiu kęs,
On w ciało me białe się wbije.
Łzy gorzkie się z oczu poleją.
Taki los, bracie, czeka mnie.

przekład: Renata Miłosz.
Incitatus

PO LEWEJ STRONIE TEJ ULICY, TAM GDZIE STARE WIDAĆ DRZEWA PRZYSŁONIĘTY NIMI STAŁ KIEDYŚ STARY DOM

Stara ukraińska chata

Jest taka ulica
której prawie nie ma
a domki przy niej parterowe

Jak stara księga
czasem się otwiera
i ludzie patrzą zza firanek

Tu można w oknie
dojrzeć szklaną kulę
lub słój z ogórkami kiszonymi

Czasem też się trafi
stary jak świat kalendarz
albo obrazek ze świętymi

Lecz drzwi nie zawsze
dla wszystkich otwarte
szczególnie w okolicach zimy

Tu ludzie chcą mieć
błogi święty spokój
nawet za wszelką cenę

Po to by czasem
zapaść w dłuższy sen
i śnić że wkrótce będzie lepiej 

    A. Ziemianin

  

Ta ulica nosi nazwę Średnia, na mapie Horodła możecie ją znaleźć. Domu, starego, ze słynnym chlebowym piecem już nie ma. Czekał ponad dwieście lat na swoich….A oni….oni zmietli go ceglaną rzeczywistością.

 

Czyściec, rozdział 6

Streszczenie poprzedniego odcinka. Przygotowania do pierwszego w historii urlopu, jaki Anioł spędzi w Czyśćcu idą pełną parą. Przygotowano hotel, obmyślane są atrakcje turystyczne i:

„Jeszcze tylko udekorowaliśmy kwieciem bramę do Czyśćca i gotowe”

 

Diabła tam. Wcale nie było gotowe. Na tarasach panował nieopisany bajzel. Dusze snuły się bez celu, nikt nie umiał sprawnie pokierować pracami porządkowymi. W tej sytuacji Archangela Żonkilia zdecydowała się na zatrzymanie czasu.  Nie była to procedura, do której się często uciekano. Nawet podobno nie było zalecane. Ale oceniła, że nie ma innego wyjścia.

Żeby dokonywać manipulacji czasem nie wystarczyło być wysokiej rangi aniołem.  Trzeba było mieć licencję. A Żonkilia ją miała. Była z gatunku istot, które  dbają o takie rzeczy.

Jest kilka stopni zatrzymania czasu:

1.       Całkowity – kiedy to absolutnie wszystko staje w miejscu, wymagający bardzo precyzyjnego ustalenia czasu trwania, zakończenia i innych parametrów. Błąd może kosztować wieczność. Niedozwolony.

2.      Częściowy – czas zatrzymuje się nie wszędzie i nie dla wszystkich

3.      Pozorny – znany i na Ziemi jako „czas się dłuży” lub „czas ucieka” . Ciekawy przyczynek do ziemskiej manipulacji czasem i poradę, praktyczną można znaleźć w książce słynnego angielskiego matematyka z XIX w. Charlesa Ludwiga Dodgsona :

„W tym właśnie sęk, że Czas nie znosi, aby go zabijano. Gdybyś była z nim w dobrych stosunkach zrobiłby dla Ciebie z twoim zegarem wszystko, co byś tylko chciała”

4.      Niepozorny – niedostrzegalny.

Zatrzymanie czasu stopnia drugiego polega na zatrzymaniu lub zwolnieniu jego biegu w jednym miejscu, przez co w innym miejscu wydaje się, że płynie szybciej. Można też w tym innym miejscu przyspieszyć. Dla nas popołudnie ciągnęło się leniwie, a dusze przeprowadzające prace porządkowe uwijały się jak mróweczki.

Archangela wpierw wyliczyła krzywiznę czasoprzestrzeni w świecie czterowymiarowym – co już jest dość trudne. Dzięki tym wyliczeniom znalazła trajektorię, po której czas płynie w odwrotną stronę. W skupieniu pilotowała toczący się proces, aby po uzyskaniu założonego wyniku całość wyhamować i przywrócić do stanu poprzedniego, aby nie dopuścić do zapaści i skurczenia się wszechświata. Podobno w przeszłości były takie incydenty i sam Bóg musiał interweniować, bo tylko on, będąc wszechmocny może przeciwstawić się prawom fizyki. Przedtem tłumaczył, szkolenia organizował, ale po tych incydentach wprowadził egzaminy i tylko po uzyskaniu wyniku celującego licencję przyznawał.

Powiada się, że sama natura nie dopuszcza do powstawania zamkniętych krzywych czasowych, bo to przeczy zasadzie, że wszystkie procesy biegną tylko w przód i są nieodwracalne (co nie jest do końca i w każdym przypadku prawdą: przecież rany zarastają bez śladu, a są organizmy, które regenerują całkowicie utraconą część). A przekazywanie cech i genów można by uznać za zapętlenie. Ale to tylko projekt „życie”. W pozostałych projektach strzałka czasu wyznacza jeden kierunek. Jako dowód jest tu przytaczany proces tworzenia omletu z rozbijanych jaj, czego nie sposób odwrócić. W XIX w. udowodnił to i w bardzo przystępnej formie przedstawił wspomniany już angielski matematyk Charles Lutwidge Dodgson:

Humpty Dumpty sat on a wall,
Humpty Dumpty had a great fall.
All the king’s horses and all the king’s men
Couldn’t put Humpty together again.

Czyli:

Hampty Dampty na murze siadł

Hampty Dampty niezdarnie spadł

Kawalerzystów królewskich huf

Nie mógł Hamptego poskładać znów.

 

W naszych, ziemskich warunkach też miały miejsce próby manipulacji czasem. Jeżeli wyjdzie się z założenia, że gdy czas podąża zgodnie ze strzałką, czyli do przodu, to entropia (bałagan) zwiększa się. Co jednak będzie się działo, jeśli posprzątamy? Skoro entropia (bałagan) zmniejszy się, to czas powinien się cofnąć. To rozumowanie stosują wszystkie skrzętne gospodynie, pedanci i perfekcjoniści.

Utrzymywanie porządku, zatem, powinno zahamować bieg czasu, i można się nie obawiać powstawania zmarszczek.

Co jednak się dzieje z czasem, w którym sprzątamy w celu utrzymania porządku? I czy sprzątanie jest na pewno konieczne?

Bo utrzymywanie porządku zabiera więcej czasu, niż poszukiwania w bałaganie. (Rozważania o czasie i innych sprawach – Lukrecja – nieopublikowane)

 

Tak więc w ciągu jednego popołudnia, jakie zostało do wizyty szanownego gościa, opiekunowie dusz zostali pouczeni jak pokierować pracami. I pokierowali. W parę godzin wszystko było zamiecione, wymyte, wypolerowane, pomalowane, wygładzone i wyfroterowane. Następnie udekorowane, umajone, nakręcone i ze wszech miar doskonałe. Acha, dusze, które się tak uwijały dostały jeszcze dodatkową noc dla odpoczynku.

My podziwialiśmy dzieło, Żonkilia osobiście lustrowała wszystko i usuwała niedociągnięcia ledwo dostrzegalnym skinieniem lub tylko spojrzeniem.  Wreszcie uznała, że jest dobrze i znowu można było odliczać godziny do przyjazdu szanownego gościa.

Anielica miała przybyć z rana, i paradny wehikuł z już domytym, ale nadal gamoniowartm kierowcą po nią wysłano. Powstał drobny kłopot, bo Anielica, zgodnie z protokołem powinna podróżować z orszakiem, a wehikuł posłano jeden. Ponieważ jednak anioły, które formowały orszak, jak wszystkie anioły jakkolwiek znajdują swoje miejsce, ale go nie zajmują, toteż cały orszak zmieścił się na tylnym siedzeniu, przecież i tak o wiele przestronniejszym od główki szpilki.

Rozległy się fanfary i na plac wjechał paradny wehikuł.

Rajska Philadelphia Coronaria (czyli Jaśminowiec wonny) we własnej, świetlistej osobie, a za nią wysypał się orszak.

Dopiero jak wysiedli, to było widać, jak wspaniały i wielki jest ten orszak.

Zgodnie z protokołem zaprowadzono rajskich gości do pałacyku. Podjęto ucztą, były przemówienia i część artystyczna. 

W pałacyku wszyscy się zmieścili.

 

 

Nienawiść

Spójrzcie, jak wciąż sprawna,
Jak dobrze się trzyma
w naszym stuleciu nienawiść.
Jak lekko bierze wysokie przeszkody.
Jakie to łatwe dla niej – skoczyć, dopaść.

Nie jest jak inne uczucia.
Starsza i młodsza od nich równocześnie.
Sama rodzi przyczyny, które ją budzą do życia.
Jeśli zasypia, to nigdy snem wiecznym.

Religia nie religia –
byle przyklęknąć na starcie.
Ojczyzna nie ojczyzna –
byle się zerwać do biegu.
Niezła i sprawiedliwość na początek.
Potem już pędzi sama.
Nienawiść. Nienawiść.
Twarz jej wykrzywia grymas
ekstazy miłosnej.

Ach, te inne uczucia –
cherlawe i ślamazarne.
Od kiedy to braterstwo
może liczyć na tłumy?
Współczucie czy kiedykolwiek
pierwsze dobiło do mety?
Porywa tylko ona, która swoje wie.

Zdolna, pojętna, bardzo pracowita.
Czy trzeba mówić ile ułożyła pieśni.
Ile stronic historii ponumerowała.
Ile dywanów z ludzi porozpościerała
na ilu placach, stadionach.

Nie okłamujmy się:
potrafi tworzyć piękno.
Wspaniałe są jej łuny czarną nocą.
Świetne kłęby wybuchów o różanym świcie.
Trudno odmówić patosu ruinom
i rubasznego humoru
krzepko sterczącej nad nimi kolumnie.

Jest mistrzynią kontrastu
między łoskotem a ciszą,
między czerwoną krwią a białym śniegiem.
A nade wszystko nigdy jej nie nudzi
motyw schludnego oprawcy
nad splugawioną ofiarą.

Do nowych zadań w każdej chwili gotowa.
Jeżeli musi poczekać, poczeka.
Mówią, że ślepa. Ślepa?
Ma bystre oczy snajpera
i śmiało patrzy w przyszłość
– ona jedna.

Wisława Szymborska

Hanna Banaszak – Nienawiść

http://www.youtube.com/watch?v=bSFaTHTGjlg

Czas

Czas jest zbyt wolny dla tych, co czekają. Zbyt szybki dla tych, którzy się boją. Zbyt długi dla tych, co cierpią. Zbyt krótki dla tych, którzy się cieszą. Lecz dla tych co kochają, czas jest wiecznością.

Pink Floyd – Time

http://www.youtube.com/watch?v=MYiahoYfPGk

Tykanie zegara wypełnia chwile szarego dnia
Marnujesz i trwonisz godziny, które otrzymałeś
Okopujesz się na kawałku ziemi w rodzinnym miasteczku
Czekając na coś lub na kogoś, kto pokaże ci drogę

Masz dość leżenia w promieniach słońca
Zostajesz w domu, by oglądać deszcz
Jesteś młody, a życie jest długie
I masz trochę czasu do zabicia
Pewnego dnia odkryjesz, że minęło dziesięć lat
Nikt nie powiedział ci, kiedy biec, przegapiłeś sygnał na start

Więc biegniesz i biegniesz, by zrównać się ze słońcem
Lecz ono zachodzi
Pędzi wokoło, by znów ukazać się za tobą
Właściwie jest takie samo, ale ty jesteś starszy
Masz krótszy oddech i z każdym dniem zbliżasz się do śmierci

Każdy rok staje się krótszy, na nic nie znajdujesz czasu
Plany też się nie spełniają
Lub kończą się skrawkiem zabazgranej kartki
Pozostajesz w cichej rozpaczy – po angielsku
Czas już minął, piosenka się skończyła
Myślałem, że mam więcej do powiedzenia…

W domu, znowu w domu.
Lubię tu być kiedy tylko mogę.
Kiedy tu wracam zziębnięty i zmęczony
Dobrze jest się ogrzać przy ogniu.
Z oddali, poprzez pole
dochodzi odgłos bicia dzwonu.
Wzywa wiernych do padnięcia na kolana,
aby w spokoju wysłuchali oznajmione zaklęcia…

Ten, który czynił dobrze

Była noc  – i był samotny.
I ujrzał z dala mury wielkiego grodu, i zbliżył się do miasta tego. A gdy już był blisko, usłyszał radosne tany, śmiechy wesołe i głos licznych lutni. Zastukał do bram, a jeden z odźwiernych otworzył mu.
I wzrok jego zatrzymał się na domu całym z marmuru, z wyniosłymi marmurowymi kolumnami u wejścia. Kolumny obwieszone były wieńcami, a wewnątrz i zewnątrz domu paliły się pochodnie z cedru.
I wszedł do domu tego.
A gdy minął sień malachitową i sień jaspisową i wstąpił do wielkiej sali godowej, ujrzał na purpurowym łożu spoczywającego młodzieńca, który miał włosy uwieńczone czerwonymi różami, a wargi czerwone od wina.
A zbliżywszy się do niego, dotknął jego ramienia i zapytał:
– Czemu tak żyjesz ?
A młodzieniec, obróciwszy się, poznał go i odpowiedział :
 – Jam był trędowaty, tyś mnie uleczył. Jakżebym miał żyć inaczej ?
Wyszedł więc z domu tego i poszedł dalej ulicą. Po chwili ujrzał niewiastę, której twarz pokryta była szminką, suknia jaskrawa, a nogi przybrane perłami. A za nią szedł, skradając się jak myśliwy, młodzieniec w barwnej szacie. Twarz tej kobiety była piękna jak twarz bóstwa, a oczy mężczyzny błyszczały pożądaniem.
I szybko podążywszy za nimi dotknął ręki młodzieńca i zapytał :
 – Czemu patrzysz na tę kobietę w ten sposób?
A młodzieniec, obróciwszy się, poznał go i odpowiedział :
 – Jam był niewidomy, tyś mi wzrok powrócił, na cóż innego bym miał patrzeć ?
Wówczas pobiegł za kobietą, dotknął jej kolorowej szaty i spytał :
 – Czyż innej drogi wybrać nie umiesz, jak drogę grzechu ?
A ona, obróciwszy się, poznała go, uśmiechnęła się i odrzekła :
 – Tyś mnie z grzechów moich już rozgrzeszył, ta droga jest drogą najmilszą.
Wówczas opuścił miasto, a wyszedłszy zeń ujrzał siedzącego przy drodze młodzieńca, który płakał., i zbliżywszy się do niego dotknął długich zwojów jego włosów i zapytał :  – Czemu płaczesz ?
A młody człowiek podniósł głowę, aby nań spojrzeć, poznał go i odpowiedział :
 – Jam był niegdyś między umarłymi. Tyś mi z martwych kazał powstać. Jakże mam nie płakać !

 buuu Oskar Wilde

Nie ma na to rady..

Raz staruszek, spacerując w lesie,
Ujrzał listek przywiędły i blady
I pomyślał: – Znowu idzie jesień,
Jesień idzie, nie ma na to rady!
I podreptał do chaty po dróżce,
I oznajmił, stanąwszy przed chatą,
Swojej żonie, tak samo staruszce:
– Jesień idzie, nie ma rady na to!
A staruszka zmartwiła się szczerze,
Zamachnęła rękami obiema:
 – Musisz zacząć chodzić w pulowerze.
Jesień idzie, rady na to nie ma!
Może zrobić się chłodno już jutro
Lub pojutrze, a może za tydzień
Trzeba będzie wyjąć z kufra futro,
Nie ma rady. Jesień, jesień idzie!
A był sierpień. Pogoda prześliczna.
Wszystko w złocie trwało i w zieleni,
Prócz staruszków nikt chyba nie myślał
O mającej nastąpić jesieni.
Ale cóż, oni żyli najdłużej.
Mieli swoje staruszkowie zasady
I wiedzieli, że prędzej czy później
 
Jesień przyjdzie. Nie ma na to rady.

/A.Waligórski/

                      

Koteczek…